Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Świat Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Świat Książki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 listopada 2018

[Recenzja książki] Jakub Żulczyk - "Ślepnąc od świateł"

Autor: Jakub Żulczyk
Tytuł: Ślepnąc od świateł
Gatunek: Literatura współczesna
Wydawnictwo: Świat Książki
Premiera: 22 października 2014 r.
Ilość stron: 520

Opis: Zagadkowa, dynamiczna miejska odyseja skłaniająca do zastanowienia, co znaczą w dzisiejszych czasach podstawowe wartości: miłość, przyjaźń czy wierność. A może raczej... Ile kosztują?
Poruszający obraz współczesnej rzeczywistości, w której handlarz narkotyków staje się równie niezbędny jak strażak czy lekarz, jest mocnym dostawca paliwa dla tych, którzy chcą – albo muszą – utrzymać się na powierzchni.

    Praca wpisana jest w życie człowieka. Oczywiście nie każdy może pracować ze względu na słabe zdrowie czy trudności, ale dzieciom powtarza się, by się uczyły, bo później znajdą dzięki temu dobra pracę. Nie wykonujemy jednak zawsze pracy, o której marzyliśmy czy też wciąż marzymy. Sama obecnie jestem fundraiserem i mogę powiedzieć, że nie widzę się na tym stanowisku zbyt długo, bo choć pomagam instytucjom charytatywnym i moja praca budzi podziw u wielu ludzi, to nie czuję, bym się samorealizowała. Jednak z pracą bywa tak, że czasami to ona wybiera nas, pojawiając się w idealnym momencie, kiedy jesteśmy zdeterminowani, by robić cokolwiek, byle tylko mieć za co żyć. I tak sprawa miała się z Jackiem, głównym bohaterem bestsellerowej powieści Jakuba Żulczyka, „Ślepnąc od świateł”. Można powiedzieć, że praca znalazła się sama, ale to, co ze sobą przyniosła, niekoniecznie daje pełne spełnienie.

sobota, 4 marca 2017

[Recenzja książki] Cecelia Ahern - "Podarunek"


Autor: Cecelia Ahern
Tłumaczenie: Domininka Lewandowska-Rodak
Tytuł: Podarunek
Tytuł oryginalny: The Gift
Gatunek: Literatura piękna
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 17 listopada 2010 r.
Ilość stron: 320

Opis: Lou, biznesmen, mąż i ojciec dwojga małych dzieci, żyje głównie pracą. Zaniedbuje rodzinę i wciąż ma tyle obowiązków, ze najchętniej przebywałby w dwóch miejscach jednocześnie. Na kilka tygodni przed Bożym Narodzeniem spotyka tajemniczego żebraka, Gabe'a, którego postanawia zatrudnić w swojej firmie. Wkrótce Lou odkrywa, że Gabe posiada umiejętność... bycia w dwóch miejscach jednocześnie! Czy to faktycznie możliwe? Sympatyczna powieść o tym, co w życiu naprawdę ważne.
      (lubimyczytac.pl)

     Okres Bożego Narodzenia to czas magii, dlatego tak za nim tęsknimy przez pozostałą część roku. Dlatego chętnie sięgamy po coś nawiązującego do tego niepowtarzalnego czasu i chwytamy tego ulotnego ducha, który napełnia ciało jedynym w swoim rodzaju spokojem. Po "Podarunek" z jego gwiazdkową aurą sięgnęłam z początkiem lutego, by wrócić do tego minionego piękna. Jak wiadomo, Cecelia Ahern jest moją ulubioną pisarką, za której powieści chwytam w ciemno. Czy i tym razem jej proza podbiła moje serce? Oj, mogę zaskoczyć.

piątek, 23 września 2016

[Recenzja książki] Jane Austen - "Rozważna i romantyczna"

Autor: Jane Austen
Przekład: Anna Przedpełska-Trzeciakowska
Tytuł: Rozważna i romantyczna
Tytuł org.: Sense and Sensibility
Gatunek: Klasyka
Seria: Angielski ogród
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2015
Ilość stron: 350

 Opis: Po śmierci męża pani Dashwood wraz z dziećmi opuściła ukochany dom i zamieszkała w posiadłości Barton. Dwie z jej córek - panny na wydaniu - choć różne pod względem charakterów, tak samo szukają szczęścia i miłości. Uczuciowa, impulsywna Marianna marzy o mężczyźnie szarmanckim, wrażliwym, lubiącym te same lektury co ona. Łagodna i rozważna Eleonora odda serce jedynie człowiekowi spokojnemu i odpowiedzialnemu. Niestety świat, którym - zamiast prawdziwych uczuć - rządzą pozycja społeczna i pieniądze, może boleśnie rozczarować te pełne uroku, ufne kobiety...


Klasyka. Na to słowo wiele osób przewraca oczami, bo kojarzy im się ono z czymś, co należy poznać, bo tak wypada, bo tego oczekuje społeczeństwo. Jeśli chodzi o klasykę światowej literatury, człowiek wzdycha, bo kojarzy mu się to ze szkolnymi lekturami. Trzeba chcieć dać szansę temu, co budzi zachwyt już od lat, i wyrobić sobie własną opinię.
 "Duma i uprzedzenie" to pierwszy tytuł autorstwa Jane Austen, po który sięgnęłam, wpływ miało na to obejrzenie ekranizacji z 2005 roku.  Jako że ta powieść mi się spodobała – pan Darcy podbił i moje serce – postanowiłam dać szansę "Rozważnej i romantycznej", bo przecież taki tytuł nosi jedno z moich opowiadań. Chciałam przekonać się na własnej skórze, czy to określenie dwóch sióstr Dashwood jest trafne, czy to szufladkowanie nie jest zakłamaniem. Poniżej dowiecie się, co o tym myślę.
Jeśli ktoś sądzi, że kilka wieków temu żyło się nie lepiej, ale na innych prawach, ma rację. Ale to życie niekoniecznie było piękne. Ustawiane małżeństwa, byle tylko się wzbogacić, intrygi i plotki, długie podróże, koneksje i etykieta. To wszystko składało się na życie Eleonory i Marianny Dashwood. Urocze siostry, córki ojca z jegi drugiego małżeństwa – co już stanowiło pewne zakłócenie w społeczeństwie – szukają tego, czego wielu z nas szuka i dzisiaj: prawdziwej miłości.
Eleonora, starsza z nich, to dziewczyna rozważna i powściągliwa w okazywaniu emocji, ale szczera, mówiąca od serca, co myśli, ale robi to w taki sposób, by nikogo nie urazić. Polubiłam ją i jej zdrowy rozsądek. Została przedstawiona jako osoba wykształcona, kochająca rodzinę i pragnąca jej dobra. Jedyne, co mogło mi w niej przeszkadzać, to miejscami zbyt logiczne podejście do życia. Miewałam wrażenie, że właściwie to nie jest zakochana, a jedynie to sobie wymyśliła. Dopiero pewna komplikacja w historii pozwoliła mi ujrzeć istotę jej uczucia. Od tego czasu gorąco jej kibicowałam.
Drugim biegunem, tym pełnym uczuć, jest Marianna. Wraz z siostrą wchodzi na angielskie salony i dość szybko, w zabawnych okolicznościach poznaje kogoś, do kogo lgnie jej serce. Muszę przyznać, że o jej rozterkach czytało mi się odrobinę lepiej, bardziej wciągnęło mnie jej równie skomplikowane co siostry życie miłosne. Odrobinę niepokoiłam się o nią, kiedy zachorowała. Z całych sił trzymałam kciuki, by wszystko się u niej wyprostowało.
Z ręką na sercu mogę napisać, że pokochałam te siostry i gdybym poza swoją młodszą (którą siedzącą naprzeciwko mnie w hotelowym lobby gorąco pozdrawiam!) miała jeszcze takie, moje życie byłoby jeszcze ciekawsze.
Muszę oddać pani Austen, że w niewymuszony sposób opisała czasy, w których żyła, a panny Dashwood z nią. Realia osiemnastowiecznej Anglii porwały mnie ze sobą. Każdy opis zdarzeń, miejsc czy rozmowy stawały mi żywymi kolorami w głowie, wręcz zapragnęłam przenieść się w czasie, by doświadczyć tego na własnej skórze.
Plusem opowieści są również drugoplanowe postaci. Przyznam, że kilka z nich wydała mi się zbędna, niemniej są takie, które podbiły mnie swoim radosnym podejściem do życia. Miejscami bawiło mnie to, jak nie odbierają ironii i biorą ją za pewną opinię bądź puszczają ją mimo uszu. Nadały takiego lekkiego blasku całej historii. Za ich pojawienie się jestem wdzięczna.
Jeśli chodzi o wątki romantyczne, to trafiły w moje serce. Może to dlatego, że jestem masochistką i uwielbiam, kiedy miłość i bycie razem nie przychodzi łatwo, a złamane serce to dla mnie coś normalnego (tak, muszę być masochistką, skoro to lubię). Czasami w tych wątkach brakowało mi ikry, ale przecież przez cały czas nie mogą skakać iskry, prawda?
Za co jeszcze polubiłam "Rozważną i romantyczną"? Za intrygi i konsekwentne ich prowadzenie przez kolejne strony książki. Można by kolokwialnie rzecz, że się one ciągną jak flaki z olejem, ale ja dostrzegam tego potrzebę. Poza tym kto z nas choć raz ukrywał przez miesiące coś, co przypadkowo stało się jego udziałem, jednocześnie czując ból spoqodowany treścią tej tajemnicy? Kto z nas nie ukrywał swoich prawdziwych uczuć przed światem? Bohaterowie tej książki to normalni ludzie czujący to, co my współcześnie. Czasy może i się zmieniają, za to serca i uczucia ludzi - nie.
Czy jest coś, co nie przypadło mi do gustu? Mogłabym powiedzieć, że zachowanie dwóch postaci, ale to ich obecność, słowa i działania dodawały pikanterii opowieści. Za to napiszę, że musiałam pokręcić głową z niezadowoleniem nad zakończeniem jednego wątku - dość ważnego dla mnie jako czytelnika - który pani Austen potraktowała po macoszemu. Zaledwie trzy akapity na zakończenie, kiedy inny, podobny wątek ma kilka stron? Coś tu nie gra.
Jeśli mowa o języku, nikogo nie powinno dziwić, że jest on wyniosły, często okraszony patosem, a formy grzecznościowe są czymś normalnym, bo nakazanym przez panującą etykietę. Może się wydawać, że coś jest niezrozumiałe, ale wierzcie mi - przywykniecie do tego i nawet okrzyki na temat flanelowej kamizelki nie będą niczym dziwnym.




Podsumowując, jeśli chcesz przeczytać historię miłosną inną od tej proponowanej przez obecnych autorów, polecam Ci sięgnąć po tę powieść Jane Austen. Ostrzegam tylko, że możesz potrzebować czasu na oswojenie się z językiem i stylem, ale później historia Cię wciągnie i obłoży emocjami. Trzymaj się mocno i czytaj!

Ocena: 7,5/10
(Przesyłam gorące pozdrowienia z Krety!)

    Strefa dobrych cytatów:


     "– Ale on mówił o kamizelkach flanelowych! – krzyknęła Marianna – a dla mnie flanelowa kamizelka łączy się nierozerwalnie z bólem, skurczami, reumatyzmem i wszelkimi chorobami związanymi ze słabością starczego wieku."

     "(...) dumni i niezależni mogą być tylko ci, co nie zaznali cierpienia – tacy mogą stawić czoła zniewadze czy odwzajemnić upokorzenie – ja tego nie potrafię."

     "– Człowiek, który nie wie, co robić ze swoimi czasem, nie zdaje sobie sprawy, że zabiera czas innym."


     "Jak łatwo mówić o opanowaniu tym, co nie mają powodów do rozpaczy."

poniedziałek, 11 lipca 2016

[Recenzja książki i filmu] Jojo Moyes - „Zanim się pojawiłeś”



Autor:
 Jojo Moyes
Tłumacz: Dominika Cieśla-Szymańska
Tytuł:  „Zanim się pojawiłeś”
Tytuł oryginału: 
 „Me Before You”
Gatunek:
 Literatura obyczajowa, romans
Rok wydania: 2016 [wyd. 2]
Wydawnictwo: Świat książki
Ilość stron: 381 

    Co robisz, jeśli chcesz uszczęśliwić osobę, którą kochasz, ale wiesz, że to złamie twoje serce?
 Jest wiele rzeczy, które wie ekscentryczna dwudziestosześciolatka Lou Clark. Wie, ile kroków dzieli przystanek autobusowy od jej domu. Wie, że lubi pracować w kawiarni Bułka z Masłem i że chyba nie kocha swojego chłopaka Patricka/ Lou nie wie jednak, że za chwilę straci pracę i zostanie opiekunką młodego, bogatego bankiera, którego losy całkowicie zmieniły się na skutek tragicznego zdarzenia sprzed dwóch lat.
     Will Traynor wie, że wypadek motocyklowy odebrał mu chęć do życia. Wszystko wydaje mu się teraz błahe i pozbawione kolorów. Wie też, w jaki sposób to przerwać. Nie ma jednak pojęcia, że znajomość z Lou wywróci jego życie do góry nogami i odmieni ich oboje na zawsze. 

W świecie, gdzie kreuje się ideały, gdzie literatura - wydawać by się mogło - niczym już chyba nie zaskoczy, a oryginalnych tekstów prawie że brak, przychodzi czas, kiedy chce się sięgnąć po coś realistycznego. Po książkę, która zawiera w sobie treść przypominającą twoje życie. Taka ludzka książka, gdzie problemy rodzinne czy też zawodowe są na porządku dziennym, nie stanowią fenomenu, a chwile słabości są czymś normalnym. To właśnie oferuje "Zanim się pojawiłeś". Dlaczego tak twierdzę? Czytajcie dalej.    
    Trudno jest mi trafić na bohatera, który choć przez moment nie wywołałby u mnie irytacji. Pewnie to zasługa mojego dość sarkastycznego podejścia i specyficznego poczucia humoru oraz nielubienia wywyższających się postaci. Ale tym razem nie było źle. Oczywiście nie do każdej postaci stworzonej przez panią Moyes żywię sympatię, ale gdybym miała lubić każdego z bohaterów, chyba byłoby za nudno, czyż nie?
     Lou to dorosła kobieta, odrobinę starsza ode mnie, którą momentami odbierałam jako nastolatkę, bo takie miała myślenie. Nie do końca wie, na czym polega dorosłe życie, ale właściwie dobrze ją rozumiem, bo sama mam z tym problem. Panna Clark jest osobą, która może irytować swoją nieporadnością, ale czy po nagłej stracie wieloletniej pracy ktoś z nas nie czułby się zagubiony? Chętnie poznam taką osobę. Poza tym Louisa jest postacią, którą da się lubić i za to autorce dziękuję. Nie jest żadną bohaterką czy silną osobowością. Jest dziewczyną, którą można spotkać na ulicy i zwrócić na nią uwagę jedynie przez kolorowe ubrania, które ma na sobie. Zwyczajna, mająca problemy, chwile radości, ale też i gniewu. Jest normalna, ludzka. Poza tym skrywa tajemnicę, którą chce się poznać, choć nie okazuje się ona bardzo zaskakująca. Dlatego z wielką przyjemnością weszłam do jej świata i poznałam jej historię.
     Postać Willa może wydawać się odrobinę przesadzona; któż to widział tak zgorzkniałego młodego mężczyznę? No cóż, jego życie potoczyło się tak, że jedyną bronią przeciwko reszcie świata jest chłód, sarkazm i złośliwość. Niepogodzony ze swoim losem wyżywa się na najbliższych. Początkowo można powiedzieć, że przesadza, ale czy na pewno? Nie jestem w jego sytuacji, nie wiem, jak bym reagowała, nawet trudno jest mi to sobie wyobrazić. Niemniej polubiłam Williama za sarkazm, to, że dał szansę ludziom wokół siebie i za jedną ważną - o ile nie najważniejszą w całej powieści - rzecz: pozostał wierny sobie i nie zmienił swojej decyzji. Wymyślił sobie swoją przyszłość i tego planu się trzymał. Brawa za samodyscyplinę.
      Pozostali bohaterowie stworzeni przez panią Moyes także zasługują na uwagę. Warto wspomnieć o Nathanie, pielęgniarzu, który zajmuje się Willem. Jest to mężczyzny pełen radości, uśmiechnięty, ale też i silny, zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Poza troską typowego fizjoterapeuty stara się także wspierać swoją obecnością, rozśmieszać. Był przyjacielem, którego Traynor potrzebował. Cieszę się, że mogłam go poznać.
     Ciekawie zostało także ukazane zderzenie dwóch rodziny całkowicie od siebie różnych: rodzina Lou to typowi przedstawiciele klasy średniej, rodzice Willa to wyższa strefa, gdzie znajomości, przyjęcia i pieniądze stanowią codzienność. Dwa różne światy, jeżeli chodzi o ukazywanie czułości i miłości oraz wsparcia. Do tego jego siostra, Georgina, która zachowuje się tak, jakby wypadek Willa był zaplanowany. Niepogodzona z tym, że straciła uwagę rodziców, zachowuję się nieodpowiednio, niczym rozkapryszone dziecko. Dobrze, że nie było jej za wiele, bo chyba chwyciłabym za długopis i wbiła w dłoń tej kobiety.
      Jest jeszcze Patrick, wieloletni chłopak Lou, maniak sportowy, biegacz. Przez wiele, wiele stron zastanawiałam się, dlaczego ona z nim jest, po czym stwierdziłam, że miłość naprawdę bywa ślepa. Bo Lou i Patricka nie łączy wiele. Ona nie lubi biegać, nawet jazda na rowerze to dla niej tortury, a on wybiera się do Norwegii na Bieg Wikingów. Też kręcicie głową, gdy to czytacie? No właśnie.
    Ale to dobrze, że występuje zróżnicowanie postaci. Gdyby wszyscy byli czyści niczym łza, pozbawieni problemów i wad, chyba odłożyłabym książkę po pierwszym rozdziale. Nie chodzi o to, by tworzyć idealny świat, ale taki, w którym człowiek odnajdzie cień siebie i poczuje, że nie jest sam. Pani Moyes się to udało.
      Czy przy całym swoim zachwycie nad dobrą obyczajową powieścią jest coś, co nie przypadło mi do gustu? Ano jest. Nagłe przejście z narracji pierwszoplanowej na trzecią, oddanie pałeczki Camilli, Nathanowi i Treenie, siostrze głównej bohaterki. Dlaczego zbiło mnie to z tropu? Bo występuje po ponad stu stronach, a następnie w połowie książki. Jak dla mnie trochę dziwnie. Rozumiem to, że co jeden rozdział może zmieniać się narracja - sama stosuję podobny zabieg w swoim opowiadaniu - ale wkładać takie coś, kiedy przywykło się do jednej perspektywy? Nadal, mimo że minęło trochę czasu od lektury, zastanawiam się, po co to było.
     Styl i język powieści powinny przemówić do każdego. Bez patosu, który by denerwował, bez zbędnych kolokwializmów. Prosto, jasno. Pojawiająca się miejscami terminologia medyczna może kogoś razić, ale wszelkie „nowości” są wyjaśnione i niekoniecznie w didaskaliach, do czego czytelnik jest przyzwyczajony, ale w kwestiach bohaterów, którzy wiedzą, z czym to się je. Bo życie czasami wymaga od nas przyswojenia wiedzy, której nie pragnęlibyśmy, gdyby nie pewne wydarzenia. Poza tym mogłabym się czepiać miejscami złego zapisu dialogów i literówki - zwłaszcza że jest to drugie polskie wydanie tej książki - ale wiem, że człowiek popełnia błędy, może coś przeoczyć. Nie są to błędy rażące, więc wybaczam korekcie. Wystarczy, że w powieści jest sarkazm i humory, który mnie bawi, a jestem w stanie przymrużyć oko na wiele spraw.
     
     Podsumowując: TAK! Poddałam się temu szaleństwu i nie żałuję. „Zanim się pojawiłeś” to nie tylko historia o miłości. Jako rzecze People, jest to powieść "zabawna, zaskakująca i rozdzierająca serce. Powieść, która pokazuje cudowną złożoność miłości." Moim zdaniem przede wszystkim pokazuje, że przy całej swojej wiedzy nie jesteśmy w stanie wiedzieć, co jest najlepsze dla danej osoby, bo po prostu nią nie jesteśmy. Czasami radości nie sprawią wyścigi konne, a zupełnie coś innego. Coś, co nam może się wydawać największym złem, będzie największym dobrem dla tego, kto złamie nam serce.

     Ocena: 8/10

Kilka słów na temat ekranizacji

     Reżyseria: Thea Sharrock
     Scenariusz: Jojo Moyes
     Premiera: 3 czerwca 2016 r.
     Obsada: Emilia Clarke, Sam Claflin, Matthew Lewis i inni.

     Zacznę od uwag. Wiedząc, że za scenariusz odpowiedzialna jest autorka książki, można odetchnąć z ulgą, przecież niewiele zniszczy. Ale za to pozwoli sobie opuścić lub przeinaczyć kilka wątków, co bystry czytelnik siedzący na sali kinowej (bądź oglądający w domu na laptopie) zdoła wyłapać. Moje spostrzeżenia:
     1. Will nie miał 31 lat. Miał ich 35, co jest zaznaczone wyraźne w powieści.
     2. Obcięcie włosów to także zasługa Louisy, nie jakiegoś dżina w środku nocy.
     3. Nie powinno być trzech pocałunków. No i gdzie się podziało "kocham cię"?
    4. Nie przyjmuję wersji "osowych" (napisy filmu) czy też "trzmielowych" (zwiastun) rajstop. One były pszczółkowe i basta!
    5. Gdzie scena z zakładem? To była jedna z lepszych scen w książce! Poza tym labirynt też był ciekawym wątkiem. Choć przewidywalnym.
    i 6, dla mnie najważniejsze. Jak można było nie stworzyć postaci Georginy? To o siostrze głównego męskiego bohatera można ot tak zapomnieć?! Nie ogarniam.

     Poza powyższym mogę jedynie rzecz, że wykonano kawał dobrej roboty. Emilia i jej brwi czasami przesadzały, ale na to można przymknąć oko. Piękne krajobrazy, w soundtracku nie da się nie zakochać, bo jest świetnie dobrany. To napięcie, które da się wyczuć z ekranu w odpowiednich momentach - tak, lubię to!
     Także wspólne momenty Willa i Patricka zostały przedstawione wręcz tak, jak widziałam je w głowie. To nie gra słów, ale mimika nadawała tej magii, rozbawiała tak, że cała sala (jakieś pięćdziesiąt osób, pewnie mniej) wybuchała wspólnym gromkim śmiechem. Takie sceny także uwielbiam.
     Ale najbardziej lubię Sama. Cała moja sympatia, jaką miałam, z jaką obejrzałam osiem filmów (do tej pory zagrał w osiemnastu filmach bądź mini-serialach), przepadła na rzecz miłości, która wstąpiła w me serce niczym pewna dama do nieba. Zakochałam się i wątpię, by coś miało to zmienić. 
     Ocena: 7/10

Strefa dobrych cytatów

     „- Mamo, jestem tutaj. Nie musisz mówić nad moją głową. Mózgu jeszcze mi nie sparaliżowało.

     „- Dlaczego do diabła próbujesz przemycić marchewkę na mój widelec?      Zerknęłam na talerz. [...]     - Co? Nic takiego nie robię.
     - Ależ robisz. Rozgniotłaś ją i próbowałaś schować pod sosem. Widziałem.”

   „- Co jeszcze przemycałaś mi w jedzeniu? Będziesz mi mówić, że mam otworzyć tunel, żeby lokomotywa mogła zawieźć rozgotowaną brukselkę do cholernej następnej stacji?
     Zastanowiłam się przez chwilę.
    - Nie - odrzekłam bez mrugnięcia okiem. - Ja mam tylko Pana Widelca. Pan Widelec nie wygląda jak pociąg.”

      „- Nowa koszula. Bardzo ci przeszkadza?
     - Nie. Wspominam o tym tylko dla zabawy.
     - Czy mamy w torbie jakieś nożyczki?
     - Nie wiem, Clark. Wierz albo nie, ale rzadko sam ją pakuję.”

      „- Mama mówi, że on jest naprawdę miły.
     - Bo jest.
     - I przystojny.
     - Uszkodzenie kręgosłupa nie znaczy, że człowiek zamienia się w Quasimodo.”

       „Po prostu żyj dobrze. Po prostu żyj.”

     
     Za egzemplarz dziękuję sobie.