piątek, 4 sierpnia 2017

[Recenzja książki] Huntley Fitzpatrick - "Gra miłości"

Autor: Huntley Fitzpatrick
Tytuł: Gra miłości
Tytuł oryg.: The Boy Most Likely To
Gatunek: Literatura młodzieżowa, Young Adult
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 3 lipca 2017 r.
Ilość stron: 464

Opis: Tim Mason jest chłopakiem, który najprawdopodobniej znajdzie po omacku barek z alkoholem, w przyszłości będzie potrzebował przeszczepu wątroby, wjedzie samochodem do domu…
Alice Garrett była dziewczyną, która przede wszystkim na pewno nie umówi się z przyjacielem młodszego brata, wlokącym za sobą spory ciężar przeszłości...
Dla Tima zakochanie się w Alice nie byłoby mądrym wyborem. Dla Alice nie ma nic bardziej przerażającego od zakochania się w Timie. Jednak Tim nigdy nie wybierał mądrze, zaś Alice zaczyna się zastanawiać, czy „mądry” wybór jest zawsze tym najwłaściwszym. Kiedy tych dwoje natknie się na siebie, wpadną po uszy…

Kiedy zobaczyłam, że wydawnictwo Zysk i S-ka wydaje kolejną książkę autorstwa Huntley Fitzpatrick, od razu wiedziałam, że muszę się z nią zapoznać. Cieszyłam się, że znów będę mogła wrócić do rodziny Garrettów, czyli najcudowniejszą i najukochańszą familią pod słońcem, która roztapia nawet najchłodniejsze serca ciepłymi promieniami słońca!
Z dwójką głównych bohaterów mieliśmy już do czynienia w Moim życiu obok. Alice – najstarsza córka Garrettów, pokazała się nam z dosyć mrocznej strony. Chłopaków zmieniała jak rękawiczki, była ironiczna, dosyć nieprzyjemna, chłodna i… odporna na podrywy młodszych od siebie. Tim – był młodocianym alkoholikiem, świetnym manipulatorem i osobą o naprawdę dużej pomysłowości i inteligencji. W Grze miłości obydwoje poznajemy w zupełnie innych odsłonach. Alice staje się niemal zastępczynią swojej matki, która musi zająć się domem i kilkoma innymi rodzinnymi sprawami. Ukazała nam się jako osoba o cesze charakterystycznej dla Garrettów – bezinteresowności. Tim wciąż przyciąga kłopoty jak magnes. Od jakiegoś czasu jest na odwyku, nie pije alkoholu. Wyrzucony ze swojego rodzinnego domu, stara się wyjść na prostą. Co połączyło dwoje tak różnych od siebie ludzi? Co się stało z Alice, która… nagle przestaje być odporna na podrywy Timothy’ego?
Gra miłości to kontynuacja Mojego życia obok, którą spokojnie można jednak czytać jak osobną powieść. To, co jest wspólnego dla tych dwóch książek to humor, duża dawka rodzinnej miłości oraz ciepła. Przez twórczość Huntley Fitzpatrick po prostu się płynie. To taka lekka, wakacyjna przygoda ku pokrzepieniu serc. Udowadnia nam, że nawet mimo wielu popełnionych błędów, możemy wyjść na prostą, a naszą ostoją zawsze będą przyjaciele, rodzina i… ta jedyna, bądź ten jedyny. Jeden z największych plusów tych powieści jest taki, że niesą ze sobą wiele przesłań i każdy może z nich wyciągnąć zupełnie co innego.
Czy Gra miłości dorównała swojemu poprzednikowi? Z powyższego fragmentu można by wywnioskować, ze jak najbardziej, a jednak istnieje małe, a może nawet trochę większe, ale. Historia Alice i Tima podobała mi się w małym stopniu. Garrettowie wciąż pozostają dla mnie rodziną, która wzrusza i bawi – z chęcią poznałabym ich na żywo, bo przysięgam, nigdy w żadnej serii nie spotkałam się z tak kochanymi ludźmi i mogłabym o nich czytać w nieskończoność! Podupadała jednak trochę sama fabuła i koncept miłości. Alice i Tim osobno to bardzo interesujące postacie, obydwoje polubiłam, ale ich związek niestety mnie nie przekonuje. To wszystko stało się tak nagle. Nie ma jasno zakreślonych granic. W poprzedniej części Alice nie zwracała uwagi na Tima, tu nagle zaczęła za nim „latać”. Alison i Timothy szybko zaczęli ze sobą kręcić, umawiać się na randki, potem całować, robić inne rzeczy, a gdzieś w tym wszystkim było jeszcze wyznanie miłości. To nie było coś, co mnie wzruszało i przekonywało, coś co poruszało moje serce jak w przypadku Sam i Jase’a z poprzedniej części. Po prostu to akceptowałam, nic więcej.
Wydaje mi się, że w Grze miłości chwilami leży również fabuła. Przez większość czasu nie dzieje się nic szczególnego. Owszem, powieść wciąż czyta się miło i po prostu się przez nią płynie, ale przydałoby się trochę więcej akcji, czy pomysłowości. Na dobrą sprawę nie ma tu niczego oryginalnego, wiele z tych schematów zostało już wykorzystanych. Wiarygodność historia traci również w tych momentach, kiedy nie ma płynnego przechodzenia z jednego wątku do drugiego. Najpierw Tim rozmawia ze swoją siostrą, a w następnej scenie całkiem znienacka całuje się z Alice. Nie wiadomo nawet z jakiego powodu się spotkali. Po prostu są. Chodzi o to, że wątki często się ze sobą nie łączą, jakby to był zlepek jakichś osobnych historii. To wyglądało tak, jakby autorka nie miała konkretnego pomysłu na fabułę i czasami po prostu od tak dopisywała kolejne fragmenty.
Także Hester, jedna z nowych i istotnych bohaterek tej powieści, pojawia się całkiem znienacka. To, co przekazuje Timowi wbija w siedzenie, ale równocześnie wydaje się być takie… niewiarygodne, dziwne. Na początku nie byłam przekonana co do ich „związku”. Hester bardzo nie polubiłam, ale jej kreacja była naprawdę porządna i przekonująca. Za kreację bohaterów zarówno załych, jak i dobrych, muszę pani Fitzpatrick naprawdę pogratulować. Jest w tym świeta. 
W Grze miłości polubiłam malutkiego Cala – dobrze, nie miał zbyt wielu kwestii, ale to nie zmienia faktu, że chciałabym tego malca do siebie przygarnąć. Uważam, że historia związana z jego istnieniem i całe zakończenie tej niezaplanowanej maskarady to był świetny pomysł. To głównie ten wątek (do którego musiałam się przyzwyczajać przez pół książki) przesądził o tym, że jednak dałam tej powieści szansę. Ostatecznie cała historia okazała się być naprawdę w porządku. Może nie przeczytałabym jej jeszcze raz, ale cieszę się, że się na nią natknęłam. Chociażby dzięki kreacjom poszczególnych postaci, małemu Calowi, czy rodzinie Garrettów.
Gra miłości to urocza, niewymagająca historia odpowiednia na lato. Jeżeli potrzebujesz się odprężyć, pośmiać, poprawić sobie nastrój – ta książka jest dla ciebie! W końcu wszyscy potrzebujemy chwili wytchnienia od cięższych lektur, prawda?

Za egzeplarz recenzencki dziękuję:

Ocena: 6/10


STREFA CYTATÓW:

– Mam coś dla ciebie – odzywa się, przeciskając się obok mnie.
– Czy to coś perwersyjnego? Czy występujesz w tym ty, ja i olejek do masażu?

– Co to prawiczek? – pyta głośno Harry.
– Coś po prawej – odpowiada George głośnym szeptem.

– Czasami… jeśli mamy szczęście… znajdujemy rodzinę w najbardziej nieoczekiwanym miejscu.

(…) Można uprawiać ogród albo sport, ale miłość? Nie za bardzo. Teraz jednak rozumiem. To coś jak podlewanie rośliny i podsycanie ognia. Nie chodzi o wyczarowanie kwiatka z powietrza czy ognia z niczego, lecz o to, że wreszcie, kiedy się już nauczyło, można się cieszyć jego urodą lub ogrzać dłonie przy ognisku, które zbudowało się z pojedynczych patyków.

8 komentarzy:

  1. O, widzę że nie tylko ja ostatnio miałam do czynienia z wątkiem miłosnym, który powstał od czapy i wydawał się naciągany. Dlaczego autorzy tak pragną wciskać takie rzeczy do książki, praktycznie się nie starając? Przecież przez tyle zapisanych stron można wykombinować wiele wariacji, ale po co? Strzelmy miłość między bohaterami tak szybko, bo mam ochotę popisać o całusach i innych, znacznie głębszych doznaniach... ( ͡° ͜ʖ ͡°) Dobra, tak naprawdę miałam na myśli przytulanie, trzymanie się za rączki, czułe rozmowy, wy zboczuszki! :D
    A co do samej autorki oraz jej twórczości, to doskonale wiesz, że nie miałam z nią do czynienia i w sumie nie wiem, czy jest sens rozpoczynać z nią przygodę, tym samym wydłużając sobie listę książek do przeczytania (która rośnie z niezawodną prędkością, której nie powstydziliby się kierowcy formuły 1). No cóż... Pożyjemy, zobaczymy!
    Mam nadzieję, że cię nie zanudziłam. :D
    BLUSZCZOWE RECENZJE

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba sobie odpuszczę, bo jakoś ostatnio bardziej ciągnie mnie ku fantastyce :D Poza tym myślę, że takich „chwil wytchnienia” mogę mieć na swojej półce już za dużo ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. To są chyba moje klimaty. Rzeczywiście czasem trzeba odpocząć od wymagających książek.
    Kochane książki

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety ta książka to zupełnie nie moja bajka ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Możliwe, że w przyszłości zainteresuje się pierwszą częścią jak i drugą ;) teraz nie mam zbytnio czasu na to ;)

    Pozdrawiam,
    Lady Spark
    [kreatywna-alternatywa]

    OdpowiedzUsuń
  6. Też irytuje mnie wpychanie wszędzie wątków miłosnych. Ile ja bym dała za jakąś lekturę bez unoszących się wszędzie amorków!

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię książki z przesłaniem, a jeśli są one przy okazji lekkie to dla mnie taka historia jest dobra. Co prawda rażą mnie kiepskie wątki miłosne lub kiepska fabuła, ale zdarza się przecież, że mimo takich wad historia ma jednak w sobie to coś i nie żałujemy, że się z nią zetknęliśmy. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem okładkowo-tytułową sroką, więc chwyciłabym tę powieść ;)
    http://justboooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarz :)