Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seria. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 października 2018

[Recenzja książki] Richard Schwartz - "Drugi Legion"


Autor: Richard Schwartz
Tłumacz: Agnieszka Hoffmann
Tytuł: Drugi Legion
Tytuł oryg.: Die zweite Legion
Tom: 2
Cykl/seria: Tajemnica Askiru
Gatunek: fantasy
Wydawnictwo: Initium
Data wydania: 21 października 2018
Ilość stron: 528

Opis: Do gospody Pod Głowomłotem trafia tajemniczy wędrowiec z zapomnianego królestwa Askiru. Opowiada o rozbiciu dawnego mocarstwa i objaśnia pół-elfce Leandrze i wojownikowi Havaldowi funkcjonowanie magicznych wrót. Havald, Leandra i gromadka ich towarzyszy wyruszają na poszukiwania portalu, by przenieść się do Askiru. Tam mają szukać pomocy, ale też ostrzec mieszkańców przed najeźdźcą, brutalnym władcą Thalaku. Nie wiedzą, że po piętach depcze im już wróg. Zamiast w Askirze śmiałkowie lądują jednak w pustynnym Besarajnie, królestwie, w którym czyhają na nich nowe niebezpieczeństwa i polityczne intrygi.
Drugi tom cyklu fantasy Tajemnica Askiru ponownie zadziwia napięciem i ładunkiem emocji. High fantasy na najwyższym poziomie!

Kiedy w marcu w moje łapki wpadł „Pierwszy Róg”, wiedziałam, że jest to historia dla mnie. Wśród nagminnie promowanych młodzieżowych fantasy, które bolą mnie swoimi schematami, dostałam pozycję na naprawdę wysokim poziomie, którą już poleciłam kilku osobom z czystym sumieniem. Do tego wręcz marzyłam o egzemplarzu kolejnego tomu, by wrócić do świata Havalda i spółki. Wystarczyło poczekać pół roku i o to mam!
„Drugi Legion” zaczyna się tam, gdzie kończy „Pierwszy Róg”. Magiczna burza śnieżna minęła, a niedawno przybyły do gospody Kennard dzieli się z naszymi bohaterami wiedzą o współczesnym Askirze podzielonym na królestwa, które bez ustanku sprzeczają się o drobnostki. Wciąż jest jednak nadzieja, że Leandra uzyska pomoc dla swego kraju, więc drużyna rusza na wyprawę, w czasie której może ich spotkać dosłownie wszystko.

sobota, 25 sierpnia 2018

[Recenzja książki] Marcin Wroński - "A na imię jej będzie Aniela"


Autor: Marcin Wroński
Tytuł: A na imię jej będzie Aniela
Tom: 3
Cykl/seria: Komisarz Maciejewski
Gatunek: kryminał
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 2011
Ilość stron: 350

Opis: Na początku września 1938 roku lubelska policja znajduje zwłoki młodej służącej. Aniela Biernacka została uduszona i zgwałcona. Śladów, które mogłyby doprowadzić do sprawcy, praktycznie nie ma, a jedynym interesującym tropem jest dziwna substancja: ropna maź na ciele denatki. Gdy rok później wybucha wojna i miasto atakują Niemcy, w podobnych okolicznościach ginie kolejna kobieta. Niewyjaśnione zbrodnie nie dają spokoju komisarzowi Maciejewskiemu. Żeby móc ścigać mordercę, wstępuje w szeregi niemieckiej policji Kripo. Polskie podziemie uznaje go za zdrajcę, więc komisarz musi działać ze zdwojoną ostrożnością.
Okupacyjna rzeczywistość, terror, getto i obóz koncentracyjny na rogatkach - to wojenny krajobraz Lublina, miasta, które równocześnie tętni rozrywką i erotyką. Zygmunt Maciejewski szuka sprawiedliwości nawet wtedy, gdy zbrodnia jest na porządku dziennym.

Są tacy zbrodniarze, którzy atakują tylko w określonych warunkach. Wyrachowana zbrodnia staje się jeszcze bardziej paskudna niż ta, którą dokonuje się w emocjach. Nie jest ona też częstym przypadkiem, za to stróżom prawa przysparza mnóstwa problemów. I takie śledztwo przypada również komisarzowi Maciejewskiemu. Nie dość, że samo w sobie jest ciężkie, to jeszcze wybucha wojna. I tu można zadać pytanie, czy śmierć jednej kobiety ma znaczenie, gdy w walkach i bombardowaniach giną tysiące?
Trochę zaskoczyło mnie, że Wroński przeskoczył aż do roku 1938 i czasów wojennych po pierwszych dwóch tomach o komisarzu Maciejewskim. Nie jest tajemnicą, że nie jestem zbytnią entuzjastką II wojny światowej i już teraz mogę powiedzieć, że Lublin z lat trzydziestych podobał mi się bardziej. Miał swoją niepowtarzalną atmosferę, która zniknęła wraz z nadejściem rządów niemieckich w mieście.

środa, 11 lipca 2018

[Recenzja książki] Marcin Jamiołkowski - "Order"


Autor: Marcin Jamiołkowski
Tytuł: Order
Tom: 2
Cykl/seria: Herbert Kruk
Gatunek: urban fantasy
Wydawnictwo: Genius Creations
Data wydania: 19 grudnia 2015
Ilość stron: 250

Opis: Magia powróciła do Warszawy, a wraz z nią nadciągnęły kłopoty – zaginął ważny dla bezpieczeństwa stolicy artefakt. Prowadzone konwencjonalnymi metodami śledztwo nie przynosi rezultatów, a więc czas na rozwiązania magiczne. Do pomocy zostaje zwerbowany Herbert Kruk.
Kto planuje wyrządzić krzywdę pozbawionej ochrony Warszawie i jej mieszkańcom?
Jaką moc kryje w sobie Order, który miasto otrzymało kilkadziesiąt lat temu z rąk potężnego maga i dlaczego został skradziony?
„Coś się wydarzy” – mówią ogłoszenia w autobusach. Czy ponure przeczucia Herberta się sprawdzą? Jakie sekrety skrywają tajemnicze tunele, położone głęboko pod Warszawą?
Tropy prowadzą w różne miejsca, a czasu jest jak zwykle za mało.
(lubimyczytac.pl)

Jak już raz człowiek wkopał się w kłopoty, te zawsze go odnajdą. Ta zasada jasno określa wszelkie książkowe serie, żadna nie byłaby przecież tak interesująca, gdybyśmy mieli jedynie obserwować codzienne, szare życie bohatera, choć ten pewnie by się nie zgodził.
Tak jest z Herbertem Krukiem, który w poprzednim tomie został wplątany w intrygę, która przywróciła Warszawie magię, choć dość wysokim kosztem osobistej tragedii Herberta. Po miesiącach dość spokojnego życia nasz krawiec zostaje proszony o pomoc w odnalezieniu orderu, który chroni stolicę przed katastrofami. Sprawa jest poważna, więc Herbert zabiera się za śledztwo, sprzymierzając siły z porucznikiem Biura Ochrony Rządu, Grzybowskim, który w magię absolutnie nie wierzy. I tak zaczyna się kolejna przygoda.

czwartek, 11 stycznia 2018

[Recenzja książki] Amie Kaufman, Meagan Spooner - "W spojrzeniu wroga"

Autorki: Amie Kaufman, Meagan Spooner
Tytuł: W spojrzeniu wroga
Tytuł oryg.: This Shattered World
Cykl: Starbound
Tom: 2
Gatunek: fantastyka, science-fiction
Wydawnictwo: Otwarte (Moondrive)
Data wydania: 11 stycznia 2017 r.
Ilość stron: 352

Opis: Kapitan Lee jest piękna i odważna. Dowodzi oddziałami wysłanymi na planetę Avon, które mają stłumić wywołany działaniami wielkich korporacji bunt mieszkańców. W zamian za ciężką pracę obiecano im lepsze życie, ale słowa nie dotrzymano. Lee musi być silna i bezwzględna, ma także osobiste powody, by nienawidzić rebeliantów.
Flynn ma bunt we krwi. Jego siostra zginęła w powstaniu przeciwko korporacjom. Udaje mu się uwięzić Lee, jednak gdy jego towarzysze chcą ją zabić, Flynn niespodziewanie podejmuje decyzję, która zmienia jego życie na zawsze.

Ona dowodzi wojskiem, które stara się walczyć z buntownikami, on jest rebeliantem, który przed takimi jak ona stara się uciekać. Każdy z nich ma swój świat, choć mieszkają na jednej planecie. Różnią się między sobą jak ogień i woda, a jednak pragną tego samego: pokoju. Jak to mówi stare przysłowie:  przyjaciół trzymaj blisko, ale wrogów jeszcze bliżej – Jubilee i Flynn idealnie się w to wpisują.
W spojrzeniu wroga przeczytałam rok temu, także ta recenzja jest bardzo stara. Kiedy chciałam ją wstawić, nie zauważyłam, że dziś mija dokładnie dwanaście miesięcy, odkąd ta książka została wydana! Zbieg okoliczności, który najwyraźniej mi się udał, także wszystkiego najlepszego dla drugiego i trzeciego tomu Starbound (bo zostały wydane w Polsce równolegle). Zawsze będę pamiętać to, jak się za wami nachodziłam! A teraz przejdźmy do właściwej części recenzji. 

niedziela, 12 listopada 2017

[Recenzja serii] Kiera Cass - "Rywalki" + "Elita" + "Jedyna"

Pamiętacie te słodkie czasy dzieciństwa, kiedy zmuszało się rodzeństwo, kolegów bądź kuzynostwo, żeby udawali nasze książęta z bajki? Oczywiście my byłyśmy wtedy gustownymi i kapryśnymi księżniczkami, których zachcianki trzeba było spełniać, aby nikogo przypadkiem nie dotknął wszechogarniający foch. Nie, żartuję. Ja się tak nie bawiłam, byłam raczej małą chłopczycą, chociaż do dzisiaj czytając znaczenie swojego imienia napotykam określenie „księżniczka”, a mama wiecznie powtarza mi, że kiedy się urodziłam, pielęgniarki nazywały mnie „princessą” i kupiły mi nawet czapeczkę przeznaczoną specjalnie dla jedynej księżniczki na oddziale, bo tak bardzo uroczym niemowlakiem o błękitnych, anielskich oczkach byłam (co innego dzisiaj, istny pomiot Szatana). Mnie ta królewska mania zaatakowała nieco później. Przyznaję, mam własną koronę (a nawet dwie), balową suknię z kokardą, ale niestety nie posiadam jeszcze zamku i poddanych (księcia na szczęście już mam!). Americe Singer, głównej bohaterce Rywalek, również wiele brakowało do zostania księżniczką, a jednak wystarczyła ta jedna magiczna chwila, żeby stała się… no, właśnie, kim? Bo zanim doszła na szczyt, czekała ją kręta i długa droga do serca księcia Maxona.


Myślę, że o Rywalkach niewiele trzeba mówić. Każda z osób czytających, a już szczególnie recenzujących, natknęła się zapewne na te kolorowe okładki z rudowłosą dziewczyną ubraną w cudowne suknie balowe. Przyznaję, chciałam się zapoznać z tą serią już wiele lat temu, ale nie sądziłam, że kiedy w końcu się do niej dobiorę – przepadnę! A trzeba zacząć od tego, że po opisie spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Takiej... prawdziwej rywalizacji między dziewczętami. Myślałam, że będą podkładać innym pod nogi wybuchowe świnie, targać się za włosy niczym jaskiniowcy, krzyczeć prosto w twarz obelgi,  ciąc sobie sukienki nożyczkami, a w rzeczywistości było nieco... inaczej.