wtorek, 30 sierpnia 2016

[Recenzja] Andrzej Stasiuk - "Mury Hebronu"

Autor: Andrzej Stasiuk 
Tytuł: Mury Hebronu
Gatunek: Literatura więzienna
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 152

Opis: Debiut, który przyniósł autorowi popularność wśród czytelników i uznanie krytyki. Alegoryczna opowieść, zbudowana na indywidualnym doświadczeniu, jest wizją człowieka zamkniętego w mentalnym więzieniu budowanym przez autora z naturalistycznym zapamiętaniem. Tytułowe mury symbolizują paradoksalnie szczelinę - możliwość ucieczki do biblijnego miasta - interpretacyjnego klucza. Ruch po klaustrofobicznej przestrzeni celi, ale i własnego ciała, zdobywa tu nowy wymiar jako podróż metafizyczna, niosąca ze sobą nadzieję oczyszczenia.

Nie ukrywam, że w książce nie tylko historia jest dla mnie ważna. Lubię lepki miód na moje oczy w postaci naprawdę dobrej narracji. Im więcej trzeba myśleć nad słowem, tym dla mnie lepiej. Jak już wspomniałam w mini recenzji książki polskiej, uwielbiam Pilcha za jego nietuzinkowy styl. Są jednak książki, które tego stylu nie potrzebują, a co więcej: kwieciste zwroty są po prostu niewskazane.
Wybujałe opisy mogłyby zaburzyć realność, którą autor chce nam przedstawić za pomocą fikcji literackiej. Językoznawcy mówią o tzw. rozczłonkowaniu języka, czyli m.in. o tym, że formę dobieramy do treści.  Literatura więzienna(zresztą podobnie jak literatura wojenna) wymaga prostoty. Język mówiony. Czytamy słysząc, jakby ktoś był obok, jakby to wcale nie była książka tylko pamiętnik. I to wcale nie uwłacza dziełowi, nadal jest ono dobre pod względem literackim. Takie są właśnie „Mury Hebronu”. Szczerze mówiąc nie wiem, czy w przypadku tej powieści mamy do czynienia z paktem autobiograficznym(pisarz zawiera pakt z czytelnikiem „sprzedając” mu swoje wspomnienia), czy podobnie jak w przypadku „Ferdydurke”, bohater to alter ego autora.  Co prawda Stasiuk spędził trochę czasu w więzieniu, ale czy odwzorował dokładnie to, co przeżył?
O książce dowiedziałam się na zajęciach z literatury polskiej. Prowadząca wspomniała o niej, gdy omawialiśmy „Lubiewo”(poruszała problem homoseksualności, płciowości). Był tam wątek, w którym heteroseksualni mężczyźni uprawiali seks z „ciotami”. W celi opisywanej przez Stasiuka więźniowie różnorako radzili sobie ze zaspakajaniem potrzeb seksualnych. Najczęściej dobierali się w „pary”. Walczyli jednak o to, żeby pozostać w bezpiecznej dla nich pozycji. Mam nadzieję, że rozumiecie co mam na myśli. Absurdalne podziały na „ciotę z wyboru” i „ciotę z musu”. Pojawił się też wątek, który być może znacie już z opowiadania Kinga – „Skazani na Shawshank”. Tam jeden z głównych bohaterów ponad 30 lat czekał na wolność, a gdy już w końcu się jej doczekał, robił wszystko by ponownie wrócić do celi. Na początku robił to podświadomie, ale z czasem przyznał, że tak naprawdę pragnie wrócić do celi. Otóż, przyzwyczaił się do więzienia, wolność nie była mu potrzebna. Nie potrafił w niej żyć na nowo. Przesiąknął zapachem krat. Bohaterzy „Murów Hebronu” mieli podobne odczucia. Chcieli wyjść, zmienić się, a potem i tak wracali na stare śmieci. Prócz tego jest tam także mowa o napiętnowaniu więźnia. Każdy występek, każdy zły uczynek to wyłącznie wina notowanego. Okazuje się, że jedynym dowodem na rzekomy grzech jest życiorys więźnia zapisany w aktach.
Pojawiają się też wątki miłosne (ale nie są to miłostki rodem ze „Zmierzchu”). Stasiuk próbuje zobrazować relacje więźniów z kobietami (matkami, kochankami, czasem mniej lub bardziej naiwnymi).  Tak jak u Pilcha możemy dogłębnie poznać alkoholika, tak u Stasiuka możemy wnikliwie zaznajomić się z umysłem więźnia. Jest to powieść przygnębiająca, smutna, ale genialna w swej prostocie.

Ocena: 8/10

2 komentarze:

  1. Zgadzam się, w takich książkach potrzeba prostoty. Książka ta wydaje się naprawdę intrygująca i jeśli nadarzy się okazja, z chęcią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, zdecydowanie nie moje klimaty. ;/ Literatura więzienna to coś, czego raczej unikam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarz :)