środa, 26 października 2016

[Recenzja książki] Monika Jagodzińska - "Cykl"

Autor: Monika Jagodzińska
Tytuł: Cykl
Gatunek: Fantastyka
Rok wydania: 2016
Ilość stron: 127

Opis: Wraz z nadejściem nowego roku, z wybiciem magicznej godziny dwunastej na Ziemię zstępują rzesze anielskie, by zająć miejsce w szeregach między ludźmi. Są zdeterminowani. Wiedzą, że czeka ich trudny czas, przepełniony z jednej strony radością, z której czerpać będą energię, a z drugiej smutkiem, bólem i cierpieniem. Nieść będą pomoc. Nieść będą ukojenie. Ich ingerencja ujawnia się poprzez innych ludzi. Wlewają bowiem w ich duszę odwagę. Poruszają serca, by zobaczyli to, na co są ślepi. Ratują życia. Przywracają wiarę. Przywracają nadzieję. Dają miłość, zrozumienie, akceptację. Wszystko po to, by po upływie misji móc stać się prawowitym Aniołem Stróżem - opiekunem jednego człowieka. Współpraca tych istot sprawia, że ludzkie istnienie nigdy nie jest pozostawione same sobie. Nie zawsze jednak jest to proste... "Cykl" otwiera drzwi do świata, o którym nie masz pojęcia. Przekrocz je i przekonaj się, czy Aniołom uda sie sprostać postawionym wyzwaniom? A może sami potrzebują niekiedy pomocy? Nie pozwól im długo czekać...

[http://lubimyczytac.pl]


Są takie książki, które wyciągają po nas ręce zanim je fizycznie dotkniemy, a to wszystko za sprawą magicznych zapowiedzi. Jestem bardzo wymagającym czytelnikiem i rzadko kiedy rzucam się na ledwo zapowiedziane lektury jak wygłodniały wilk. „Cykl” przypadł mi do gustu zarówno idealną, prostą okładką, jak i samym opisem. A jak było z treścią? Już trochę gorzej.
Nie będę ukrywać: zawiodłam się. Tematyka była dobra, zamysł genialny, nawet motyw cyklu był dobrze obmyślany, ale wykonanie i fabuła… Moje serce krwawiło.  
Zacznę od błędów. Było ich stosunkowo niewiele, ale nie mogłam znieść widoku czegoś, co nie może nazywać się wielokropkiem, kiedy zbudowane jest tylko z dwóch znaków interpunkcyjnych. To nie był jedyny przypadek – sytuacja powtórzyła się kilka razy. Drugie moje spostrzeżenie: sposób konstruowania zdań. Przypatrzcie się temu zdaniu:

„Zapadła cisza. Przerywana dźwiękami. Chłopak rozejrzał się. Był muzykiem. Z powołania. Z pasji.”

Kropki, wszędzie kropki. Tak konstruowane zdania mają sens wtedy wówczas, kiedy mają nadać treści klimat, wzbudzić w kimś emocje. Nie można go nadużywać. Tu niestety był stosowany w nadmiarze, a wystarczyłoby po prostu gdzieniegdzie dać przecinek i zdania od razu brzmiałyby inaczej.
Jeżeli mam coś powiedzieć o samym stylu autorki, nie mogę go wyróżnić spośród tysięcy innych. Jest… zwyczajny. Może jeszcze nie do końca dopracowany, choć nie taki zły. Cały czas czułam się, jakbym czytała książkę, która jest napisana przez bardzo młodą osobę bez doświadczenia pisarskiego. Chyba się nie myliłam, bo autorka ma osiemnaście lat.
Powieść „Cykl” skojarzyła mi się z historią, którą chowa się do szuflady i za jakiś czas czyta, wspominając stare, dobre czasy, kiedy człowiek uczył się jeszcze pisać. Z takim opowiadaniem, które umieszcza się na blogu, żeby ćwiczyć sztukę pisarską i za kilka lat spróbować z wydaniem czegoś lepszego.
Przejdźmy do fabuły. Jak już wspominałam, pomysł z samym cyklem jest dobry. Każdy miesiąc dotyczy innego zdarzenia. Czasem mam małą mieszankę w mózgu, bo raz narratorem jest przyszły anioł stróż w wersji męskiej, potem damskiej i generalnie nie mamy tu wyróżnionych bohaterów. Są bezimienni. To dobre zagranie, bo problemy ludzi przedstawione w historii mogą często dotyczyć nas samych (choć tu są trochę… przedramatyzowane i bardzo schematyczne). Autorka nie postarała się, jeżeli chodzi o dobór zdarzeń. Przez długi czas mamy dziewczęta – zazwyczaj blade i drobne, które są bite, maltretowane i nagle dzięki przyszłym aniołom stróżom pojawiają się przy nich jacyś chłopacy, którzy wybawiają je od śmierci i innych tragicznych zdarzeń. Potem są już przedstawione pary. Każda historia jest prawie taka sama, ale nie powiem, że nic mi się nie podobało. Byłam zachwycona miesiącem majem, bo to tam pojawił się młody anioł (szkoda, że nie zostali oni jakoś specjalistycznie nazwani, byłoby ich łatwiej wspominać),  który zakochał się w dziewczynie. Ta historia jest naprawdę godna uwagi. Reszta w większości jest nudna i nie wprowadza niczego nowego w życie. Już nawet pozapominałam jakie problemy dotykały poszczególne osoby. Zapamiętałam tylko mnóstwo dramatyzmu i bólu aniołów. Postacie były szare, bezbarwne, wszystkie takie same, dlatego wciąż cierpię, że genialny potencjał tej powieści nie został wykorzystany!
Książkę przeczytałam w ciągu godziny. Była bardzo… skrótowa, a emocje, które się w niej miały pojawić były jałowe.
Nie wszystko było złe. Pomysł z przyszłymi aniołami stróżami, którzy schodzili na Ziemię w Nowy Rok i pomagali ludziom przez cały czas trwania cyklu był udany. No i powiem szczerze, że książka może pokrzepić ludzką duszę, szczególnie tą nastoletnią, rozchwianą, cierpiącą. Młodzi ludzie często myślą, że wokół nich czai się samo zło. Ta książka udowadnia, że zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał nam pomóc, dlatego często podczas czytania się uśmiechałam. 
Wierzę, że intencje Moniki Jagodzińskiej były dobre i szczere. Być może chciała nam przekazać coś ważnego? Każdy chyba chciałby mieć takiego anioła stróża, który będzie mu pomagał!
Podsumowując. Troszkę się dzięki „Cyklowi” rozchmurzyłam, trochę nachmurzyłam, ale patrząc na moje poprzednie oceny książek, które były o wiele bardziej dopracowane, nie mogę skoczyć tak wysoko z liczbą. Może komuś „Cykl” spodobałby się bardziej niż mnie, ale mam to do siebie, że szukam zawsze czegoś co się wyróżnia.

Ocena: 3/10

Strefa dobrych cytatów:

Miłość powinna dawać radość. Miłość powinna dawać szczęście. Miłość powinna dodawać skrzydeł, a nie je podcinać.”

(…) Tak jakbym znał ją od zawsze. Tak jakby od zawsze jej obecność uświetniała moje istnienie. Jakbyśmy  byli puzzlami. Zazębiającymi się. Pasującymi. Zagubionymi. Teraz – odnalezionymi. Czy to w ogóle możliwe?”

Liczyła się tylko chwila. Wczoraj – minęło. Jutro – dopiero będzie. Po co martwić się na zapas?”



Za książkę dziękuję wydawnictwu:

6 komentarzy:

  1. Nie znam książki ale nie jest to nic dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. to teraz cieszę się, że mój mail do wydawnictwa gdzieś się zawieruszył i nie dostałam tej ksiazki. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie przed chwilą zjadło mi komentarz, co na Waszym blogu jest dość częstym zjawiskiem. Która z Was jest taka głodna, że dochodzi do takiego zdarzenia? Wtedy wyślę paczkę z żywnością!
    Wrócę jednak do właściwej treści. ^^
    Książka napisana w większości ze zdań prostych nie miałaby czego u mnie szukać. Jak dla mnie taka forma jest nadzwyczaj błędna i wymaga dość mocnej korekty. Jakby nie patrzeć po coś stworzono zdania złożone, coby urozmaicić naszą wymowę i dodać jej kształtów. Ja sama należę do osób nadużywających formy pisemnej, gdzie przecinki wyrastają niczym grzyby po deszczu, także kwestie typu: "Zjadłam obiad. Miałam zupę pomidorową. Była pyszna. Chyba wezmę sobie dokładkę." do mnie nie przemawiają. Także gratuluję ci wytrwałości.
    Także jednolitość historii mocno działałaby mi na nerwy. Nikt mi nie powie, że człowieka dręczy tylko jedna przypadłość i nie jesteśmy w stanie znaleźć innych chochlików utrudniających życie. Ale cóż się dziwić, skoro też cała powieść mieści się na... 127 stronach. Jak dla mnie to za mało na coś, co mogło być dobrze rozegrane. I chociaż należy do oklepanych schematów, to na pewno dałoby się wyciągnąć z tego wszystkiego znacznie więcej! ;)
    Pozdrawiam! <3
    #Ivy z Bluszczowych Recenzji

    OdpowiedzUsuń
  4. Już po samym opisie czułam, że to absolutnie nie dla mnie, ale jak jeszcze piszesz, że się zawiodłaś, to całkiem nie ma co tracić na nią czasu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Opis mnie nie przekonał i chyba dobrze, skoro książka sama w sobie treścią nie zachwyca. Jednak czasami można kierować się emocjami odnośnie blurbów. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety, mam podobne odczucia odnośnie tej książki :(

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarz :)