wtorek, 6 grudnia 2016

[Recenzja filmu] Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć

Tytuł: Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć
Tytuł org.: Fantastic beasts and where to find them
Reżyseria: David Yates
Scenariusz: J.K. Rowling
Gatunek: Fantasy, przygodowe
Premiera: 18 listopada 2016 (Polska), 8 listopada 2016 (świat)
Czas trwania: 2 godz. 13 min.

Opis: Film opowiada o przygodach autora książki „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”, Newta Scamandra, w nowojorskiej społeczności czarodziejów, na siedemdziesiąt lat przed wydarzeniami opisanymi w cyklu o Harrym Potterze.  

Muszę się przyznać, że jako dziecko nienawidziłam czytać. Kiedy byłam w pierwszej klasie podstawówki, rodzice siłą musieli mnie sadzać przed króciutką książeczką, którą miałam zadaną na zajęcia. Pamiętam, że zawsze dużo płakałam i krzyczałam, że nie potrafię się skupić. Nie chciałam czytać czegoś, co było nudne! A potem, dokładnie w trzeciej klasie podstawówki, pojawił się Harry Potter. Początkowo w wersji filmowej, dopiero później mama przekonała mnie przeczytania pięciu książek z serii, które zdążyły już wyjść. Byłam zszokowana, że te papierowe cegiełki mogą być tak cudowne! Od tamtej pory były moimi najlepszymi przyjaciółmi, a panie bibliotekarki nie mogły się ode mnie opędzić i zawsze witały mnie z uśmiechem pełnym zrozumienia. Harry Potter dużo dla mnie znaczy i do tej pory mam do niego duży sentyment, dlatego też bardzo krytycznie patrzę na wszystko, co wyszło w tym roku i jest z nim związane. Chyba domyślacie się, że nie było ze mną łatwo, podczas seansu „Fantastycznych zwierząt i jak je znaleźć”? Już na wstępie mogę się przyznać, że miałam bardzo mieszane uczucia…
Tym razem na ekrany trafił nowy bohater z potterowskiego uniwersum: Newt Scamander. Wydalony z Hogwartu mag, który należał do Hufflepuffu. Przyjacielski, dziwny, nieśmiały i sfiksowany na punkcie magicznych zwierzaków. Nasz bohater trafia do Nowego Jorku, gdzie chcąc nie chcąc, wpada w tarapaty. Jego zekranizowane przygody zawdzięczamy pani Rowling, która sama napisała scenariusz. Jak jej to wyszło? Do tej pory nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, bo oto stoję przed potężnym wyzwaniem: ocenienie dzieła królowej mojego dzieciństwa.
 Newt jest bohaterem genialnie wykreowanym. Możecie mi wierzyć, dawno nie widziałam tak świetnej i naturalnej gry aktorskiej. Dziwność jego postaci wyrażała się w gestach, sposobie mówienia (a chłopak tak naprawdę wiele nie mówił!) i w tym jak się zachowywał. Eddie Redmayne odwalił kawał świetnej roboty. Sprawił, że zakochałam się w tym przeuroczym maniaku zwierząt! 
Jeżeli chodzi o inne postacie, bardzo polubiłam Queenie i nieczarodzieja (jak to w USA mówią!) Jacoba. Historia ich krótkiej miłości była naprawdę subtelna i słodka, poza tym uważam, że bez Jacoba to nie byłby ten sam film. Jest takim uosobieniem mnie czy ciebie – osoby, która wplątuje się w tą całą magię i przeżywa ją całym sercem, chociaż tak naprawdę nie ma z nią nic wspólnego. Do innych postaci nie poczułam jakiejś szczególnej sympatii.
Wydaje mi się, że główną zaletą „Fantastycznych zwierząt…” są efekty specjalne, a więc wszystko to, co odpowiada w filmie za magię. Byłam wniebowzięta, kiedy Newt robił obchód wśród adaptowanych przez siebie zwierząt. Same magiczne „potworki” były bardzo realistycznie wykreowane i wiele z nich wzbudziło we mnie pozytywne uczucia. Każdy z nas chciałby mieć chociaż jedno takie zwierzątko u siebie w domu!
Wielkim plusem filmu jest wykreowany przez panią Rowling magiczny Nowy Jork. Dowiadujemy się kilku ciekawych rzeczy o nieco surowym wychowywaniu czarodziei i porządku ustalanym przez Magiczny Kongres Stanów Zjednoczonych Ameryki. Tym samym film otwiera przed nami trochę mroczniejsze wrota potterowskiego uniwersum. To już nie jest film dla dzieci, jest trochę bardziej dojrzały niż HP. Plusem są też smaczki, które wzbogacają naszą potterowską wiedzę!
Jeżeli chodzi o samą akcje, początkowe wątki, które dotyczyły przygód Newta, Jacoba, Tiny i Queenie, bardzo mi się podobały, jednak w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać: ej, nie za długo to trochę trwa? Przecież nie starczy czasu na resztę fabuły, a w trailerze pokazywali jakąś mini wojnę! Przyznam szczerze, nie byłam zachwycona tą częścią filmu, która jej dotyczyła. Wątek pogoni Kongresu za obskurusem i cała akcja w tunelu, nijak przypadła mi do gustu i dla mnie jest sporym minusem. Na dodatek momenty, które miały wzbudzić we mnie niepewność, zdziwienie czy niepokój… nie uczyniły tego. Cały film oglądnęłam bez większych emocji towarzyszących kulminacyjnym momentom filmu. Jedyne uczucie, które w sobie miałam to radość, bo przecież oglądałam „fantastyczne zwierzęta” i... to by było na tyle. Zero wzruszeń, smucenia się, przerażenia, niepokoju. Na dodatek sam Grindewald, który był ważną postacią fabuły… Bardzo, ale to bardzo mnie zawiódł. Pomyśleć, że grał go sam Johnny Depp. Przeczytałam na jakiejś stronie ciekawe zdanie na jego temat: aktor stał się parodią samego siebie. Potwierdzam. 
Przyznam szczerze, miałam wielki problem zarówno z napisaniem tej recenzji, jak i wyrobieniem własnej opinii. Miałam straszliwy mętlik w głowie, kiedy próbowałam sklecić jakiekolwiek zdanie na temat oglądniętego filmu. Potrzebowałam rozmowy z kilkoma osobami, które widziały już „fantastyczne zwierzęta…”. Pomogło. Moja ocena wyrażona w cyfrach jest dosyć krytyczna, ale jednak uważam, że emocje podczas seansu i dobrze wyważone wątki w fabule filmu są ważne. Efekty specjalne i bohaterowie to duży plus, ale i tak mogę dać tylko…

 6/10

3 komentarze:

  1. Byłam w szoku, kiedy dowiedziałam się, że Grindewalda grał Deep, w życiu bym go nie poznała :D
    We mnie film wywołał dużo więcej emocji, no ale ja to ja - naprawdę niewiele mi potrzeba, żeby zaszkliły się moje oczy :D
    Eddie był cudowny, Newt był cudowny i cały film był cudowny.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    PS. Przy okazji zapraszam też na mój świąteczny konkurs ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja z Rowling jak wiadomo się nie lubię, więc i do filmu mnie nie ciągnie - zupełnie nie moje klimaty. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja na początku byłam przekonana, że to książka a tu takie zaskoczenie :) Może kiedyś w wolnej chwili sobie obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarz :)