Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Book Tour. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Book Tour. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 września 2017

[BOOK TOUR] Maria Zdybska - "Wyspa Mgieł"

Autor: Maria Zdybska
Tytuł: Wyspa Mgieł
Cykl: Krucze serce
Tom: 1
Gatunek: fantastyka, young adult
Wydawnictwo: Genius Creations
Data wydania: 15 maja 2017 r.
Ilość stron: 480 stron

Opis: Ona – przybrana córka pirata, uratowana z morskiej kipieli. W jej przeszłości ukryty jest klucz do potężnej mocy, która może przynieść wybawienie lub zgubę.
On – potężny mag, wyrzutek, arogant i sybaryta. Od lat poszukuje, choć sam nie wie, czego i dlaczego.
Kiedy jednak ich drogi się spotykają, przejmują nad nimi kontrolę siły potężniejsze od nich samych. Bogowie i demony, nieumarli i czarnoksiężnicy, zapomniana magia i stracone życia – droga do ich poznania zaczyna się na tajemniczej Wyspie Mgieł.

Recenzję Wyspy Mgieł piszę z pewnego odstępu czasu. Gdy mnie coś mocno zadowoli bądź zirytuje, muszę ochłonąć, aby ten pisarski twór był raczej chłodnym zwieńczeniem moich doświadczeń, niż rozemocjonowaną opinią. Jak to było z dziełem Marii Zdybskiej? Nie będę was wodzić za nos – po prostu mi się nie podobało. Dla mnie była to zwyczajna, niewnosząca niczego nowego w moje życie historia, idealna na dokonanie morderstwa na czasie. Nie mogłam się w nią wkręcić, nieważne jak mocno próbowałam. Chyba już dawno nie zawiodłam się tak na książce, tym bardziej, że słyszałam o niej wiele dobrych opinii. Jak widać – każdy podąża własną ścieżką czytelniczą.

piątek, 6 stycznia 2017

[BOOK TOUR] Monika Zajas - "Autodestrukcja"

Autor: Monika Zajas
Tytuł: Autodestrukcja
Data wydania: 2 lipca 2016 r.
Wydawnictwo: Czarna Kawa
Gatunek: Literatura współczesna
Ilość stron: 256

Opis: Alan, niedoszły reżyser filmowy, marzy o wolności, wrażliwa artystka Anja nie może pokonać strachu przed publicznym występem, a Patryk chce wreszcie być bogaty. Mimo starań ich życie coraz bardziej zaczyna przypominać tworzony przez Anję obraz, który pokrywa czarna maź. Pogoń za oddalającymi się marzeniami i nieustanne zderzenia z rozczarowującą rzeczywistością stopniowo powodują poczucie coraz większej utraty kontroli nad życiem. Alan nie wytrzymuje napięcia i zabija żonę… Niepokojąca książka o emocjach, naiwności i marzeniach.

PAULA: Znasz to uczucie, kiedy ktoś każe ci robić coś wedle własnych życzeń? Masz poczucie, że jesteś jak marionetka na scenie w teatrze? Czasem przychodzi taka chwila, kiedy  zrywasz sznury, które ktoś ciągnął za ciebie i stajesz się wolnym człowiekiem. Czujesz, że teraz to twoje życie i tylko ty nim kierujesz. Reguła mówi, że każdy wie co jest dla niego dobre. Jeśli coś ci nie wychodzi, nie rezygnuj z tego. Bohaterowie „Autodestrukcji” Moniki Zajas mogli się poczuć chociaż przez chwilę niezależni. Anja, Patryk oraz Alan przekonali się na własnej skórze jak smakuje wolność. Czy wyszło im to na dobre?

SADISTICWRITER: Każdy z nas ma marzenia, niektórzy większe, niektórzy mniejsze, czasami łączą się one bezpośrednio z naszymi pasjami. Usłyszałam kiedyś stwierdzenie: „to co kochasz, może stać się tym, co cię zniszczy”. To prawda, czasem popadamy w paranoję, łatwo tracimy to, co kochamy i dokonujemy… autodestrukcji. Myślę, że nie będziemy rozwodzić się na temat historii trójki naszych bohaterów, bo opis z tyłu okładki doskonale ich przedstawia, jednak co same o nich sądzimy? Uważasz, Paula, że to dobrze wykreowane postacie? Może czegoś im brakuje? Albo coś cię w nich szczególnie irytowało?

PAULA: Uważam, ze postacie nie są do końca dobrze przemyślane. Ich historie z jednej strony są realne, z drugiej zaś dalekie od rzeczywistości. Wydaje mi się, że nie ma konsekwencji w ich kreowaniu. Z całej trójki Patryk irytował mnie najbardziej. Goniąc za swoimi marzeniami, nie patrzył się na innych, nie brał pod uwagę ich uczuć. W całym przedsięwzięciu on był najważniejszy, co go w pewnym momencie zgubiło.

SADISTICWRITER: Mnie osobiście bardziej irytował Alan. Zachowywał się wobec swojej troskliwej żony naprawdę bestialsko. I ta wizja jak ją zabija, jeszcze się z tego ciesząc! Był niezrównoważony psychicznie i dlatego jestem straszliwie zła z powodu końca, jaki zgotowała mu autorka.
Mam wrażenie, że cała trójka bohaterów miała „nierówno pod sufitem” i nie do końca racjonalnie myśleli. Anja zachowywała się jak zapatrzone w siebie dziecko, które nawet nie chciało przyjąć pomocy – kiedy dostawała szansę na rozwinięcie swojego talentu, uciekała, panikowała i płakała bez żadnego konkretnego powodu. Dziwi mnie to, że chciała ze sobą skończyć, nawet nie próbując niczego osiągnąć. Patryk rzeczywiście był straszliwie zapatrzony w siebie i na dodatek niezbyt inteligentny. Jak można sądzić, że przyjaciół kupi się za pieniądze, tak samo jak miłość i inne rzeczy niematerialne? Jak można wydać łatwą ręką pieniądze gromadzone przez ubogich rodziców przez wszystkie lata? Jak można udawać bogatego cwaniaka, nie mając własnych pieniędzy, a wydając cudze? O Alanie mogę powiedzieć jeszcze tylko tyle, że życzyłam mu książkowej śmierci. Kiedy przeczytałam o tym, jak testuje swój nowy scenariusz i śledzi obcą kobietę, grożąc, że ją zabije… po prostu zamknęłam książkę i odłożyłam ją na biurko. Jeżeli chodzi już o ogół mojego zdania na temat bohaterów – może i mieli własne charaktery i mocno się wyróżniali, ale przedstawiali sobą naprawdę skrajnie przypadki; takie, które popadały już w obłęd. Idę o zakład, że gdyby ktoś obserwował ich poczynania, z biegu zamknąłby ich w psychiatryku. To jest właśnie ten brak realności o którym mówiłaś. Myślę, że niewiele osób mogłoby się z nimi utożsamiać. Co sądzisz w takim razie o fabule? Ciekawa, nieciekawa?

PAULA: Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Niektóre wątki zajmowały 2-3 str., a niektóre ciągnęły się i ciągnęły. Uważam, że wiele momentów należałoby rozwinąć, dlatego, że były naprawdę ciekawe. Czuje po nich niedosyt. Uważam, że tej książce czegoś brakuje. Wracając do wspomnianego przez ciebie fragmentu zabójstwa żony, uważam, że sama jego konstrukcja była dobra, ale można by było go jeszcze rozwinąć. Mam podobnie zdanie jak ty, że to było... chore. Podobał mi się tylko styl jakim to zostało napisane i nic poza tym.

SADISTICWRITER: Co do stylu mam pewne wątpliwości. Nie podoba mi się to, jak pisze Monika Zajas. Miałaś dobre spostrzeżenie! Dużo wątków zostało nierozwiniętych i w moim odczuciu – dużo wątków zostało potraktowanych zbyt długimi opisami. Ta nierówność była strasznie irytująca! Na dodatek pojawiało się wiele dziwnych stwierdzeń i błędów. Styl pisania autorki, jak dla mnie nie wyróżnia się niczym szczególnym.
Na ogół jestem bardzo emocjonalną osobą i uwielbiam takie tematy książek, które rozsadzają mnie od środka, jakbym miała w sobie bombę zegarową. Zazwyczaj lektury dotyczące autodestrukcji ludzi bardzo mnie poruszają. Tu nawet przez chwilę nie poczułam się ani zainteresowana fabułą, ani poruszona. Całość przeczytałam z obojętną miną. Prędzej narzekałam na bohaterów i przewracałam oczami, niż cieszyłam się z czytanej treści. Chwilami miałam wrażenie, że książka jest przedramatyzowana i to w taki „bezemocjonalny” sposób. Przykro mi to mówić, ale taką powieść może napisać każdy. Wystarczy wymyślić sobie trzech, irytujących ludzi, którzy zniszczą swoje życie z powodu marzeń i zapatrzenia we własne odbicie w lustrze. Koniec. Nic oryginalnego. Czułam się naprawdę zawiedziona po przeczytaniu, a tak bardzo nie mogłam się doczekać, kiedy chwycę tę historię w swoje ręce!

PAULA: Wiem dokładnie o czym mówisz, bo zapowiadało się naprawdę ciekawie. Moje zainteresowanie książką malało z każdą, kolejną przeczytaną stroną. Pomysł był dobry, gorzej z jego wykonaniem. Fabuła jak i bohaterzy nie irytowali mnie tak bardzo jak ciebie, ale sam układ książki pozostawia wiele do życzenia. Każdej osobie był poświęcany jeden rozdział i tak w kółko. Nie lubię takiego rozwiązania, bo kiedy skupiasz się na jednym wątku, za chwile go tracisz, bo pojawia się następny rozdział i inna osoba. Od początku aż do końca mnie to wkurzało. Wydaje mi się, że takie rozwiązanie nie było najlepszym pomysłem.

SADISTICWRITER: Uwielbiam pisać takie recenzje, bo wychodzą nam pewne różnice w postrzeganiu książkowego świata! Właśnie teraz widać, że mamy trochę odmienne zdanie. Mnie się taki układ podobał i uważam, że to jedna z większych zalet konstruowania lektury. Osobiście jestem przyzwyczajona do takich podziałów a’la: jeden rozdział, jeden bohater.
Ostatecznie nasza wspólna opinia nie jest zbyt pozytywna. Raczej nie poleciłabym nikomu przeczytania tej książki, a ty co sądzisz na ten temat, Paula? Polecasz, czy raczej nie?

PAULA: Ciężko jest mi wyłonić docelowego odbiorcę książki. Człowiek z depresją, po przeczytaniu tej powieści jeszcze bardziej się załamie i utwierdzi w przekonaniu, że jego życie jest do bani – będzie chciał ze sobą skończyć, romantyk nie ugasi swego pragnienia miłością, bo została w tej książce zabita. Ostatecznie nie polecam.

SADISTICWRITER: Może to kwestia tego, że jestem pesymistką, ale raczej nie sądzę, by ktokolwiek dostał motywacji do działania po przeczytaniu tej lektury. Więcej rzeczy potwierdza to, że nie jesteśmy w stanie sięgnąć swoich marzeń, niż to, że coś osiągniemy. Dla mnie to swoisty demotywator, który na szczęście nie miał na moje życie zbyt wielkiego wpływu i… oby nie miał wpływu na innych.


Ocena SadisticWriter: 3/10
Ocena Pauli: 6/10

Książka brała udział w Book Tourze, którym Ola z Aleksandrowych Myśli nazwała Emigrantką (piękna nazwa!). Obydwie dziękujemy jej za możliwość wzięcia w niej udziału! Serdecznie pozdrawiamy autorkę, jak i resztę dziewczyn, które uczestniczyły w akcji!


STREFA DOBRYCH CYTATÓW:

Ktoś mu kiedyś powiedział, że życie to nie film. Nigdy się z tym nie zgadzał. Przecież sami piszemy sobie jego scenariusz, sami codziennie stajemy przed rozmaitymi wyborami. Czasem z pozoru nieistotna sprawa może całkowicie odmienić życie.

Ludzie zdawali się częściej używać okrągłych, uśmiechniętych emotikonów, niż śmiać się w prawdziwym świecie.

sobota, 24 grudnia 2016

[Świąteczna recenzja Zniewolonych] Magdalena Kordel - "Anioł do wynajęcia"

Jakiś czas temu nasz Zniewolony Team wpadł na pomysł zrobienia pierwszego Book Toure’a. Nie brałyśmy do tego osób z innych blogów, postanowiłyśmy, że na razie spróbujemy jak to będzie wyglądać pomiędzy naszą trójką! Dlaczego akurat „Anioł do wynajęcia”? Opis spodobał się każdej z nas, więc stwierdziłyśmy, że z okazji zbliżających się świąt zabierzemy się za recenzję razem! Nasze opinie w większości są podobne, tak więc możecie wierzyć – na pewno oceniałyśmy książkę racjonalnie!


Autor: Magdalena Kordel
Tytuł: „Anioł do wynajęcia”
Gatunek: Literatura obyczajowa, romans
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 440
Opis: Gdybyś całkiem przypadkiem, tam u siebie na górze, miał jakiegoś bezrobotnego anioła, anioła do wynajęcia, to pamiętaj o mnie. Bardzo proszę. A, i gdybyś mógł mi pomóc w tym, żebym tak do końca nie zapomniała, czym jest miłość i radość…
Michalina ma kłopoty. Została sama, bez środków do życia i bez dachu nad głową. Cały świat wydaje się być przeciwko niej. Kiedy jest już tak źle, że zaczyna tracić nadzieję, ktoś niespodziewanie zaprasza ją na kubek herbaty z cynamonem. Ktoś wysłucha z uwagą, przygarnie do serca, da nadzieję. Czy jednak tam w górze ktoś nad nią czuwa? Dobry duch, zaginiony Anioł Stróż?

SadisticWriter: Każdy z nas potrzebuje odrobiny ciepła i dobroci. „Anioł do wynajęcia” do pozycja doskonała dla osób, które chcą uwierzyć w prawdziwą wartość świąt, a przede wszystkim dla tych, którzy niejednokrotnie zwątpili w ludzkość. Tu się dzieją małe, nieprawdopodobne cuda, co prawda czasem są aż za bardzo naiwne, ale jednak pokrzepiają nasze serduszka. Dawno już nie czytałam książki, która wprowadziłaby mnie tak szybko w świąteczny nastrój, tu klimat bożonarodzeniowy aż bucha w twarz! Do połowy historii jesteśmy uraczeni ogromną dozą humoru, lekkiego smutku i potężną dawką słodyczy. Nie mogłam się oderwać, gdy ją czytałam! Gorzej przedstawia się druga część książki – wtedy zdajemy sobie sprawę z tego, że fabuła nie jest górnolotna i mogłaby być przedstawiona o wiele lepiej – raz jest nudno i tak naprawdę niektóre wątki można by było usunąć, potem nie możemy przestać się uśmiechać.
Uważam, że mało jest anioła do wynajęcia w „Aniele do wynajęcia”. Mam wrażenie, że Michalina i Konstanty zostali potraktowani jako element bardziej dodatni niż główny. To się w sumie dobrze składa, bo nie przepadam za wątkami związanymi z ich miłością – nie jest dla mnie wiarygodnie przedstawiona, ale może to kwestia tego, że nie posiadam duszy romantyka i pierwsze lepsze ckliwe teksty nie trafiają w moje serce. Mam wrażenie, że w treści pojawia się czasem zbyt wiele piosenek i wierszy. To ma swój klimat wtedy, kiedy nie ma ich tak wielu.
Książka staje się w pewnym momencie lekko odrealniona, naiwna, zbyt słodka i niewinna. Niby pojawiają się „ci źli”, ale jednak dobro wychodzi oknami i drzwiami z tej książki. Czy to wada? Myślę, że wśród ogromnych ilości dramatów, czasem jednak przyjemnie jest przeczytać coś, co nie będzie ranić naszej duszy i zostawi w sercu tylko miłe uczucie ciepła. Może nie jest to pozycja obowiązkowa na święta, ale miło było się z nią zapoznać!

6/10


Cleo M. Cullen: „Anioł do wynajęcia” to pełna ciepła, dobroci i miłości książka. Jej główną zaletą jest postać Petroneli zwanej Nelę, pani w starszym wieku, której cięty język, upór, sarkazm i opiekuńczość ujęły moje częściowo skamieniałe serce. Pokochałam tę postać i jestem pewna, że gdyby jej nie było, powieść nie byłaby aż tak ciekawa.
Pozostali bohaterowie zyskali moją aprobatę, żadna jednak nie zdołała podbić mnie tak jak Nela. Jeśli chodzi o główną bohaterkę, Michalinę i jej znajomość z Konstantym – wolałabym, żeby ich miłość nie była aż tak prosta, idealna i cukierkowa. Oczywiście, kibicowałam im, jak na romantyczkę przystało, ale brakowało mi ikry w ich wątku. Wszystko szło ku lepszemu, co nie przydarza się normalnym ludziom (miewamy codziennie jakieś problemy, czyż nie?).
Sama idea anioła do wynajęcia to odpowiedni punkt wyjścia dla opowiedzenia doświadczonej przez los dziewczyny. To, jakie anioły w ogóle mają wpływ na historię, podoba mi się. Aż sama chciałabym mieć takiego anioła.
Plusem powieści jest prosty język, zabawne dialogi i konsekwencja w kolejnych celach. Jedynie nie wiem, co się stało z jedną postacią, którą dobrze się zapoznało, a od połowy jej nie było. Może to z jej zniknięciem związany jest mały kryzys, który pojawia się gdzieś po stu pięćdziesięciu stronach? Ale kryzys mija, opowieść jest przyjemna.
Uważam, że warto poświęcić kilka chwil na spotkanie z książką pani Magdaleny. Idealny przerywnik między cięższymi lekturami, idealnie wpasowuje się w klimat świąt.

6/10


Paula: Ogólne wrażenia po przeczytanej książce są dobre. Fajnie się czytało z tego względu, że szybko i lekko. Niektóre fragmenty wzbudzały we mnie poirytowanie, dlatego, że postać Michaliny została wykreowana w dziwny sposób. Cały czas się zmieniała i nie było w tym żadnej konsekwencji, zupełnie, jakbym czytała o różnych osobach naraz.
Wiele sytuacji było do przewidzenia. Jeśli się pojawiła jakaś wzmianka to była kontynuowana dopiero po iluś stronach dalej. Pomimo, że nie mam zbyt dobrego zdania o Michalinie, to bardzo polubiłam jej przybraną babcię. Kobieta była sama i lubiła się stroić. Miała dość śmieszne podejście do niektórych spraw. Tam gdzie powinna zachować się poważnie, ona zachowywała się całkiem na odwrót.  Teraz tak sobie myślę, że mogłabym mieć taką babcię.
Konstanty zaraz po Michalinie jest nielubianą przeze mnie postacią. Ma duże mniemanie o sobie, uważa, że może decydować za innych. Charakter jest przeciwstawny do zachowania. Robi rzeczy ważne, jest gentlemanem, dobrze się wysławia. Pomimo takiego zdania na temat bohaterów, uważam, że książka była całkiem niezła. To wszystko za sprawą klimatu, który w niej panował, był taki świąteczny. Sądzę, że może przywracać wiarę w ludzi, tym którzy ją stracili.

7/10

Z okazji Book Toure'a pozwoliłyśmy sobie na bazgranie książki :)
Babcia Nela rozpierdziela! Dosłownie!
Było dużo słodyczy ;)
 Cleo zwraca uwagę na motyw biblijnego powstawania świata.
Jak widać: wszystkie pokochałyśmy babcię Nelę :D!

Przy okazji Świąt Bożego Narodzenia cały nasz zespół chciałby wam życzyć wesołych świąt! Zdrowia, szczęścia, spokoju ducha, cudownie spędzonego czasu w gronie rodzinnym, smacznego jedzenia, pełnych brzuchów i miłego świętowania! 

WESOŁYCH ŚWIĄT! 

sobota, 27 sierpnia 2016

[BOOK TOUR] Lindsey Stirling, Brooke S. Passey - "Jedyny pirat na imprezie"

Autor: Lindsey Stirling, Brooke S. Passey
Tłumaczenie: Jerzy Bandel
Tytuł: Jedyny pirat na imprezie
Tytuł oryginalny:  The Only Pirate at the Party
Gatunek: biografia/autobiografia/pamiętnik
Rok wydania:  2016
Wydawnictwo: Feeria Young                       
Ilość stron: 296


     Opis: Skrzący się energią i humorem pamiętnik odzwierciedla niezwykłą drogę życiową skrzypaczki i jej wytrwałość w dążeniu do celu. Właśnie swojej determinacji, niezależności w podejmowaniu decyzji i wyjątkowemu entuzjazmowi Lindsey Stirling zawdzięcza realizację życiowej pasji i... swoją pozycję najlepszej youtuberki 2015 roku według rankingu Forbesa.
     Ta wciągająca opowieść jest świadectwem tego, że nie ma jednej recepty na sukce i niezależnie od tego, co mówią inni, czasami dobrze jest być jedynym piratem na imprezie!

     Nie jestem fanką wszelkich (auto)biografii, wolę światy wykreowane. Nie jestem fanką muzyki elektronicznej, wolę posłuchać rocka. Ale mimo tego biłam się z myślami, kiedy dowiedziałam się, że zaprzyjaźnione Bluszczowe Recenzje organizują swój pierwszy BookTour właśnie z tą książką. Wahałam się, czy zgłosić swój udział, namówiła mnie do tego #Ivy z BR, za co dziękuję! Bo wiem, że było warto.
     Codziennie przechodząc obok kiosków, napotykamy wzrokiem okładki kolorowej, plotkarskiej prasy, w której aż huczy od tego, kto z kim, gdzie, za ile, dlaczego. Pewnie wielu z Was wzdycha, kiedy usłyszy kolejną pogłoskę na temat jakieś gwiazdy. Człowiek myśli sobie wtedy: "Skąd ten zachwyt? Przecież ta gwiazdka ma sławę za nicnierobienie! Trafiła jakoś do show-biznesu i się tam cudem utrzymuje, gwiazdorząc". A jeśli powiem, że tak nie jest? Że tak zwana gwiazda to zwyczajna dziewczyna jak ja i Ty, która po prostu, dzięki pomocy wspaniałych ludzi, wykorzystała okazję i teraz z niej czerpie? Uwierzysz mi?
     Lindsey Stirling. Rocznik '86. Nazwisko, jak i muzyka, którą wykonuje, są mi znane. Dziewczynie rewelacyjnie gra na skrzypcach i do tego tańczy podczas grania. Mogłabym powiedzieć, że po prostu ma talent, a do tego pewnie długo pracowała, by pogodzić dwie czynności. "Jedyny pirat na imprezie" pokazuje, że pomyliłam się w osądzie, jaki miałam, przed zapoznaniem się z tą biografią. Myślałam, że dziewczyna miała szczęście, bez problemu trafiła do amerykańskiego Mam talent! i stała się popularna. Jednak jest droga nie była prosta, o czym mówi książka, którą pochłania się niczym powietrze. Dlaczego tak myślę?
     Język! Prosty, zrozumiały. Może brzmi to odrobinę jak sprawozdanie z dotychczasowego życia, ale czy pamiętniki nie mają takiej formy? Początkowo przez głowę może przemknąć myśl typu to nie dla mnie, nie potrzebuję do szczęścia znać szczegółów z jej dzieciństwa, ale za chwilę pojawia się ciekawość. Skoro opowieść Lindsey jest chronologiczna, fakty nie powinny się mieszać, więc coś z tej historii wyniosę poza bólem głowy.
     Co mnie urzekło? Poczucie humoru nadawane niektórym kwestiom. Lindsey opowiada o swoim życiu z pewną dozą komizmu, który pojawił się faktycznie podczas wydarzeń, a ona chciała tę dawkę zachować. Uśmiechałam się podczas lektury wielokrotnie, z czasem zaczęłam chłonąć kolejne słowa, a nawet przeskoczyłam sto stron, by poznać kolejne informacje z jej życia. Wciągnęłam się w czytanie, bo poczułam się, jakbym była koleżanką panny Stirling, nie jakąś tam dwudziestokilkulatką z Polski, o której Lindsey nie ma pojęcia. Autorka podzieliła się swoimi wspomnieniami, nie zapominając o tym, jakie miała problemy - zaburzenia odżywiania - jak bardzo wpływały one na jej relacje z najbliższymi. Ukazała, że i ona ma ochotę schować się przed światem, że czasami i jej coś może w życiu nie wyjść. Że jest ludzka jak każdy z nas. Cieszę się, że nie pojawiło się idealizowanie własnej osoby, bo chybabym rzuciła książkę w kąt i napisała do #Ivy, że nagle rezygnuję z udziału, a "Jedynego..." prześlę jak najszybciej pocztą i może jeszcze dopłacę, bym nigdy nie widziała jej (książki, nie #Ivy) więcej na własne oczy.
     Co jeszcze przypadło mi do gustu? Śmieszne momenty z życia, o których Lindsey nie boi się wspominać. Jak każdemu zdarza jej się kogoś pomylić (nawet jeśli chodzi o Fifth Harmony), ma swoje upodobania (ja też nie jestem fanką nutelli!) i małe dziwactwa. To uczyniło ją w książce osobą, którą chętnie bym poznała. I choć to raczej nie jest możliwe, to pomarzyć mogę.
     Jedynym, co może psuć wrażenia po naprawdę ciekawej lekturze, jest polska korekta. Nie wiem, czy to jakieś zboczenie z mojej strony, ale jestem uczulona - bardzo! - na zły zapis wszelkich dialogów, mam wtedy ochotę wziąć swoją ukochaną pomarańczową książkę i je poprawiać (nawet byłam skłonna to zrobić, ale się powstrzymałam - lepsze było zaznaczenie momentu o jagodach). Wiem, że korektorzy nie mają za wiele czasu na sprawdzanie prac, ale odrobinę więcej skupienia przy tym i nie będę miała uwag.



     Podsumowując: Polecam każdemu zapoznać się z biografią dziewczyny, która włożyła serce w pracę i w efekcie stała się Kimś, pozostając przy tym zwykłą Amerykanką, która miewa problemy, myli się i kocha to, co robi. Lindsey pokazuje, że niczym się od nas nie różni, jedynie wykorzystuje chwilę. Mam ochotę wykrzyknąć: "Chwilo, trwaj jak najdłużej dla Lindsey!". Polubiłam ją i z chęcią uścisnęłabym jej dłoń. Może kiedyś?

Ocena: 6,5/10

Dziękuję Bluszczowe Recenzje za egzemplarz 
i możliwość udziału w BookTour.

     Strefa dobrych cytatów

     "Chcę spędzać więcej czasu, żyjąc teraźniejszością. Tylko ona istnieje naprawdę. Jeżeli będę zbytnio zajmować się rozpamiętywaniem przeszłości albo planowaniem przyszłości, jakieś wspaniałe momenty mogą mi uciec, zanim zdążę je przeżyć. Nie chcę później oglądać się za siebie i widzieć, że przeszły mi koło nosa."

     "Zawsze znajdzie się ktoś, kto mi mówi, żebym „zwolniła”. Czy to chodzi o jazdę samochodem, mówienie, czy życie, to słowo cały czas wisi mi nad głową. Czasem ustępuję, ale jakiś głos szepcze mi do ucha: „Hej, zwolnisz, jak umrzesz, na razie jest czas, żeby przyśpieszyć!” Ten głos zawsze ma rację."

     "Demon chce, byśmy uwierzyli, że jesteśmy zbyt słabi, zbyt smutni, że jest za późno, ale to przeklęty kłamca, więc nie powinniście wierzyć w ani jedno jego słowo."