piątek, 12 sierpnia 2016

[Recenzja książki] Marta Kisiel - "Dożywocie"

Tytuł: Dożywocie
Autor: Marta Kisiel
Gatunek: Komedia, literatura obyczajowa
Rok wydania: 2010
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Ilość stron: 369

Lichotka. Dom nad rozlewiskiem to przy niej komórka na graty.
Gotycka rozpusta budowlana, a w środku spełniony sen szalonego stolarza. Jeszcze nigdy w życiu Konrad Romańczuk nie czuł się równie bezradny. On - "Dożywotni" w Lichotce. Rdzenny mieszczuch, wychowany w kulturze betonu, plastiku i ruchomych schodów.
A Licho nie śpi. Licho, czyli Anioł Stróż świętej pamięci budowniczego i pierwszego właścicielka Lichotki. Pomocne, czyściutkie, tylko by prało i pucowało. Wyposażone w alergię na pierze. Wiecznie zasmarkane z tego powodu.
W pozostałych rolach pojawi się: pradawny stwór z głębin odwiecznego zła, ale o kulinarnym zacięciu, widmo panicza-poety, który strzelił sobie w łeb w kapuście, higieniczne utopce, charakterna kotka, cuda i dziwy pomniejsze oraz oczywiście kłopoty.
Doprawdy, najbliższe miesiące w Lichotce zapowiadają się ciekawie. Aż nazbyt, gdyby kto pytał.

     Gdyby ktoś powiedział Ci, że w spadku po zmarłym krewnym, którego nawet dobrze nie kojarzysz, otrzymałeś dom w jakieś totalnej dziurze, jakbyś zareagował? Niedowierzaniem? Śmiechem? Uniesioną brwią? A gdybyś poza domem miał otrzymać także dożywotników: Anioła Stróża, widmo osiemasto/dziewiętnastowiecznego panicza, złego potwora z mackami, utopce i kota, nadal byś się śmiał czy może mina by Ci zrzedła? Z pewnością zastanawiała/byś się, czy z Twoim krewnym było wszystko w porządku.
     Przyznam szczerze, że nie pałam miłością do polskiej literatury - być może wina szkolnych lektur - ale w tym roku postanowiłam się przełamać. Zaczęłam od fantastyki i "Zmorojewa", później przyszedł czas na "Dożywocie", debiut Marty Kisiel. Czy moja imienniczka mnie zaskoczyła, czy może nudziłam się przy czytaniu jej powieści?

     Lubię, kiedy spisana historia oferuje mi coś nienaturalnego, coś, co nada pewną oryginalność. W przypadku "Dożywocia" jest to szerokie grono postaci, których nie można nazwać "szaraczkami". Wystarczy spojrzeć na samego głównego bohatera - Konrad Romańczuk ubiera się na czarno, jest strasznie chudy, zawodowo zajmuje się pisarstwem i w ogóle (prawie w ogóle) nie zwraca uwagi na płeć piękną, choć wśród niej budzi żywe zainteresowanie. Jest pełen ironii, którą stara się walczyć z innymi ludźmi. Jako że uwielbiam sarkastyczne postaci, Konrad szybko zyskał moją sympatię.
     Nie mógł jednak liczyć na moją miłość, gdyż serce moje podbiły dwie inne postaci - Licho oraz Szczęsny. Pierwsze z nich to Anioł Stróż Lichotki. Ma półtora metra wzrostu, celofanowe włosy, chodzi w bamboszach i mówi o sobie w formie "ono". Przypomina kilkuletnie dziecko, a swoją naiwnością i niewinnością wielokrotnie podczas lektury mnie rozbawił. Nie mogłam przejść obojętnie obok jego łez czy wybuchów radości. Pokochałam tego aniołka i tyle. Szczęsny zaś to duch panicza, który z miłości zastrzelił się na polu kapusty. Typowy romantyk, mówi prawie że wierszem i jest nierozumiany przez resztę świata. Szuka dla siebie miejsca i nagminnie działa na nerwy Konradowi. Polubiłam go, bo ogólnie mam wiele sympatii dla postaci tragikomicznych, dandystów czy dekadentów, a doza humoru, którą Szczęsny swoją obecnością ofiarował, rozbawiła mnie do tego stopnia, że książkę odkładałam niechętnie z uśmiechem na twarzy. Tego mi brakowało.
     Pozostałe postaci także mogły liczyć na mój śmiech, kiwanie głową czy przewracanie oczami. Przez całą powieść nie pojawił się ktoś, kto nie zapadłby mi w pamięć czy mnie nie zainteresował. Każdy bohater - nawet jedynie wspominany, który się "osobiście" nie pojawił - miał swój wkład w całość, wpływał na decyzje, prowokował sytuację. Nikt nie był zbędny i za to wielki plus!
     Pani Kisiel poza ukazaniem zabawnej historii porwała się także na pewnego rodzaju próbę nauki, ukazania, że należy walczyć o to, co jest dla nas istotne czy też ważne. Nie możemy pozwolić, by ktoś nami manipulował i udawał, że wie lepiej, jeśli nie jest w podobnej sytuacji lub kiedy chce mieć korzyści z naszej decyzji. To my dbamy o tych, z którymi żyjemy - nawet jeśli są to najbardziej fantastyczne stwory, o jakich słyszeliśmy.
     Komiczne sytuacje i dialogi stanowią o tym, że tę pozycję czyta się wyjątkowo przyjemnie, a towarzyszące emocje to nie irytacja i znużenie, a zaciekawienie, rozbawienie i zachwyt. Wręcz połyka się kolejne strony, chcąc więcej i więcej, a ten głód pozostaje niezaspokojony. Gdybym mieszkała sama, pewnie spędziłabym całą noc na lekturze. A później wyglądałabym pewnie jak Szczęsny po siedzeniu na drzewie i piciu. Nie, chyba lepiej, że mieszkam z rodziną.
     Kolejną zaletą książki jest język. Od dawna wiem, że język polski jest niezwykły - pełen synonimów, pięknych zwrotów, trafnych sformułowań. Ale to, co zrobiła autorka, jest dla mnie mistrzostwem! Nigdy nie spotkałam się z taką zabawą słowem. Nie spodziewałabym się, jak pięknie można opisać taką prostą czynność, jak czytanie. Pani Marcie udało się to oddać w tak pompatyczny sposób, że wybuchłam śmiechem przy tym fragmencie. Nawet nawiązywanie do formy wypowiadania się sprzed kilku wieków nie psuje odbioru, a nadaje swoistego klimatu powieści. Jestem zachwycona.
    Czy jest jakiś minus? Tak. Skończyło się zdecydowanie za szybko. Ale za to w idealnym momencie, który otwiera furtkę na część drugą, która wychodzi w tym roku (z pewnością zrobię wszystko, by przeczytać i zrecenzować).



     Podsumowując: Dałam się uwieść Lichotce i wcale tego nie żałuję! Fantastyczne - dosłownie - postaci, olbrzymia dawka humoru, który prawdziwie bawi, chwile wzruszenia i trzymania kciuków oraz kręcenia głową. Wszystko, co lubię, w jednej powieści. Zakochałam się! Tym bardziej nie mogę się doczekać części drugiej, która wychodzi w tym roku i na pewno dostanie moją recenzję!

Ocena: 9/10

Zapraszam na fanpage ałtorki.

Strefa dobrych cytatów

"Ani chybi masochista, stwierdził skonsternowany Konrad. Ale co, jeśli zacznie łazić i prosić "zbij mnie, zbij mnie, wyrwij mi pierze"? Przecież w łeb mu nie dam, aniołów się nie bije... I co on ma dziś na tej koszulce, Fistaszki!?"

"Panicz zatrząsł blond puklami.
- Nieuczona twa postać, niewymyślne słowa... - prychnął. - Grubianinie! Śmiesz kpić z tortur okrutnego losu, srogiego bólu ducha mego?
- Ja ci ten ból bardzo chętnie pogłębię, powiedz jeszcze słowo..."

"- Szczęsny ma narąbane we łbie jak Cyganka w tobołki - zaczął Konrad. - Celem jego istnienia jest chyba utrudnianie życia wszystkim naokoło, innego powodu nie widzę. Chętnie zamurowałbym go w piwnicy albo utopił w stawie, lecz - rozłożył ręce w geście bezradności - sam pan mówił, widma ukatrupić się nie da. Bardzo nad tym ubolewam.
- Z radością pomógłbym panu ukryć zwłoki (...)"

"Królik, akurat zbyt zajęty myciem pyszczka, żeby odpowiedzieć, łypnął tylko na niedoszłą ofiarę zamachu. Było to łypnięcie z pozoru niewinne, w rzeczywistości jednak kryły się w nim potężne pokłady czystej złośliwości i obłudy właściwej tylko najmniejszym, najśliczniejszym, niby bezbronnym zwierzakom. No i co mi zrobisz, farfoclu jeden? - mówiły czarne oczka. Jestem kwintesencją słodyczy, obiektem zachwytu i czułości, wszyscy się nade mną roztkliwiają i karmią mnie marchewką. A ciebie nie. Możesz mi naskoczyć."

"- Nie jestem pewne, czy tym razem mop i spray na mszyce wystarczą.
- Bo też wcale nie muszą, Licho drogie. Pomyśl tylko. Zgodnie z powszechnie panującym i jakże błędnym poglądem anioły nie istnieją. Jakim zatem sposobem można odebrać komuś coś, co nie istnieje?..."

9 komentarzy:

  1. Brzmi niezwykle zabawnie i sądzę, że "Dożywocie" byłoby dobrą lekturą na poprawę humoru. Zapamiętam ten tytuł! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, zdecydowanie jest tego typu lekturą :)

      Usuń
  2. Ten anioł w bamboszach brzmi ciekawie ;) O autorce już słyszałam, ale nie miałam okazji poznać jej twórczości. Mam nadzieję, że niedługo to nadrobię, bo humor w życiu bardzo się przydaje ;)

    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorąco polecam obie dotychczasowe książki pani Kisiel, humor i akcja z pewnością Cię porwą :)
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  3. Cieszę się, ze jest w końcu recenzja czegoś co nie jest romansem. ;)
    PS. Zróbcie w każdej notce ''czytaj więcej'', bo ciężko przeglądać bloga skoro wszystko jest takie rozwinięte. Przejrzyściej i lepiej to wygląda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego, co się orientuję, połowa recenzji dostała etykietę romans. Zważając na fakt, że ten gatunek zalewa rynek, wiele opinii będzie dotyczyło takich książek.
      Co do post scriptum - po prawej stronie istnieje archiwum bloga, który ułatwia poruszanie się po stronie. Tak nam odpowiada.

      Usuń
  4. KOCHAM TĘ KSIĄŻKĘ. KOCHAM JĄ. PO PROSTU KOCHAM.
    Twoja recenzja jest wprost genialna... Historia o Lichotce i jej mieszkańcach jest zabawna, ciekawa, a co najważniejsze - wciągająca. Czytelnik się nie nudzi - to jest najważniejsze.
    Dobrze, że okładka do tomu drugiego ukazana... Premiera is coming... Nie wiem, co bym zrobiła dłużej bez Szczęsnego. Jak ja go uwielbiam... Mam nadzieję, że się pojawi - że będzie chociaż wspomniany!♥

    Pozdrawiam gorąco,
    Izzy z Heavy Books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, 26 października! A okładka to mistrzostwo! :D Planuję sobie kupić własny egzemplarz, a jeśli to się nie uda, to wypożyczyć, by napisać i jego recenzję.
      Siła niższa!

      Pozdrawiam również! :)

      Usuń
  5. Od dawna chcę przeczytać... Tyle książek tak mało czasu!

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarz :)