środa, 24 sierpnia 2016

#czytamcopolskie czyli 4 mini recenzje polskich książek!

Witajcie! Dzisiaj wszystkie Zniewolone Treścią łączą się w jednym poście po to, aby przekonać Was do czytania polskich książek! Każda z nas napisała krótką zachętę do zapoznania się z powieścią, która poruszyła nasze serca, a pochodzi z naszego ojczystego kraju. Tym samym chcemy Was zachęcić do tego, aby czytać polską literaturę! Bo uwierzcie, w książkowym przemyśle nie tylko dzieła zagraniczne są na wysoką skalę. Udowodnimy Wam to! Już dziś wyrzućcie z głowy wszystkie marne, polskie lektury! Bo przecież życie to nie tylko szkoła.
Udział w akcji zawdzięczamy Isabelle z bloga HeavyBooks. Cieszymy się, że możemy się przyczynić do rozpowszechnienia polskiej literatury. Przy okazji pozdrawiamy i gratulujemy pomysłu oraz włożonej w jego wykonanie pracy!

SadisticWriter


Agnieszka Grzelak - "Herbata szczęścia"
Zawsze wierzyłam w to, że gdzieś w Polsce, w bibliotece lub księgarni, kryje się właściwa książka napisana w moim rodowitym języku. Taka specjalnie dla mnie. Do tej pory wszystkie moje próby były nieudane, ale w końcu trafiłam na coś lekkiego, fantastycznego i… w moim guście. Mowa tutaj o „Herbacie szczęścia” od pani Agnieszki Grzelak. Zawsze się zastanawiałam, jak to w ogóle możliwe, stworzyć tak barwną opowieść! Chodzi mi o te wszystkie kolory, które wręcz wylewały się ze stron książki za sprawą opisów. To tęcza sama w sobie i nie chodzi mi tu tylko o okładkę, która jest wręcz genialna – to ona wraz z tytułem (uwielbiam herbatę!) zwróciły najpierw moją uwagę na targach książek we Wrocławiu. Wydaje mi się, że to malarskie hobby pani Grzelak uczyniło tę książkę kolorową.
      Pomysł był ciekawy, bo oto mamy Szklarkę z Wyspy Sierot (nie zna swojego prawdziwego imienia), która została wychowana na chłodną i bezuczuciową kobietę. Jak się jednak szybko okazało – każda bryła lodu może zostać roztopiona miłością. Szklarka ma za zadanie namalować na szkle... herbatę szczęścia, tylko jak ma to zrobić, skoro nigdzie nie można jej znaleźć, a jej istnienie to po prostu... legenda?
        Powieść ma w sobie nutkę tajemnicy, magii i dużą dozę miłości, która mnie poruszyła, może chwilami nie zaskakuje nieprzewidywalnością, ale czyta się ją naprawdę miło i szybko. Rzadko się zdarza, żeby któryś z bohaterów mnie nie irytował, a tu… wszystkich pokochałam. „Herbata szczęścia” rozpoczyna cykl o nazwie „Blask Coredo”. Czuję, że w moje rączki trafi niedługo druga część serii!  

Cleo M. Cullen


Jakub Żulczyk - "Zmorojewo"
Nie jestem fanką polskiej literatury. To możliwie wina szkolnych lektur, które odrobinę obrzydziły mi dzieła naszych najlepszych pisarzy. Mimo tego w tym roku postanowiłam się przełamać i dać szansę polskiej fantastyce. Trafiło na Jakuba Żulczyka i "Zmorojewo".
      Nie żałuję tej decyzji. Zostałam porwana przez świat, gdzie nasza rzeczywistość istnieje równocześnie z tą o wiele starszą, gdzie Zło jest prawdziwie złe i właśnie budzi się do życia na nowo. Wartka akcja, dobre i naturalne sceny - nawet te makabryczne - barwne postaci i emocje, które pojawiają się podczas lektury. Nie mogłam oderwać się od kolejnych stron i gdybym nie miała tyle na głowie, połknęłabym ją w trzy dni. Nawet Tytus, główny bohater, typowy nerd, zdobył moją sympatię, a jej zazwyczaj wiele dla postaci nie mam. Jeśli chcecie poczuć magię i oddech zła na karku, poznać pewną legendę, liczycie na ciekawy język i akcję, gorąco polecam! Pan Żulczyk mnie nie zawiódł, Was również nie powinien.

Franklin

„Pod mocnym aniołem” Jerzy Pilch
Tytuł większość(choć może się mylę) kojarzy dzięki adaptacji w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego. To jedna z tych książek, które chciałam poznać po wcześniejszym seansie filmowym. Uwielbiam filmy Smarzowskiego, więc kiedy dowiedziałam się o jego nowym dziele bardzo się ucieszyłam. Film zafrapował mnie na tyle, że postanowiłam sięgnąć po pierwowzór. Wiedziałam, że literackie dziecko Pilcha będzie znacznie różniło się od pociechy Smarzowskiego. To nie kwestia intuicji, tylko po prostu przeczucia, które zapewne nie kłębiłoby mi się w głowie, gdyby nie wcześniejsze chwile z dziełami Pana Wojciecha. I tak zaczęła się moja przygoda z Pilchem. Pierwsze co zauważyłam to, to że autor ceni formę, i że czasami substancja może wydawać się drugorzędna. Początkowo nawet uznałam to za wadę, bo jak kiedyś powiedział Szczepan Twardoch liczy się przede wszystkim historia! Nie mniej jak się później okazało pojawiła się również fabuła. Utwierdziłam się w przekonaniu, że film to połączenie potencjału obu twórców. Głównym bohaterem jest Jerzy(alter ego Pilcha). Jak się zapewne domyślacie, albo już wiecie, miał on problemy z alkoholem. Wiemy, że był człowiekiem inteligentnym, oczytanym, nie narzekał na powodzenie u kobiet… Wiemy, co czuł, gdy pił i czego nie czuł, gdy był trzeźwy. Absurdalny realizm, może to paradoksalne stwierdzenie, ale właśnie tak określiłabym twórczość Pilcha. Przewrotność, humor i prawda ujawniona w nieoczywisty sposób. Sam Pilch również był alkoholikiem, stąd tak pięknie oddany realizm duszy chorego.  „Pod mocnym aniołem” to nazwa knajpy, do której Jerzy udawał się tuż po odwyku. Jednak moim zdaniem jest także drugie dno tego tytułu, którego może się domyślacie. (jeśli nie, tym bardziej zapraszam). Uważam, że warto sięgnąć nie tylko po tę książkę, ale w ogóle po twórczość tego autora. Szczególnie polecam fanom Kundery. Forma jako piękno samo w sobie i substancja jako dodatek, który cieszy równie mocno. 


Paula


JAK POWIETRZE – Agata Czykierda-Grabowska

„Cudze chwalicie, swego nie znacie!”- powiedzenie jakże trafne, jeśli chodzi o polską literaturę. Mimo przeświadczenia o cudowności zagranicznych dzieł, warto pochwalić nasze, polskie. Agata Czykierda-Grabowska stworzyła historię może i banalną, ale wyjątkową zarazem. Ukazała polskie realia, osadzając akcję książki w Warszawie. Następuje zderzenie dwóch światów – dwie pokrzywdzone przez los osoby, jedna miłość. Ona z dobrego, bogatego domu, tkwi w toksycznym związku. On z Warszawskiej Pragi, z patologicznej rodziny, utrzymuje swoje rodzeństwo.  Jedne wydarzenia sprawiło, że dwa skrajne światy się połączyły, tworząc coś pięknego. Czyta się ją przyjemnie, trzyma w napięciu. Pomimo przeciwności, młodzi potrafią się zjednać. Wielokrotnie pokazują, że miłość przezwycięża wszystko. Idealna powieść dla tych młodszych jak i starszych.  Uczy i ukazuje oblicza prawdziwej miłości. Idealna na każdą pogodę i porę roku. Po prostu nie możesz przejść obok niej obojętnie. PAMIĘTAJ: Nasze nie znaczy gorsze! Polecam.

11 komentarzy:

  1. Świetna akcja. Wiele polskich czytelników sięga wyłącznie po zagraniczne książki z uprzedzeniami do naszych autorów. A przecież mamy wiele rewelacyjnych, polskich powieści i cudownie, że o tym wspominacie. "Jak powietrze" czytałam i potwierdzam - książka jest warta polecenia. Po resztę wspomnianych tytułów sama chętnie sięgnę. Ja ze swej strony bez dwóch zdań wymieniłabym tutaj także "Szukając tego" Kingi Tatkowskiej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Akcja naprawdę świetna. Szkoda tylko, że za późno się o niej dowiedziałam i nie zdążyłam zapisać, ale i tak cieszę się, że tak wiele osób piszę o naszych rodzimych dziełach. ,,Jap powietrze'' mam na półce i planuje przeczytać jak tylko znajdę czas oraz chęci na romantyczną historię. Przyznam się, że ta okładka jest piękna! Żadna fotka chyba jeszcze nie oddała autentyczności tej książek, która porównuje pod względem graficznym tym zagranicznym, a może nawet je przewyższa!

    Pozdrawiam, Wielopasja

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam żadnej, choć posiadam "Pod mocnym aniołem" i pewnie przyjdzie taki czas, że nadrobię :) Był taki czas, że polską literaturę omijałam szerokim łukiem, ale poczytałam popróbowałam i nie jest źle :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny post :) z chęcią zapoznam się z "Herbatą szczęścia" - te barwy i zimna, nieczuła szklarka :D czuję, że może przypaść mi do gustu. Planuję też przeczytać "Pod mocnym aniołem" i oczywiście "Jak powietrze". "Zmorojewo" na razie odpuszczę, ale i tak czuję się zaintrygowana.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję za post! Miałyście naprawdę świetny pomysł! Jestem tak poruszona, że ludzie optymistycznie podeszli do mojej akcji... Po prostu świetna sprawa! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Najbardziej zainteresowała mnie "Herbata szczęścia" - te kolory intrygują! No i "Jak powietrze" bym przeczytała, bo tyle szumu wokół tej książki w blogosferze, że przydałoby się sprawdzić, czy faktycznie zasłużony ten szum. ;)
    A co do czytania polskich książek, to sama właśnie zaczynam "Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu" i liczę na świetnie spędzony czas przy lekturze. ;D
    Pozdrawiam,
    Amanda Says

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie czytałam żadnej z tych książek jeszcze. Pod akcja podpisuje się rękami i nogami, często widzę w komentarzach, że ktoś nie czyta polskich autorów, bo ma uprzedzenie. A nawet gdyby sparzyć się na kilku książkach, to i tak warto próbować dalej. Na przykład przeczytałam parę kiepskich skandynawskich kryminałów jednak bez uprzedzen siegam po kolejne :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Od dłuższego czasu czaję się na Żulczyka (choć akurat nie na tę pozycję w pierwszej kolejności ;) ), a o "Jak powietrze" słyszałam już tyle dobrego, że chyba w końcu będę musiała po nie sięgnąć ;)

    Pozdrawiam,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Najbardziej zaciekawiła mnie książka "Jak powietrze", planuję ją przeczytać, bo niestety wcześniej nie miałam okazji :) Pozdrawiam i obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny pomysł, słyszałam o tego typu akcji jednak nie wiedziałam,że ma ona szeroko rozpowszechniony pomysł.
    Wszystkie cztery książki przez Was przedstawione są ciekawe i myślę,że po nie sięgnę.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarz :)