piątek, 9 czerwca 2017

[Recenzja filmu] "Strażnicy Galaktyki vol. 2"

Tytuł: Strażnicy Galaktyki vol. 2
Tytuł oryginalny: Guardians of the Galaxy vol. 2
Reżyseria: James Gunn
Scenariusz: James Gunn
Obsada: Chris Pratt, Zoe Saldana, Bradley Cooper, Vin Diesel, Dave Bautista, Kurt Russell i inni
Gatunek: Akcja, Sci-Fi
Premiera: 19 kwietnia 2017 (świat), 5 maja 2017 (Polska)
Czas trwania: 2 godz. 16 min.

Opis: Peter Quill z drużyną wyrzutków kontynuuje podróż przez kosmos i jako obrońca galaktyki stawia czoła nowym niebezpieczeństwom. Poznaje także prawdę o swoim ojcu oraz jego dziedzictwie. 
(filmweb.pl)

     Opowieści o komiksowych superbohaterach mają to do siebie, że długo się nie kończą, a to dostarcza wielu okazji, by przenieść ich przygody na ekrany jako seriale - i ciągnąć je, czasami ku wielkiemu westchnieniu niezadowolenia widzów - bądź też filmy. I to dość kasowe filmy. Po tym, jak przed trzema laty Strażnicy Galaktyki, czyli opowiastka o garstce wyrzutków stającymi się obrońcami wszystkiego w kosmosie, zyskali uznanie świata i fanów Marvela, czymś oczywistym było nakręcenie kolejnej części ich przygód. Czy kolejna odsłona była równie ciekawa? Dla kogoś na pewno, ja wypadłam z tego grona już w trakcie oglądania. Dlaczego? Czytajcie dalej.


      Prawie całkowicie to samo grono postaci. Prawie całkowicie ten sam humor i efekty. Co mogło więc pójść nie tak? Niedopieszczony scenariusz zrobił swoje. Tak jak sceny wszelkich walk, do których dochodziło, były zjawiskowe, efektywne i dość barwne - podczas seansu 3D, na którym wylądowałam, naprawdę nacieszyłam oczy intensywnością kolorów poszczególnych scen - tak spokojniejsze sceny fabularne zaczynały się, aby się nie w pełni zakończyć. Brakowało słów, miejscami czułam, że brakuje jakiegoś kadru - może przy montażu coś nie wyszło? Albo komuś się dłoń omsknęła podczas pracy. Niemniej nie do końca jestem usatysfakcjonowana poruszanymi wątkami. Ale o tym za chwilę.
     Jeśli ktoś pamięta bohaterów i ich zachowanie z części pierwszej - nawet jeśli jest to dość mgliste wspomnienie - śmiem donieść, że niewiele się tu zmieniło. Peter Quill nadal jest Star-Lordem słuchającym muzyki z lat osiemdziesiątych i mający w sobie dawne przyzwyczajenia złodzieja i oszusta, Gamora wciąż jest zielona i ma nienajlepsze relacje z siostrą Nebulą. Ta wciąż szuka sposobu na zemstę, Drax pozostaje potężnym fizycznie kosmitą z dziwnym poczuciem humoru i taktu, Rocket nadal używa swoich zabawek, Yondu szuka drogi z powrotem do bycia szanowanym, a słodki Mały Groot jest po prostu uroczy. Jeśli chodzi o postać Ego i powrót Kurta Russella na duży ekran, to muszę przyznać, że trochę tęskniłam za widokiem jego twarzy. Ten uznany aktor ma już taki dorobek i doświadczenie, że na jego grę nie mogę narzekać. Odpowiednia mimika i intonacja oraz okazywanie uczuć wyszły mu całkiem całkiem. Nawet jako zła postać jest w stanie przekonać do siebie widza, za co chylę czoła.
    Z ciężkim sercem jest mi to pisać, ale nawet Mały Groot, ten pocieszny badylek z dużymi oczkami, nie uratował mojej końcowej oceny. Czuję lekkie rozczarowanie, zabrakło mi głębi w tej części lub bardziej - zabrakło nieuciekania od głębi. W momentach, kiedy sceny i dialogi narzucały pojawienie się uczuć, kiedy słowami zbliżano się do rejonu okazywania emocji, bohaterowie dziwnie się wycofywali, wręcz od tego uciekali, jakby bojąc się, że uczucia coś zniszczą w tej historii. A przecież są one częścią życia każdego z nas. Rozumiem, można uchodzić za chłodnego zawsze i wszędzie, ale jeśli osoba dość ekspresywna nagle zmienia się w nadzwyczaj wyizolowaną, to w mojej głowie pojawiają się pytania: Jaki naprawdę jesteś? Czego się boisz? Część druga jest bardziej poświęcona tematyce bycia rodziną i posiadania rodziny niż pościgom i ratowaniu galaktyki (choć o tym nie zapomniano; po prostu zepchnięto na trochę dalszy plan), ale niekoniecznie jest to jej plusem. Jak wspomniałam, kiedy przyszło do mówienia o uczuciach, wycofywano się z tego albo pokazywano to bardzo pobieżnie. A wydaje mi się, że jeśli bierzemy się za coś poważniejszego, to z wszystkim, co się z tym wiąże. Jak widać, nie zawsze tak jest.
     Nie mogę jednak pozostać tylko bezwzględnie krytyczna wobec Strażników. Istnieje bowiem w tej części moment, kiedy ta część mojego serca, która jeszcze nie skamieniała, ścisnęła się z żalu, a do oczu napłynęły łzy. Przez kilka minut naprawdę poczułam się częścią tej bandy wyrzutków i odczuwałam to co oni. Ta jedna długa scena zasłużyła na zapamiętanie i dla niej obejrzę ten film jeszcze raz. Dobrze poradzono sobie również z ukazaniem duetu Peter-Ego. W sprawny sposób pokazano, jak da się manipulować człowiekiem, zaskarbiając sobie jego uwagę poprzez małe niedopowiedzenia, i jak to wykorzystać, by zagrozić nie tylko manipulowanemu, ale i światu, w którym żyje. Poza tym pojawiające się wątki wydawały się niepełne, aczkolwiek starano się tak zawiązać relacje zarówno wśród starych, jak i nowych postaci, by mieć punkt wyjścia dla dalszej kontynuacji.
     Jeśli już się biorę za plusy, to nie mogę wspomnieć o niesamowicie dobrym soundtracku tej produkcji. Jeśli ktoś uważa, że w ostatnich dekadach poprzedniego stulecia nie było dobrych piosenek, to powinien go przesłuchać, jestem niemalże pewna, że zmieni zdanie.
     O scenach walki wspomniałam jako o bardzo efektownych, niestety, ale strasznie mnie nudziły. Ilość wybuchów jest powyżej przeciętnej, wrzaski i okrzyki nie przyciągały mojej uwagi do ekranu, a jedynie wywoływały westchnienie. Było ich dużo, były kolorowe i pełne dynamizmu, ale uważam, że gdyby tylko z którejś zrezygnować, film by na tym za mocno nie ucierpiał. Gdyby też wreszcie powzięto jakieś stosowne decyzje co do relacji Petera i Gamory większe niż w ostatnich scenach, byłabym szczęśliwsza.


     Podsumowując, druga część Strażników to prawdziwe widowisko ze znanymi postaciami, ponowne zetknięcie się z różnymi rodzajami kosmitów, z nowymi bohaterami i relacjami, o rodzinie, choć potraktowane po macoszemu. Jeśli komuś taka kombinacja nie przeszkadza, to polecam obejrzeć.

Ocena: 6/10

6 komentarzy:

  1. Byłam na maratonie "Strażników", bo pierwszej części po prostu nie oglądałam. Nie jestem fanką kosmicznych opowieści, potraktowałam to jako odmóżdżenie pomiędzy codziennością, więc też nie skupiałam się tak bardzo na poszczególnych elementach. O ile na jedynce w pewnym momencie zaczęłam ziewać, tak dwójka spełniła swoje zadanie wyśmienicie. Jednak rewelacją tego bym nie nazwała. A sama relacja Peter-Ego nadal mocno kojarzy mi się z "Gwiezdnymi Wojnami" ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem czy w kinie przeszkadzałyby mi te same rzeczy, co tobie, ale na ogół jestem bardziej pobłażliwa, jeżeli chodzi o filmy (szczególnie w kinie, bo tam chodzę raz na ruski rok i jaram się samym kinem >D). Chciałam iść na Strażników Galaktyki, ale już chyba nie mogę ;___; szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam z moim chłopakiem w kinie na tym filmie i bawiliśmy się dobrze, choć jednocześnie oboje stwierdziliśmy, że czegoś tu zabrakło. Fabularnie niestety jedynka wypada lepiej, choć druga część również nie należy do najgorszych ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Eh, nawet nie oglądałam pierwszej części, a jest już druga :D Szkoda, że trochę cię rozczarowała... Ja jednak mam ochote na te filmy i na pewno obejrzę jedynkę!

    Pozdrawiam!
    zaczytana-w-fantastyce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię filmy Marvela, dla takich fanów chyba każdy dodatkowy film będzie wielką frajdą. Jednak Strażnicy Galaktyki są dla mnie na końcu listy. Można się przy nich dobrze bawić, ale nie zastąpią starej i dobrej ekipy np z Avengersów. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chciałabym powiedzieć, że po wyjściu z kina, pokochałam ten film bez opamiętania, ale. Nie podobało mi się.
    Za dużo przesytu, za dużo suchych żartów, za dużo udziwniania, za dużo... ugh, wszystkiego. Ten film był strasznie przesycony i w porównaniu do 1 części po prostu słaby.
    I jako jedyna nie lubię Małego Groota.
    Pisząc recenzję oceniłabym go pewnie na piątkę, nie więcej. Trochę się zawiodłam, nie ukrywam.

    Ściskam,
    Izzy z Heavy Books

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarz :)