Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Otwarte (Moondrive). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Otwarte (Moondrive). Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 stycznia 2018

[Recenzja książki] Amie Kaufman, Meagan Spooner - "W sercu światła"

Autorki: Amie Kaufman, Meagan Spooner
Tytuł: W sercu światła
Tytuł oryg.: Their Fractured Light
Cykl: Starbound
Tom: 3
Gatunek: fantastyka, science-fiction
Wydawnictwo: Otwarte (Moondrive)
Data wydania: 11 stycznia 2017 r.
Ilość stron: 376

Opis: Sofia wie, że w życiu może polegać tylko na sobie. Jej głównym celem stała się zemsta na korporacji LaRoux Industries, którą obwinia o śmierć ojca. Aby tego dokonać, nie cofnie się przed niczym. Gideon to błyskotliwy i niezwykle utalentowany haker. Sofia i Gideon nie ufają sobie nawzajem, ale wspólny cel zmusza ich do współpracy.
Losy tej dwójki splatają się z losami innych wrogów okrutnej korporacji. Lilac, Tarver, Jubilee oraz Flynn wciąż płacą wysoką cenę za wybory, których dokonali. Zanim na planecie Korynt dojdzie do finałowego starcia z wrogiem, sześcioro bohaterów będzie musiało rozprawić się z własną przeszłością.

To już ostatnie starcie z bezwzględnym tyranem, trzymającym w sidłach buntujące się Szepty. Na pierwszy plan wychodzi dwójka świeżych bohaterów – ostatni z tych, którzy chcą za wszelką cenę powstrzymać LaRouxa przed wdrożeniem jego okrutnego planu w życie. Żeby go pokonać, potrzebują jednak pomocy innych przeciwników LRI. Czy razem będą w stanie stanąć przeciwko złu tego świata? Jedno jest pewne: wszystko nieubłaganie zbliża się do końca – pytanie tylko do jakiego: dobrego czy złego?
Kiedy sięgałam po trzeci, ostatni już tom trylogii Starbound, łapki mnie świerzbiły, a nóżka wybijała niecierpliwy rytm o posadzkę. Chciałam w końcu pozbyć się niepewności, odkryć wszystkie karty, zgłębić niewyjaśnione dotąd fakty, a przede wszystkim dowiedzieć się, jak to wszystko się zakończy i jakim rozwiązaniem fabuły uraczą nas te dwie autorki. Zawiodłam się czy może nie?

czwartek, 11 stycznia 2018

[Recenzja książki] Amie Kaufman, Meagan Spooner - "W spojrzeniu wroga"

Autorki: Amie Kaufman, Meagan Spooner
Tytuł: W spojrzeniu wroga
Tytuł oryg.: This Shattered World
Cykl: Starbound
Tom: 2
Gatunek: fantastyka, science-fiction
Wydawnictwo: Otwarte (Moondrive)
Data wydania: 11 stycznia 2017 r.
Ilość stron: 352

Opis: Kapitan Lee jest piękna i odważna. Dowodzi oddziałami wysłanymi na planetę Avon, które mają stłumić wywołany działaniami wielkich korporacji bunt mieszkańców. W zamian za ciężką pracę obiecano im lepsze życie, ale słowa nie dotrzymano. Lee musi być silna i bezwzględna, ma także osobiste powody, by nienawidzić rebeliantów.
Flynn ma bunt we krwi. Jego siostra zginęła w powstaniu przeciwko korporacjom. Udaje mu się uwięzić Lee, jednak gdy jego towarzysze chcą ją zabić, Flynn niespodziewanie podejmuje decyzję, która zmienia jego życie na zawsze.

Ona dowodzi wojskiem, które stara się walczyć z buntownikami, on jest rebeliantem, który przed takimi jak ona stara się uciekać. Każdy z nich ma swój świat, choć mieszkają na jednej planecie. Różnią się między sobą jak ogień i woda, a jednak pragną tego samego: pokoju. Jak to mówi stare przysłowie:  przyjaciół trzymaj blisko, ale wrogów jeszcze bliżej – Jubilee i Flynn idealnie się w to wpisują.
W spojrzeniu wroga przeczytałam rok temu, także ta recenzja jest bardzo stara. Kiedy chciałam ją wstawić, nie zauważyłam, że dziś mija dokładnie dwanaście miesięcy, odkąd ta książka została wydana! Zbieg okoliczności, który najwyraźniej mi się udał, także wszystkiego najlepszego dla drugiego i trzeciego tomu Starbound (bo zostały wydane w Polsce równolegle). Zawsze będę pamiętać to, jak się za wami nachodziłam! A teraz przejdźmy do właściwej części recenzji. 

sobota, 12 sierpnia 2017

[PRZEDPREMIEROWO] Cinda Williams Chima - "Zaklinacz ognia"

Autor: Cinda Williams Chima
Tłumacz: Dorota Dziewońska
Tytuł: Zaklinacz ognia
Tytuł oryg.: Flamecaster
Tom: 1
Cykl: Starcie królestw
Gatunek: fantastyka
Wydawnictwo: Otwarte (Moondrive)
Data premiery: 17 sierpnia 2017 r.
Ilość stron: 480

Opis: Adrian, syn Wielkiego Maga i królowej Fellsmarchu, marzy o tym, by zostać magicznym uzdrowicielem. Gdy jego ojciec ginie w zasadzce wroga, poprzysięga zemstę i doskonali znajomość trucizn. Jenna ma na karku tajemnicze znamię, a jej serce bije w rytm płomieni. Przez lata zmuszana była do pracy w kopalniach miasta Delphi. Przyłącza się do walki, gdy żołnierze Ardenu zabijają jej przyjaciół.
Wspólny cel splata losy Adriana i Jenny na ardeńskim dworze. Aby pokonać Gerarda, będą musieli odnaleźć się w świecie, gdzie nie ma prostego podziału na dobrych i złych, wśród ryzykownych sojuszy i pałacowych intryg. Równie niebezpieczna okaże się prawda o ich przeznaczeniu...

Między Fellsmarchem a Arden od lat toczy się zażarta wojna. Bezduszny i bezwzględny król Gerard próbuje wykończyć władczynię należącą do klanu wilków, która zarządza magiczną krainą. Plotki głoszą, że nosi w sercu osobistą urazę do królowej wrogiego państwa, ponieważ ćwierć wieku temu odrzuciła jego zaloty. Czy tylko tyle wystarczy, aby rozpętać prawdziwie płomienną bitwę, krążącą w sercach i umysłach wmieszanych w tę sprawę ludzi, i utworzyć skomplikowanie zawiłą sieć intryg pomiędzy wojownikami, walczącymi na własnych, stworzonych przez siebie polach walki? Cóż, zemsta podąża wieloma pokrętnymi drogami, o czym świadczy opowieść młodego uzdrowiciela Adriana oraz tajemniczej Jenny ze znamieniem na karku. Chcecie się dowiedzieć o co chodzi? Podążajcie śladami moich ognistych wypocin. 

sobota, 3 czerwca 2017

[Recenzja książki] Becca Fitzpatrick - "Niebezpieczne kłamstwa" [BOOKTOUR]

Autorka: Becca Fitzpatrick
Tłumacz: Mariusz Gądek
Tytuł: Niebezpieczne kłamstwa
Tytuł oryg.: Dangerous lies
Gatunek: literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: Otwarte (Moondrive)
Data wydania: 11 maja 2016 r.
Ilość stron: 424

Opis: Stella to nie jest moje prawdziwe imię. Thunder Basin w Nebrasce nie jest moim prawdziwym domem. Po tym jak byłam świadkiem groźnego przestępstwa, zostałam objęta programem ochrony świadków i wysłana do spokojnego miasteczka na końcu świata. Moje życie rozpadło się na milion kawałków. Nie potrafię się tu odnaleźć. Miałam rozpocząć ostatni rok liceum. Miałam być z chłopakiem, którego kocham, ale zostaliśmy rozdzieleni. Teraz w moim życiu pojawił się ktoś inny – czy mogę mu zaufać? Coraz trudniej jest mi ukrywać uczucia. Coraz trudniej jest też kłamać…

             Niebezpieczne kłamstwa to książka, do której ciężko wymyślić mi jakikolwiek wstęp. Mogłabym pisać o miłości, ale po co? Mogłabym pisać o literaturze młodzieżowej, ale to nie jest konieczne. Mogłabym pisać o thrillerze, ale praktycznie go tu nie ma. Więc o czym? Może po prostu o tym, że przeczytanie dzieła Becci Fitzpatrick zawdzięczam Angelice z Ohmylife, ponieważ zorganizowała BookToure’a. Cieszę się, że mogłam wziąć w nim udział, dziękuję!

niedziela, 16 kwietnia 2017

[Recenzja książki] S.J. Kincaid - "Diabolika"

Autor: S.J. Kincaid
Tłumacz: Anna Gralak
Tytuł: Diabolika
Tytuł oryg.: The Diabolic
Cykl: Diabolika
Tom: 1
Wydawnictwo: Otwarte (Moondrive)
Gatunek: literatura młodzieżowa, sci-fi
Ilość stron: 412

Opis: Wyglądamy jak ludzie. Jesteśmy agresywni, zdolni do bezgranicznego okrucieństwa i absolutnej lojalności. Właśnie dlatego jesteśmy strażnikami zamożnych rodzin.
Służę córce senatora, Sydonii, którą traktuję jak siostrę. Zrobiłabym dla niej wszystko. Teraz, aby ją ochronić, muszę udawać, że nią jestem, zachowując w tajemnicy moje zdolności. Wśród bezwzględnych polityków walczących o władzę w imperium odkryłam w sobie cechę, której zawsze mi odmawiano – człowieczeństwo.
Mam na imię Nemezis i jestem diaboliką. Czy mogę zostać iskrą, która rozbłyśnie w mroku imperium?

O Diabolice nie trzeba wiele pisać, ponieważ wydawnictwo wystarczająco dobrze zadbało o jej reklamę. Gdziekolwiek nie spojrzymy – wszędzie znajdują się spoilery, a sama okładka i opis z tyłu zdradzają nam fabułę powieści. Czy Diabolika jest w moim odczuciu czymś, co zasługiwało na rozgłos?

czwartek, 16 marca 2017

[Recenzja książki] Lauren Oliver - "7 razy dziś"

Autor: Lauren Oliver
Tłumaczenie: Mateusz Borowski
Tytuł: "7 razy dziś"
Tytuł oryginalny: "Before I Fall"
Gatunek: Literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: Otwarte (Moondrive)
Premiera: 3 czerwca 2015 r.
Ilość stron: 384

Opis: Nazywam się Sam Kingston. Jestem popularna, mam przystojnego chłopaka o szalone przyjaciółki, z którymi świetnie się bawię. Czuję się lepsza od nudnych kujonów i śmieję się z dziewczyn, które nigdy nie dostały liściku miłosnego. Robię, co chcę i kiedy chcę. Nie obchodzi mnie, czy kogoś zranię, bo i tak wszystko uchodzi mi na sucho. Aż do dzisiaj...
     Wychodzę z imprezy. Oślepiają mnie światła samochodu jadącego z naprzeciwka. Czuję niewyobrażalny ból. Spadam w niekończącą się pustkę...
     Umarłam?
     A jednak budzę się w swoim łóżku. Tylko że znów jest piątek 12 lutego, a ja od nowa przeżywam ten sam dzień. Czy naprawdę zasłużyłam na tak surową karę? Chcę tylko odzyskać moje idealne życie. Bo przecież było idealne, prawda?

     Czas. Może się wydawać, że wiele już o nim wiemy. Wizualizujemy go sobie jako linię, a każdy jej punkt jest jakimś zdarzeniem. Znamy paradoksy z nim związane, wiemy, że gdyby z powodzeniem cofnąć się w czasie, wywołamy rzeczywistość alternatywną. W tej wiedzy występuje także pojęcie pętli czasu, kiedy to z jakiegoś powodu przeżywamy na nowo jeden i ten sam dzień niczym Bill Murray w słynnym Dniu Świstaka. To właśnie przeżywa główna bohaterka 7 razy dziś, Sam. Tylko czy jej historia porwała mnie równie mocno co z film sprzed dwudziestu czterech lat?

wtorek, 27 grudnia 2016

[Recenzja książki] Amie Kaufman, Meagan Spooner - "W ramionach gwiazd"

Autorki: Amie Kaufman, Meagan Spooner
Tytuł: W ramionach gwiazd
Tytuł org.: These broken stars
Gatunek: Fantastyka, romans
Cykl: Starbound
Tom: 1
Rok wydania: 2016
Wydawnictwo: Otwarte (Moondrive)
Ilość stron: 488

Opis:  Ikar, największy prom kosmiczny w całej galaktyce, rozbija się podczas rejsu. Jedyni ocaleni to Lilac – córka najbogatszego człowieka w całej galaktyce, i Tarver – młody bohater wojenny, który nie należy do elity. Muszą zjednoczyć siły, by wrócić do domu i rozwiązać zagadkę tajemniczych wizji, jakie zaczynają ich nękać.
Wkrótce rodzi się między nimi uczucie. Jednak w świecie, z którego pochodzą, ich związek jest skazany na potępienie. Czy mimo to nadal będą chcieli opuścić planetę?

Ludzie od zawsze marzyli o tym, aby wzbić się w niebo i dotknąć gwiazd. Zadawali sobie pytania, czy gdzieś w odległej galaktyce istnieje inna cywilizacja niż nasza i co by było, gdybyśmy zawładnęli wszechświatem. Książki chłoną te pytania i odpowiadają na nie niespełnionym marzycielom. Dzięki nim możemy poczuć się, jakbyśmy sami byli… w ramionach gwiazd.  To pierwsza moja kosmiczna pozycja książkowa, a ja mogę powiedzieć tylko tyle: chcę więcej.
Jeżeli szukasz akcji – ta książka nie jest dla ciebie. Przez większość czasu mamy tu po prostu opisy (ale nienudzące i bardzo wciągające!) oraz dwójkę podróżujących po opustoszałej planecie ludzi – Lilac LaRoux – płomiennowłosą córkę najbogatszego człowieka w galaktyce i młodego Tarvera Merendsena – majora, który szybko zyskał sławę przez swoje osiągnięcia na froncie. Rozdziały są pisane naprzemiennie z dwóch perspektyw, a przed każdym z nich mamy fragment rozmowy przesłuchiwanego Tarvera – dzięki temu od początku wiemy, że Lilac i Tarver nie zostaną na tej planecie na zawsze (całe szczęście). Jeżeli chodzi o perspektywy, zdecydowanie bardziej wolę Tarvera. To kolejna męska postać, która jest po prostu normalna, a przy okazji interesująca. Niejedna by takiego pokochała, ale cóż, padło na Lilac, którą chyba każdy na początku chciał zatłuc młotkiem. Dziewczyna zachowuje się jak kapryśna księżniczka, ale potem stopniowo się zmienia i da się ją lubić! To przede wszystkim waleczna i temperamentna ruda panienka (czemu mam wrażenie, że wszystkie rude są na takie kreowane?). 
„W ramionach gwiazd” to jedna z tych książek, które nas zaskakują. I nie chodzi mi o nieprzewidzianą w skutki fabułę, bo ta była dosyć prosta. Chodzi o samą okładkę, tytuł i opis – ten szczególnie mnie zmylił. Wystarczy obejrzeć tę książkę z każdej strony. Czysty romans okraszony gwiazdkami! Rzeczywistość jest całkiem inna. Nie lubię takich zabiegów. Byłam nastawiona na coś innego (Moondrive już po raz kolejny mnie zmylił) i dlatego na początku nie mogłam wczuć się w fabułę, która nie była słodka, a… dosyć mroczna! Jestem osobą, która nie lubi niespodzianek w książkach, a tu jedna się trafiła. Jeżeli myślicie, że to naprawdę historia o miłości to… zdziwicie się. Owszem, miłość jest, ale jej przejaw mamy dopiero na trzechsetnej stronie, na dodatek bohaterowie cały czas wynajdują jakiś powód, żeby się nie kochać, często taki, na który unosimy do góry brew i prychamy. Nie przepadam za miłosnym wątkiem tej powieści. Uważam, że mógł zostać rozwinięty wcześniej i lepiej. Efekt jest trochę płytki. 

Lubię kreacje Tarvera i Lilac, ale uważam, że powtarzanie przez nich tych samych kwestii po kilka razy jest czasem przesadzone, bo ile razy można czytać, że ojciec Lilac ma tylko i wyłącznie ją, a Merendsen musi koniecznie wrócić do rodziny, bo za nim płaczą? Bohaterowie są czasem niezdecydowani, ale nie mogę ich za to winić. Ja na pustej planecie, gdzie słychać dziwne głosy i widać nieprawdopodobne rzeczy (taka galaktyczna fatamorgana) też nie byłabym niczego pewna.
Tu prawie nic się nie dzieje, a jednak jestem wniebowzięta. Autorki bardzo zgrabnie poprowadziły powieść – nie odgadłabym, która co pisała, bo znakomicie się uzupełniają. Uważam, że to sztuka pisać ciekawie, kiedy prawie w ogóle nie ma akcji. Czasem nie mogłam oderwać oczu! Uważam, co prawda, że niektóre sceny były przesadzone, a sama końcówka pozostawia wiele do życzenia, ale i tak bardzo polubiłam tę historię. Przeżyłam tu coś, czego nie spodziewałam się przeżyć. Ten dziwny mętlik w głowie i myśl, że może ja sama oszalałam, a nie tylko bohaterowie, dostarczają nam wrażeń nie z tej Ziemi. To naprawdę wielka zaleta, kiedy treść wprowadza cię dogłębnie w wykreowany świat. Ja sama czułam się, jakbym była na tej opustoszałej planecie!
„W ramionach gwiazd” łączy w sobie kilka gatunków. Jest tajemnica – a więc thriller, jest science-fiction, trochę romansu, dramatu… Dobrze skonstruowana mieszanka! Uważam, że naprawdę warto przeczytać tę historię, chociaż mam świadomość, że nie każdemu może się spodobać. Szukasz dynamicznej akcji – to nie dla ciebie, szukasz wielkiego romansu – również nie jest dla ciebie, choć nie mogę odmówić książce słodkiej, powolnie rozwijającej się miłości. Wszyscy inni, którym nie przeszkadzają długie opisy i survivalowa podróż przez opuszczoną planetę – zapraszam! Ja osobiście nie mogę doczekać się następnych części trylogii – co prawda reszta książek jest o innych bohaterach, ale z tego co widzę w opisach, ich losy mocno się przeplatają! A premiera już w styczniu.

Ocena: 7/10

W ramionach gwiazd | Wspojrzeniu wroga | W sercu światła


STREFA DOBRYCH CYTATÓW:

         Do dzieła, panno LaRoux. Pani suknia pasuje kolorem do listowia. Styl na leśną boginkę to na Koryncie ostatni krzyk mody, proszę mi zaufać”. Jestem ciekaw, czy w ogóle widziała kiedyś prawdziwe liście.

       – Mam nadzieję, że sprawdzi pan najpierw, co w niej pływa. Znając moje szczęście, mogą się tam kryć kosmiczne krokodyle.
        A niech mnie, udało się – zaczęła żartować!

     – Pada – mówię zachrypniętym od snu głosem. Odchrząknąwszy, dodaję: – Wszystko w porządku. Chmury polecają się na przyszłość.
      Lilac marszczy brwi, kuląc się niespokojnie.
        – Chmury? Czy to higieniczne?

wtorek, 27 września 2016

[Recenzja książki] Rainbow Rowell - "Fangirl"

Autor: Rainbow Rowell
Przekład: Magdalena Zielińska
Tytuł: Fangirl
Gatunek: Literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: Otwarte (Moondrive)
Rok wydania: 2015
Ilość stron: 380

Opis: Wren i Cath to siostry bliźniaczki „podobne” do siebie jak ogień i woda. Wren chce w życiu spróbować wszystkiego. Lubi imprezować, randkować i poznawać nowych ludzi. Cath woli siedzieć w ich wspólnym pokoju i pisać fanfiction do książki, która zawładnęła całym jej światem. Jest fanką nastoletniego czarodzieja Simona Snowa. Wróć! Jest Prawdziwą Fanką, która… ma swoich własnych fanów, bo pisze fanfiki o Simonie. Mimo że tak różne, dziewczyny są nierozłączne. Gdy bliźniaczki rozpoczynają naukę w college’u, ich drogi się rozchodzą – Wren nie chce już mieszkać z siostrą. Cath musi opuścić swój bezpieczny świat i stawić czoła rzeczywistości. Na swojej drodze spotyka Reagan (Cath prędzej dogadałaby się z Marsjaninem niż z nią) i wiecznie uśmiechniętego Levi’ego (czy on kiedyś zrozumie, co to jest przestrzeń osobista?) oraz panią profesor od kreatywnego pisania (która wszelkie fanfiki uważa za plagiaty).

Kogo można określić mianem fangirl? Dziewczynę, która ma obsesję (niekoniecznie chorobliwą, ale obsesję) na punkcie np. postaci z książek czy danej serii powieści, filmów, serialu, aktora. Przykłady można mnożyć. Co ją charakteryzuje? Specyficzny język, którym się posługuje, i to, że swojej miłości ofiaruje wiele wolnego (lub nie) czasu, siedzi na forach poświęconych tejże miłości, poznaje podobnych sobie, wręcz wchodzi do fandomu. Niektóre  fangirl idą krok dalej i swoje talenty wykorzystują w ukazaniu fanowskiej miłości.
                Cath, główna bohaterka powieści, to wielka fanka nastoletniego czarodzieja –  Simona Snowa. Od kilku lat pisze o nim fanfika, który osiąga w Internecie szczyty popularności. Cath ma siostrę bliźniaczkę –  Wren. Do tej pory świetnie się dogadywały. Wszystko zmieniły studia. Po raz pierwszy siostry nie będą chodziły na te same zajęcia, co więcej – mieszkają w innych częściach kampusu. Cath zostaje rzucona na głęboką wodę i musi nauczyć się życia bez bliźniaczki. Czy sobie z tym poradzi? My już wiemy, a poniżej prezentujemy Wam naszą ocenę powieści Rainbow Rowell.
               
                "Fangirl" ma dużo dobrych opinii i dużo złych opinii. Patrzyłyśmy na nią raczej okiem dorosłych studentek niż nastolatek. 
              Tym, co pierwsze rzuciło mi się oczy to sama postać Cath. Irytowała mnie. Rozumiem, że jest aspołeczna, rozumiem, że woli siedzieć przed laptopem i nerdzić, ale jednak niektóre z jej decyzji były dzikie. Przypominała mi prędzej przestraszone zwierzę niż człowieka. Rzadko bywała miła dla innych ludzi, starała się ich świadomie odpychać, dlatego bardzo mnie dziwi, że ktokolwiek się w niej zakochał lub ją polubił. Co sądzisz o głównej bohaterce, Cleo? Wydaje mi się, że mamy podobne opinie.

                Och, powiem, że nawet identyczne opinie! Fakt, nie mamy już nastu lat, ale byłyśmy nastolatkami, obie poszłyśmy na studia i mniej więcej wiemy, jak to jest oswajać się z nową rzeczywistością w zupełnie nowym świecie, gdzie to my podejmujemy decyzje. Cath to dla mnie postać nie tylko denerwującą, co odrobinę nierealna. Ukazana jest jako całkowity outsider, a pod koniec powieści ma całkiem spore grono znajomych. Jak? Czy w kilka miesięcy naprawdę da się do tego stopnia pokonać swoją aspołeczność? Poza tym raził mnie jej lekki brak szacunku dla profesor Piper uczącej sztuki pisania. Odnosiłam wrażenie, że Cath celowo nie chce zająć się pisaniem czegoś innego niż fanfiction o wielbionym Simonie. Rozumiem, że w tym czuła się dobrze, ale czy pisarz zawsze trzyma się jednej znajomej ramy? Chyba nie.
Dodatkowo wątek jej i Nicka –  kolegi ze wspomnianych zajęć ze sztuki pisania –  strasznie nie przypadł mi do gustu. Sama Cath zachowuje się przy nim jak jakaś dwunastolatka, rojąc sobie wymyślne rzeczy i ewidentnie dając się wykorzystywać. 
A co Ty, Sadistic, myślisz o wspólnym pisaniu pracy Nicka i Cath? Podobały Ci się momenty o niej czy nie za bardzo?

                Szczerze powiedziawszy, nie miały dla mnie zbyt wielkiego znaczenia, już prawie nic nie pamiętam z ich wątku, oprócz tego, że pisali! Nie polubiłam Nicka, to na pewno. Trochę lepiej zareagowałam na Leviego –  "wieśniaka z doliny uśmiechów" (jak lubiłam go zwać), co nie znaczy, że go wielbiłam. Nie porwał mnie.

              Mnie też nie. Właściwie przez całą powieść był dla mnie nijaki. Za miły, nigdy się nie denerwował, a jego podchody do Cath były tak widoczne, że aż zastanawiałam się z uniesioną brwią, gdzie ona ma oczy, że nie widzi, dlaczego on cały czas jest w jej pokoju. Wątek dotyczący jego postaci był ciekawy, aczkolwiek uważam, że nie został w pełni wykorzystany.
Za co mogłam polubić Leviego? Za przynoszenie perniczkowej latte. Bo też –  jak Cath –  mam do niej słabość.

                Skoro już jesteśmy przy postaciach, to... co w takim razie sądzisz na temat reszty?

               Wśród postaci drugoplanowych dla mnie nikt się nie wyróżniał. Nawet Wren, która powinna mieć jakiś wpływ na życie siostry. Kiedy się pojawiała, miałam wrażenie, że nie interesuje się zbytnio Cath, czasami zwróci na coś uwagę, ale ogólnie woli zajmować się sobą. Dodatkowa drama z jej udziałem w ogóle mnie nie zainteresowała –  jak w ogóle cały dramat, który był częścią życia sióstr. Miałam wrażenie, że już kiedyś czytałam o czymś podobnych, więc obeszło się bez większych uczuć z mojej strony.
               Reagan, współlokatorka Cath, także jakoś nie przypadła mi do serca. Była, ale jakby obok. Wiedziałam, że jest, ale nie czułam jej wpływu na los głównej bohaterki, dodatkowo wiedziałam od samego początku, że się zakumplują, bo to nie może być smutna opowieść.
              Jedynie ojciec bliźniaczek zdobył moją sympatię swoją opiekuńczością, ale i dziwnym transem, w który wpadał w związku z pracą. Lubię ludzi, którzy mają zadatki na "innych" pod względem mentalnym, poza tym podobało mi się to, jak w odpowiednim momencie ustawił Wren do pionu. Pozostałe postacie jak dla mnie były jedynie tłem.

                Myślę, że nie mam nic do dodania, bo mam takie samo zdanie jak ty! Najbardziej polubiłam ojca bliźniaczek, bo rzeczywiście był jakąś odmianą, kimś nowym w powieściach młodzieżowych, poza tym mam słabość do ludzi, którzy fiksują!
               Postacie rozpracowane. Pora na fabułę. Uważam, że pani Rowell miała znakomity pomysł, dosyć oryginalny, bo nie widziałam jeszcze, żeby ktoś poświęcił książkę tematowi fangirlowania, a przecież dla wielu z nas ten temat jest bliski! Na dodatek forma całej książki. Ciekawe wstawki, fragmenty opowiadań Cath z dokładnymi datami i fragmenty z Simona Snowa. Przyznam szczerze, na początku byłam przekonana o tym, że taka seria książek naprawdę istnieje, chociaż dziwnie zajeżdżało mi Harrym Potterem. Niemiło się zaskoczyłam. Zdecydowanie bardziej wolałabym poczytać o Simonie niż przygodach Cath... 
                     Powracając: pomysł dobry, ale chwilami było naprawdę nudno, szczególnie od tego momentu, kiedy Levi i Cath zaczęli ze sobą kręcić. Za samą końcówkę – wielki minus. Opowieść jakby urwana w nieodpowiednim momencie.

Pomysł dobry i wyjątkowy –  o samym byciu fangirl jeszcze powieść żadna nie powstała –  ale wydaje mi się, że fabuła jest nie do końca przemyślana. Niektóre sceny i wątki wydawały mi się być takimi zapchaj-dziurami, byle tylko móc przejść do tego, co może zaciekawić.
Zakończenie –  może miało wzruszać, ale nie wzruszyło. Właściwie to pomyślałam: "To koniec? Dobrze" i odłożyłam książkę. Nie żałuję poświęconego jej czasu, język pani Rowell jest lekki, przez co czyta się dość szybko, ale nie znalazłam w "Fangirl" czytelniczego raju, nie miałam książkowego kaca, dlatego dziwi mnie ten zachwyt nad powieścią.

                Dokładnie. Powieść nie jest zła, czyta się ją miło, na dodatek ma własną aurę dziwności i nikt nie pomyliłby ją z żadną inną, ale nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia. Uważam, że pani Rowell mogła wprowadzić więcej akcji, a wiele z wątków po prostu usunąć.

                Fangirl to powieść, która nadaje się jako lektura do czytania podczas jesiennego wieczoru, kiedy za oknem szybciej robi się ciemno, a my akurat mamy ochotę na herbatę (lub piernikową latte). Lekkość i prosty język, a także pomysł na fabułę przypadną Wam do gustu. Nie należy jednak liczyć na jakieś porywy czy większe wzruszenia. Ot, książka, którą można czytać jako przerywnik między kolejnymi podręcznikami czy po szkolnych lekturach. Jest miło, czasami przesłodzenie, ale nie rajsko.


Ocena Cleo&SadisticWriter: 5/10
(jednogłośna!)


Strefa dobrych cytatów:

"Czasem pisanie jest jak zbieganie z górki. Palce zostają na klawiaturze, tak samo jak nogi zostają w tle, nie nadążając za resztą ciała."

"–   To idealny chłopak –  mówiła Cath.
–  Jest jak nocny stolik –  kwitowała Wren.
–  Zawsze przy mnie stoi.
– ... żebyś mogła odłożyć na niego gazetę.
(...)
Lubię Abla. Jest taki stabilny.
–  Właśnie opisujesz nocny stolik..."

"–  Jesteś człowiekiem, do którego wszyscy dzwonią po pomoc?
–  Pytasz, czy jestem Supermanem? –  uśmiechnął się."

"–  Cześć –  powiedział, całując Cath w czubek głowy. –  Masz wilgotne włosy.
–  Tak się dzieje, gdy je myjesz."


czwartek, 8 września 2016

[Recenzja książki] Brenna Yovanoff - "Wyśnione miejsca"

Autor: Brenna Yovanoff
Tłumacz: Adriana Sokołowska-Ostapko
Tytuł: Wyśnione miejsca
Tytuł org.: Place no one knows
Gatunek: Literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: Otwarte (Moondrive)
Ilość stron: 360

Opis:
Są dwie Waverly.
Pierwsza: ma nieskazitelny wygląd, popularnych przyjaciół, najlepsze oceny w szkole i świetne wyniki w sporcie.
Druga: to tajemnicza dziewczyna, która zagłusza myśli bieganiem do utraty tchu. W nocy zastanawia się, jak wyglądałoby jej życie, gdyby zrzuciła maskę, którą nosi za dnia.
Jest dwóch Marshallów.
Pierwszy: bad boy, który nadużywa alkoholu, ryzykując wydalenie ze szkoły. Nie ma to dla niego znaczenia – w końcu jest nikim.
Drugi: ten, który czuje więcej, niż przyznaje sam przed sobą. Zmaga się z ciężarem, o którym inni nie wiedzą.
Waverly i Marshall spotykają się… we śnie. Jest to miejsce, gdzie oboje mogą być sobą. I gdzie dotyk wydaje się równie prawdziwy jak na jawie. Czy odważą się swoje wyśnione miejsca zamienić na rzeczywistość?

Są sny dobre i sny złe. Takie, których do końca nie można wyjaśnić, bo absurd leje się z nich jak woda z kranu i takie, które są całkiem uzasadnione naszymi przeżyciami za dnia. Kraina snów to miejsce, gdzie dosłownie wszystko może się zdarzyć, leży gdzieś na pograniczu naszych marzeń i lęków. Kto z nas nie chciałby sobie wyśnić własnego magicznego miejsca, gdzie wszystko byłoby idealne? Otóż… na pewno nie Waverly i Marshall.
Tym wstępem chciałabym wyrazić swój smutek z powodu nietrafionego opisu z tyłu okładki oraz tytułu. Bohaterowie bowiem wcale nie przebywają w swoich wyśnionych miejscach, a snu jest tam tyle co kapusty w pierogach ruskich. Bardzo się zawiodłam. Miałam nadzieję, że cała fabuła będzie się toczyć właśnie wokół wyśnionych miejsc, gdzie romans będzie wyciekał pomiędzy różowo-białymi chmurkami. Niestety. Na czym polega więc śnienie w „Wyśnionych miejscach”? Na tym, że główna bohaterka kładzie się przy magicznej, zapachowej świecy, która przenosi ją ni z tego owego tam, gdzie znajduje się Marshall (np. do łazienki, gdzie puszcza pawia do klozetu). Absurd. Na dodatek niewyjaśniony absurd. Ot, świeca po prostu sobie była, potem się wypaliła i koniec.


Gdybym miała w kilku słowach streścić fabułę tej książki, powiedziałabym zapewne, że to zwyczajna historia miłosna z problemami rodzinnymi i duchowymi w tle. Do tego mamy domieszkę szkolnych perypetii. 
Przyznam szczerze, surowo oceniłam tę książkę i nie mam co ukrywać – nie spodobała mi się. Była nudna, sztywna, miała w sobie mnóstwo absurdu, a bohaterowie niesamowicie mnie irytowali. Tak naprawdę były w całej opowieści tylko dwie postacie, które zasługują na uwagę – Autumn i Ollie, bohaterowie drugoplanowi. Autumn była niezwykle barwna, szczera do bólu, a jednocześnie pragnąca dobra przyjaciół, Ollie to zwyczajny, troskliwy i zamknięty w sobie chłopak.
Historia widziana jest oczami obydwu bohaterów – Waverly i Marshalla, ale jeżeli mam być szczera, perspektywa Marshalla była tutaj chwilami zbędna. Nie dość, że jego wstawki były krótkie to jeszcze cały czas się nad sobą użalał. Bez przerwy. Miałam ochotę nim potrząsnąć albo… zrobić coś bardziej drastycznego, jak przystało na mój nick. Rozumiem, autorka wykreowała go na wrażliwego, ale ile można się nad sobą znęcać psychicznie? Na szczęście minęło trochę czasu i oswoiłam się z Marshallem. Gdy zaczęto więcej mówić na temat jego rodziny, poczułam jego nastoletni dramat i zwróciłam mu honor. Może chwilami nawet odrobinkę współczułam chłopakowi.
Co na temat Waverly? Chyba jest najbardziej irytującą postacią jaką poznałam w te wakacje. Uważam, że wcale nie ma żadnego problemu. Ot, dziewczynka wmówiła sobie, że nie może być sobą, bo ludzie będą na nią krzywo patrzeć, dlatego stała się pusta, chłodna, nieprzystępna i wierna swojej „przyjaciółce”, która potrafiła zniszczyć życie niejednej osobie. W nic się nie wtrącała. Po prostu sobie żyła, bez większego celu. Jej myślą życiową było: „nie bądź sobą, bądź tym, kim ludzie chcą, żebyś była”. Dla mnie jej nadinteligencja to po prostu dziki, autorski wymysł.
        Historia tej dwójki w ogóle mnie nie oczarowała. Miałam wrażenie, że chwilami patrzę na jakichś superbohaterów – on czuje więcej niż inni, ona widzi więcej niż inni. DC Comics, na co czekacie?
Obydwoje byli w siebie wpatrzeni już w szkole, ale… wiecie, dwa różne światy: ten poukładany, sztuczny i inteligentny, a drugi pusty, chaotyczny i tak dalej. Dopiero, gdy Waverly przyszła we „śnie” do Marshalla (tak generalnie to nie można nazwać tego snem), zaczęła się wielka miłość. I to dosłownie ni z tego ni z owego. Wyobraźcie sobie ludzi, którzy ledwo się znają i nagle taka chłodna bryła lodu rzuca do chłopaka: „pocałuj mnie”. I tak rzuca mu za każdym razem, gdy przychodzi. Padają tu przeróżne stwierdzenia w stylu: „przy nim mogę być sobą”, ale ja nie widzę zupełnie żadnych zmian w bohaterach, gdy przebywają ze sobą na osobności. Są tacy sami, po prostu się całują i nikt o tym nie wie. Ich wzajemna fascynacja jest dla mnie tak naprawdę nieuzasadniona i dziwna.
         Wspominałam wcześniej o absurdach, które znajdują się w książce. Spójrzmy np. na rozdział, gdzie Marshall mówi o pozytywce siostry. Twierdzi, że gdy ją wyrzuciła to utracił spokój życia. Czy to aby nie przesada? Poza tym podziw dla Marshalla za to, że wiedział jak wygląda makijaż retro. Ja nie wiedziałam, póki nie wpisałam tego w Google. Znów facet pokonał mnie w damskich sprawach. Jak żyć? I uwaga, teraz dochodzimy do meritum. Z serii: zakochałem się w tobie, gdy po raz pierwszy zobaczyłem pęcherze na twoich stopach. Dosłownie. Wyobraźcie sobie romantyczną scenę. Obejmują się, całują i nagle: „dlaczego polubiłeś mnie przez pęcherze?”. No, ale nie zapominajmy, że Waverly jest „dziewczyną od kaca” Marshalla.
          Zdradzę wam coś. Podczas trwania fabuły, ja sama czułam się, jakbym śniła. Przysypiałam czytając książkę i wszystko tutaj było dla mnie takie mętne, niepojęte, za mgłą. Nie zrozumcie mnie źle, są książki bez akcji, które są znakomicie napisane! Ale tu wieje nudą. Wielu rzeczy nie potrafiłam tu wyjaśnić, chociaż czytałam niektóre fragmenty po tysiąc razy.
         Co mi się podobało? Zdziwicie się, bo  była taka jedna rzecz, która u mnie zapunktowała. Chodzi o zakończenie. Jeżeli chodzi o zakończenia, jestem bardzo wymagająca. Ostatnie 50 stron dostarczyło mi więcej rozrywki niż cała książka. Byłam usatysfakcjonowana rozwiązaniem, bo choć od początku wszyscy wiemy, jak to się zakończy i nie ma tu nic zaskakującego, to jednak bohaterzy w końcu mądrzeją, a antybohaterowie zostają ukarani (hej, DC Comis, nawołuję raz jeszcze!).
               Zamykając książkę dostałam olśnienia. „Wyśnione miejsca” miały przekaz. W moim odczuciu brzmi on mniej więcej tak: ludzie potrafią być bezwzględni, potrafią niszczyć czyjeś życie bez większego celu, czasem może nawet dla własnej uciechy, to jednak nie oznacza, że mamy grać kogoś, kim nie jesteśmy. Warto rozglądnąć się czasem i znaleźć kogoś, kto będzie nas akceptował takimi, jakimi jesteśmy, a uwierzcie, zawsze znajdzie się choć jedna dobra duszyczka, może nawet bratnia, która nas zrozumie,
              Dzięki zakończeniu i przesłaniu, które ze sobą niesie, ta książka udowadnia, że pomimo kilku absurdów, takie postacie jak Waverly czy Marshall mogą istnieć naprawdę. Ciekawy? Przeczytaj, może będziesz miał inną opinię niż ja.

Ocena: 4/10

Strefa cytatów:

„Przychodzi mi do głowy pewne stwierdzenie, które szybko zapisuję. Prawo doskonałości. Wrażenie, jakie wywołujemy, jest odwrotnie proporcjonalne do tego, co ludzie wiedzą na nasz temat”

„ – Czy to znaczy, że ze sobą zrywamy?
- Nie. – Marshall obraca się i posyła mi przeciągłe, trudne do odczytania spojrzenie. Wydaje się zimne, obojętne, odrzucające.  – Żeby ze sobą zerwać, najpierw trzeba być choć przez chwilę razem”

„- Waverly. – Cofa się o krok i pochyla głowę tak, że nasze nosy niemal się stykają. – W porządku. Nie jesteś idealna. Mimo wszystko”

"Wyśnione miejsca" znalazłam w moim kochanym Boxie wyśnionym!
To był jeden z najgenialniejszych boxów od Moondrive'a! Mój unboxing <<klik>>
Oprócz książki, tematycznie związane z Wyśnionymi miejscami była świeczka, kubek i zakładki! A tak to znajdował się jeszcze kupon na ebooka, notes i magnesy na lodówkę!
Teraz jeden z moich ulubieńszych kubków :)
A tu "Wyśnione miejsca" z "Ktoś mnie pokocha" w wersji: Sadistic i Cleo!
Prezenty fajne, szkoda tylko, że książka nie okazała się tak dobra jak sądziłam!