Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna i Betty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna i Betty. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 grudnia 2016

[Recenzja książki] Alek Rogoziński - "Morderstwo na Korfu"


Autor: Alek Rogoziński
Tytuł: Morderstwo na Korfu
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo: Melanż
Seria: Joanna i Betty
Tom: 2
Gatunek: Thriller/sensacja/kryminał
Ilość stron: 304

Opis: Joanna, popularna romansopisarka, wyrusza na wielkie greckie wakacje, podczas których zamierza w spokoju skończyć pracę nad swoją nową książką. Niestety, spokój to ostatnie, co jest jej dane. Już pierwszego dnia autorka staje się świadkiem morderstwa. Szybko okazuje się, że mógł je popełnić tylko ktoś, kto wraz z nią zamieszkał w niewielkim pensjonacie znajdującym się na pięknej wyspie Korfu. Kto z jedenastki na pozór sympatycznych urlopowiczów okaże się bezwzględnym zabójcą?

    Kiedy po raz pierwszy mamy do czynienia z autorem, jesteśmy pełni nadziei na spotkanie, które zapadnie nam w pamięć. Wierzymy, że oto poznamy kogoś, kto swoim pisaniem wart jest naszej uwagi. Gdy to spotkanie nosi miano numeru dwa, mamy pewne oczekiwania, jak i czujemy niepokój. Co, jeśli tym razem mu nie wyszło, a my się zawiedziemy? Też miałam podobne uczucia, kiedy po świetnym "Ukochanym z piekła rodem" postanowiłam sięgnąć po "Morderstwo na Korfu". Czy warto było poświęcić kilka dni na zapoznanie się z kolejną historią romansopisarki Joanny i jej menadżerki Betty? Odpowiedź poniżej.
     Kryminały mają to do siebie, że jeśli nie stworzy się wciągającej otoczki czy ładnego tła dla zbrodni, można nie zainteresować opowieścią czytelnika. W przypadku tej książki pan Alek z głową i pełną rozwagą stworzył jedenaście postaci, z których każda miała dobry powód, by zabić. Jedenaście postaci, z których każda jest inna, ma inne wartości, przeżyła coś innego. Cała ta grupa to istna mieszanka wybuchowa, która – co może niektórych zaskoczyć  spotyka się w jednym miejscu na Korfu nie całkiem przypadkowo. Początkowo każdy z nich wydaje się bardziej lub mniej sympatyczny, każdego można tolerować. Zbrodnia, której dopuszcza się jedno z nich, zmienia wiele, zaczynając od atmosfery. Podoba mi się to, że i tym razem tuż przed początkiem treści występuje spis postaci pojawiających się na łamach powieści, co pozwala szybko połapać się w tym, kto jest kim i nie czyta się książki z ciągłym pytaniem "kto to, do cholery, jest?!".
     W całym tym małym bagnie znajduje się Joanna, która po ostatnich wydarzeniach w Polsce nie pragnie kolejnego wciągnięcia w śledztwo. Mimo to sama zaczyna szukać mordercy. Ach, schemat podobny, a jednocześnie inny niż przy poprzedniej części. Bez Betty u boku, Joanna znajduje nowego sojusznika, który dość szybko zwraca jej uwagę i pomaga wniknąć w to, kim są jej współtowarzysze wakacji na greckiej wyspie. Z pomocą Michała stara się dojść do tego, kto zabił. Muszę przyznać, że przypadła mi do gustu ich relacja. Odrobinę zabawna, nieprzesłodzona. Taka, o której chce się czytać, a nie przewracać oczami na ilość romantycznych zachowań i czułości.
     Za inny plus powieści uznaję wartką akcję. Cały czas przez trzysta stron coś się dzieje! A czy jest coś lepszego niż oderwanie się od rzeczywistości i przeniesienie do świata, który porywa? Chyba nie. Akcja w odpowiedni sposób posuwa się do przodu, zaplątanie  jeśli chodzi o sprawcę  staje się coraz większe, a gdy w końcu tłumaczone jest, jak doszło do morderstwa i kto jest jego autorem, można być lekko zaskoczonym. Ja byłam, przez wiele stron nie umiałam dociec, kto zabił. Po chwili wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce, wszystko się stało jasne. Dopiero ostatnie rozdziały dały odpowiedzi i bardzo za to dziękuję! Nie przepadam za kryminałami, gdzie mordercę rozpoznaję najpóźniej w połowie i nie mam z tego żadnej frajdy.
     Jeśli jest coś, co Alkowi Rogozińskiemu wychodzi chyba zawsze i wszędzie (słowo chyba zniknie, gdy przeczytam pozostałe powieści tego pisarza), to dobry humor, który naprawdę śmieszy, a nie jedynie budzi politowanie, przewracanie oczami bądź zniesmaczenie. Nie da się nie uśmiechnąć, czytając wymianę zdań między Joanną i Betty. Wybuchy śmiechu przy lekturze "Morderstwa na Korfu" są czymś naturalnym, wierzcie mi! A jak nie, to przekonajcie się na własnej skórze.
     Chylę czoła przed autorem za ukazanie różnorakich osobowości, które się nie powtarzają, to jest jednak sztuka. Oczywiście, w toku czytania niektórzy drugoplanowi bohaterowi spadali lub wlatywali w górę mojej listy bohaterów, nie zmienia to jednak faktu, że nie było tutaj postaci czysto dobrej bądź całkowicie przesiąkniętej złem. Tak samo jest z nami, nie jesteśmy jednokolorowi. Za ten realizm stawiam kolejny plus.
   O Joannie i Betty wiele nie powiem, napiszę tylko, że nie sądzę, bym je kiedykolwiek znienawidziła. Są na swój sposób unikalne, trafiające w serce, sarkastyczne i naturalne, a to sobie u postaci głównych zawsze wysoko cenię. Po lekturze jestem pewna, że z tymi dwiema kobietami chcę przeżyć nie jedną, lecz kilkanaście (przynajmniej!) kolejnych historii. Panie Alku, wysłucha pan mojej prośby?
     Czy w książce jest coś, co mi się nie podoba? Tak. Zdecydowanie za szybko się kończy! Przez te trzysta stron przechodzi się gładko, co jest zasługą prostego, acz bogatego języka, trafnych i plastycznych obrazów z pewną nutką tajemniczości oraz dopracowanych dialogów. Później czytelnik odczuwa niedosyt, ale przecież można go zaspokoić, sięgając po kolejną  jednak niezwiązaną z serią – książkę pana Alka.
     Podsumowując, jeśli ktoś posmakował już w twórczości Alka Rogozińskiego, nie może przegapić "Morderstwa na Korfu". Wartka akcja, zabawne dialogi i kryminalna sieć, w którą czytelnik sam chce wpaść  tego nie można przegapić! A na Korfu chyba kiedyś polecę, by przejść się śladami Joanny. Z nadzieją, że żadnego morderstwa nie zobaczę.
Ocena: 7/10

STREFA DOBRYCH CYTATÓW:

(...) - Proszę pamiętać. Gdy w grę wchodzi morderstwo, nikomu nie należy ufać! Nikomu!

(...) To ma być nóż?!
Joanna spojrzała na swój rysunek z niekłamaną dumą.
- A co? Nie podoba ci się?! - spytała ze zdumieniem.
Betty z trudem opanowała się, żeby nie powiedzieć, że narysowany przez Joannę znaczek kojarzy jej się tylko z męskim przyrodzeniem i uniknąć oskarżenia o to, że jest głodną, która ma chleb na myśli.
- Nie, nie, cudowny - wycofała się szybko.

(...) - Łazienka to miejsce, w którym zawsze mam natchnienie.
- Twoi krytycy wskazują raczej na ubikację... - mruknęła Betty.
- Że co? - zdziwiła się Joanna.
- Że piszesz z dupy - wyjaśniła Betty. - I do du...
- Ja cię naprawdę kiedyś zwolnię (...)

niedziela, 11 września 2016

[Recenzja książki] Alek Rogoziński - "Ukochany z piekła rodem"

Autor: Alek Rogoziński
Tytuł: Ukochany z piekła rodem
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo: Melanż
Seria: Joanna i Betty
Ilość stron: 272

     Opis: Popularna autorka romansów podczas wakacji w Zakopanem poznaje przystojnego fotografa. Szybko zostają parą. Pisarka, przeżywa u boku sporo młodszego kochanka upojne chwile. Jest pewna, że spotkała mężczyznę swojego życia. Nie wie, że jej ukochany nie ma czystych intencji i... szybko spotka go za to kara!

     Tak, jak z chęcią mogę sięgnąć po kryminał (choć różnie bywa w trakcie ich czytania), tak - jak już wspomniałam - co do polskiej literatury nie jestem zbytnio przekonana. Ten rok przyniósł niemały przełom w tej kwestii i przeczytałam w nim do tej pory cztery polskie powieści, w tym "Ukochanego z piekła rodem" autorstwa Alka Rogozińskiego. Polecała mi go dobra blogowa przyjaciółka #Ivy z Bluszczowych Recenzji, za jej namową skusiłam się i kiedy dojrzałam "Ukochanego..." na półce z nowościami w bibliotece, wyciągnęłam po niego łapki i zaadoptowałam na jakiś czas. Czy było warto czyhać na tę książkę, czy może kryminał okazał się nudnym kryminalikiem?

     Problem z kryminałami polega nie na tym, jak opisać morderstwo - brutalne sceny mogą zagościć w naszej wyobraźni szybciej i wyraziściej, niż byśmy się tego po sobie spodziewali - ale jak wprowadzić do fabuły mordercę tak, by czytelnik przez (dość) długi czas nie zorientował się, kto nim jest. Oczywiście zdarza się tak, że poznajemy lub też przypuszczamy jego tożsamość już w połowie czytania, a dalsza lektura pozbawiona jest smaczku. W przypadku mojego spotkania z "Ukochanym..." tak nie było. Do samego końca, do epilogu nie byłam pewna, kto zabił. Wiele osób miało motyw, wiele się wydarzyło na kartach książki, by dostrzec te małe sygnały. I bardzo mi się to podoba.
     Plusem całej opowieści są klarowne postaci, które nie zabierają niepotrzebnie powietrza, a wnoszą coś do powieści, dają nowy trop czy też budzą wątpliwości, przez co czytelnik wpisuje ją na swoją listę podejrzanych. Moją sympatię zdobyła jedna z głównych postaci - Betty. A tak właściwie Beata, czterdziestolatka, rozwódka, menadżerka pisarki Joanny, jej dobry duch. Cięty język i humor to coś, co sobie cenię, a to znalazłam u Betty, która stoi murem za swoją pracodawczynią i nie tylko dba o jej karierę, ale też pomaga w rozwiązaniu śledztwa, które w jakiś sposób Joanny dotyczy. Sama Joanna także mogła liczyć na moje ciepłe uczucia - głównie dlatego, że jest pisarką (a ja uwielbiam bohaterów związanych z tą pracą bądź detektywów/psychopatów), ale też przez jak najbardziej ludzkie zachowanie. Miała swoje dziwne nastroje i chwile zwątpienia we własne możliwości, ale czy z nami tak nie ma?
     Również pomysł morderstwa i innych zdarzeń przypadł mi do gustu. Ukaranie śmiercią fotografa może się wydać odrobinę zbyt wielką nauczką za jego czyny, ale kiedy zapoznajemy się z historią, dociera do nas, że mu się należało. Z całą swoją wrażliwością i współczuciem muszę napisać, że nie było mi go szkoda. W ogóle panu Alkowi należą się brawa za różnorodne zachowania postaci. Tak, jak mogłam wskazać tych dobrych i złych, tak samo mogłam wyciągnąć wskazujący palec na tych, którzy nie do końca jeszcze wiedzą, po której stronie się ustosunkować. Z nami jest podobnie, ciemna strona mocy kusi i wabi, jednocześnie sumienie rusza. Autor rozumie ludzką naturę i potrafi w ciekawy sposób przekazać ją na łamach powieści.
     Kolejną dobrą stronę książki są odpowiednio napisane, nieprzytłaczające słownictwem i złożonością zdań opisy, które w plastyczny i naturalny sposób przedstawiają kolejne wydarzenia. Podobało mi się także płynne przejście między jednym zdarzeniem a następnym. Nie było zbędnych dygresji czy poruszanych wątków, które nijak miały się do głównej osi fabuły. Nawet mama komisarza Darskiego, choć pojawiła się jedynie na kilku stronach, zyskała swoimi zdolnościami dedukcji kawałek mojej miłości.
     Czy jest coś, co mi się nie podobało? Przyspieszenie jednego wątku, ale zwalam to na karb swojej nazbyt romantycznej natury (której chyba przydałby się pan Darcy w wersji Ruiza Shoty). Poza tym nie mogę narzekać.
     Język prosty, bez zbędnego patosu, którego można by się spodziewać w przypadku bohaterki-pisarki. Świetnie zaprezentowany pomysł prowadzenia prywatnego śledztwa przez Joannę i Betty, które dają radę w walce o prawdę, nie poddają się uczuciu przerażenia. Ich główki pracują (może nie cały czas, ale pracują), a rozwiązanie zostaje odkryte. Ciekawe wątki, których kumulacja składa się na porywającą historię. Jeśli ktoś zakłada, że przez pierwsze strony będzie się nudzić, ten może być zaskoczony - już na początku pojawia się humor, który utrzymuje się aż do końca. Takiej lektury mi było trzeba.



     Podsumowując, jeśli szukasz książki, gdzie poza poszukiwaniem mordercy wśród grupy przeróżnych osób oczekujesz dobrej dawki humoru, z ręką na moim prawie skamieniałym sercu polecam Ci "Ukochanego z piekła rodem". Nie zawiedziesz się.

Ocena: 7/10




     Strefa dobrych cytatów

     "Wyobraź sobie, jakie byłoby to zaskoczenie dla moich czytelniczek.Kupują moją książkę,przygotowują sobie chusteczki,żeby w razie czego otrzeć łzy,a potem czytają horror i obgryzają paznokcie ze zgrozy."

     "- Nieźle się trzyma jak na swoje lata - usłyszała niski lecz z pewności damski głos. 
     - No.. Musi mieć już jakoś pod pięćdziesiątkę,ale zupełnie tego po niej nie widać - odpowiedział drugi, dla odmiany wysoki damski głos. 
     - Jak nic botoks (...) albo lifting. Pewnie jest tak naciągnięta że jak się uśmiecha, to piersi same jej się unoszą."

     "Joanna Szmidt sprzedała ponad pięćdziesiąt milionów egzemplarzy książek na całym świecie i zdobyła dwadzieścia prestiżowych nagród literackich. A pana jedynym osiągnięciem jest regularne zamienianie tlenu w dwutlenek węgla".