niedziela, 18 czerwca 2017

[Recenzja ksiażki] Robert Beatty - "Serafina i czarny płaszcz"

Autor: Robert Beatty
Tytuł: Serafina i czarny płaszcz
Tytuł oryg.: Serafina and the Black Cloak
Gatunek: literatura dziecięca, fantasy
Wydawnictwo: Mamania
Data wydania: 26 kwietnia 2017 r.
Ilość stron: 298

Opis: Serafina żyje przyczajona w mroku, poruszając się bezszelestnie po zakamarkach posiadłości. Noc jest jej królestwem. Ale kiedy z Biltmore co noc zaczynają znikać dzieci, dziewczyna musi wyjść z ukrycia. Złowieszczy mężczyzna w czarnym płaszczu przemierza korytarze i zaułki domu, a tylko ona jest na tyle zwinna i odważna, by ruszyć jego tropem. Czy znajdzie sojusznika w Braedenie Vanderbilcie, młodym mieszkańcu Biltmore?

Serafina jest dwunastoletnią dziewczynką, która od narodzin zamieszkuje wraz z ojcem-mechanikiem piwnice Biltmore. Nikt poza nim samym nie wiedział o jej istnieniu, za to ona sama doskonale znała mieszkańców ogromnej posiadłości należącej do państwa Vanderbilt. Jej cichym zadaniem owianym tajemnicą było polowanie na gryzonie, sama nazywała siebie Główną Łowczynią Szczurów. Oczywiście jej niewidzialność nie była wieczna…
Uważam, że zdecydowanie najbardziej pozytywnym aspektem tej książki jest sama bohaterka – to dzięki niej całą powieść czytało się tak przyjemnie. Jest w niej coś zarówno ludzkiego, jak i nieludzkiego – co autor bardzo dobrze opisał. Jej człowieczeństwo objawiało się w tym, że nie była superbohaterką, która niczego się nie bała – miała swoje obawy, nie rzucała się na ratunek potrzebującym bez wahania, nie zgrywała odważnej, jak jest to przedstawione w większości powieści dla dzieci. To sprawiło, że Serafina stała się realną bohaterką. Na dodatek miała w sobie coś takiego, co nie pozwalało nam jej nie lubić. Była urocza, niewinna, sympatyczna i przyjacielska – każdy dzieciak chciałby mieć taką przyjaciółkę! Sama jej kreacja zewnętrzna jest godna podziwu i zainteresowania – Serafina miała po cztery palce u rąk i nóg, żółte oczy, zniekształcone barki, dzięki którym w łatwy sposób mogła przeciskać się między trudno dostępnymi dla normalnych ludzi zakamarkami i była drobna jak leśny elf – w sumie nawet trochę mi go przypominała. To wszystko sprawiło, że stała się bohaterką godną zapamiętania i naszej sympatii. Wielkie brawa dla autora, bo chociaż jest mężczyzną, idealnie oddał postać dorastającej dziewczynki.
Jeżeli chodzi o pozostałych bohaterów nie mamy zbyt dużego pola do manewru. Postaci jest dużo, ale stanowią tylko ładne tło, na które nie zwracamy większej uwagi. Wśród tego tłoku wyróżnia się jednak młody Braeden – chłopiec, który nie miał szczęścia, jeżeli chodzi o poszukiwanie przyjaciół, dlatego zaprzyjaźniał się ze zwierzętami. Uważam, że nie jest jakimś godnym zapamiętania bohaterem, po kilku tygodniach od lektury już prawie nic na jego temat nie pamiętam, poza tym, że miał psa i był po prostu miłym chłopcem, a jednak miło było o nim poczytać i uważam, że jego przyjaźń z Serafiną była na swój sposób urocza (choć uważam, że autor powinien jej poświęcić więcej uwagi). 
Sporadycznie pojawia się ojciec głównej bohaterki, na którego temat niewiele można powiedzieć – ot, zapalony mechanik, który nie wierzy w fantazje córki i nie okazuje jej tyle miłości, ile powinien. Był trochę chłodny, dlatego trudno chwilami było mi uwierzyć w jego miłość, na szczęście zapunktował u mnie historią pochodzenia Serafiny – nie będę jednak zbyt wiele zdradzać.
Ostatnią postacią jest pan w tytułowym czarnym płaszczu. Nie  mogę napisać o nim nic konkretnego, poza tym, że byłam naprawdę zawiedziona momentem, kiedy wydało się, kto jest jego właścicielem. Ta chwila nie miała w sobie nic z zaskoczenia, zupełnie jakby wszystko zdradzono nie w taki sposób, jaki powinno się to robić. Tak naprawdę od początku było wiadomo, kto jest jegomościem w czarnym płaszczu. Niemniej jednak, sam fakt istnienia płaszcza, jego właściwości i historia były naprawdę genialnie przedstawione i to duży plus dla fabuły.
Co jest charakterystyczne dla tej książki? Wydaje mi się, że klimat. W życiu nie powiedziałabym, że książka dla dzieci może być taka mroczna! Chwilami nawet ja czułam lekki niepokój. Nie wiem czy to dobre rozwiązanie dla dzieci, nie wiem, czy przypadkiem połowa z nich nie bałaby się spać w nocy, niemniej jednak klimat grozy dużo tutaj zrobił – sprawił, że akcja nabierała kolorów. Serafinę i czarny płaszcz nazwałabym takim dobrym thrillerem dla młodszych dzieci, przeplatanym z wątkami fantastycznymi i z elementami grozy, charakterystycznymi dla horroru. Podobało mi się, choć było kilka momentów, które do gustu mi nie przypadły – nie podobało mi się chociażby wytłumaczenie pochodzenia Serafiny. Takie rozwiązanie do mnie nie przemawia, na dodatek kobieta, która ją o tym uświadomiła, zachowywała się… bardzo dziwnie, cała ta końcowa scena z nią była taka sztuczna. O ile cała książka była ciekawa, tak sama końcówka była tak typowa, że aż westchnęłam. 
Jeżeli chodzi o samą fabułę, podobała mi się, ale jednak czegoś mi tutaj brakowało. Jakiejś dodatkowej akcji. Znacie to uczucie, kiedy nie możecie wynaleźć tego, co konkretnie byście rozwinęli, ale wiecie, że istniał tu jakiś brak, niedopełnienie akcji? To jest właśnie to uczucie.
Ostatnia wada zauważona moimi recenzenckimi oczami – nie widzę tu wyraźnego morału, a morały są ważne dla dzieci. To po prostu historyjka, którą można przeczytać i nie pozostawi po sobie większego śladu w głowach młodych czytelników. Z całej historii zapamiętałam najbardziej samą Serafinę, płaszcz i ten charakterystyczny klimat grozy, który uwidocznił się poprzez męską rękę autora.
Podsumowując. Serafina i czarny płaszcz to miła historia i cieszę się, że odbyłam z nią krótką przygodę. Jednak wiele jest rzeczy, które bym poprawiła, bo nie uważam, że książka jest pełna, a więc i w pełni satysfakcjonująca. Niemniej jednak – na pewno różni się od innych książek z literatury dziecięcej, więc jeżeli chcecie przeżyć coś nowego – zachęcam!

Ocena: 6/10


 Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu:

STREFA DOBRYCH CYTATÓW:

Zaczynała rozumieć, jak trudno jest stwierdzić, kto jest dobry, a kto zły, komu można zaufać, a na kogo musi uważać. Każdy był we własnej głowie bohaterem i walczył o to, co jego zdaniem było słuszne, albo tylko o to, by przetrwać kolejny dzień, ale nikt nie uważał się za złego.

3 komentarze:

  1. Za wiele razy w książkach występuje bohaterka o imieniu Serafina! Mam od jakoś czasu odrazę do tego imienia. Książka wydaję się być ciekawa.

    http://weruczyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię takie książki dla dzieci, bo czytając sama staje sie dzieckiem i totalnie wyłącz się na rzeczywistość :)

    Pozdrawiam Agaa
    http://ilovetravelingreadingbooksandfilms.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarz :)