wtorek, 4 kwietnia 2017

[Recenzja] Dominika Rosik - "Projekt królowa"

Autor: Dominika Rosik
Tytuł: Projekt królowa
Gatunek: Science-fiction
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 27 marzec 2017 r.
Ilość stron: 564

Opis: Godzina 17.00. Emily budzi się w podziemiach szpitala psychiatrycznego. Poznaje siedem osób, których nigdy wcześniej nie spotkała. Nikt nie pamięta poprzedniej nocy. Telefony oraz komputery zostały zablokowane. Z każdą godziną sytuacja zaczyna się pogarszać. Pojawiają się kolejne niewiadome i dzieją się rzeczy, których nie da się logicznie wyjaśnić. Ktoś zmusza bohaterów do gry na śmierć i życie...
Prawda? Złudzenie? Żart? Efekt choroby psychicznej jednego z bohaterów? A może wszystkich? Jedno jest pewne. Uczestnicy eksperymentu muszą poddać się regułom gry, żeby znaleźć wyjście z obiektu. Zwłaszcza, gdy wychodzi na jaw, że każda z uwięzionych osób kłamie.

Co byś zrobił, gdybyś pewnego dnia obudził się w nieznanym miejscu, odciętym od świata zewnętrznego i to na dodatek z obcymi ludźmi, którzy zdają się ukrywać przed tobą prawdę? A gdyby dołączyły do tego halucynacje, dziwne luki w pamięci i nutka wcale nie przyjemnej adrenaliny, spowodowanej walką na śmierć i życie? Z pewnością tylko szaleniec mógłby wymyślić tak psychodeliczną grę i… kto wie, czy tylko szaleniec nie mógłby jej przejść? Ze światem, gdzie rzeczywistość splata się z nierealnymi wizjami, musiała zmierzyć się siódemka różnych ludzi: Emily, Matthew, Alexander, Katia, George, Britta oraz Olaf. Jak się można domyślić – rozgrywka wcale nie była łatwa i nie wszystko szło po ich myśli. Czy mimo tego sobie poradzili?
Z Projektem królowa miałam na początku ogromny problem. Byłam niemalże przekonana, że to będzie gatunkowy majstersztyk. Przemawiała do mnie zarówno piękna okładka, opis, jak i wewnętrzna oprawa składająca się z drobnych elementów wzorniczych, takich jak na przykład szachy. Do czytania zabrałam się z zapałem, który niestety bardzo szybko zgasł. Dlaczego? Wydaje mi się, że to przez pierwszą połowę książki, która nie wnosiła niczego konkretnego do historii. Zaryzykuję stwierdzeniem, że fabuła chwilami była nudna, a nawet w niektórych momentach irytująca z powodu niektórych bohaterów.
Początkowo miałam wrażenie, że wszystkie postacie są takie same i nie posiadają żadnych charakterystycznych cech – pomijając głupiutkiego George’a i wyzywającą Katię. Nie odróżniałam Matthew od Alexandra. Nie mogłam nic powiedzieć o Olafie (akurat w jego przypadku to wrażenie utrzymało się do końca), Ian był dla mnie po prostu bezwyrazowym geniuszem, a Emily… Emily to już inna historia. Była idealnym przykładem stereotypowej bohaterki literatury młodzieżowej, która była ładna, wszystkim się podobała i oczywiście każdy facet na nią leciał. Przy okazji była inteligentna, opanowana, wyjątkowa i chwilami niestety irytująca. Na szczęście moje zdanie o bohaterach z czasem zaczęło się zmieniać. Szczególnie mocno zafascynowałam się chłodnym Alexandrem (pod koniec uznałam, że to moja ulubiona postać), wczułam się w delikatność Britty, polubiłam George’a i nareszcie każdy zaczął coś sobą przedstawiać.
Mam pewien problem ze związkiem Matthew i Emily. Nie lubiłam fragmentów dotyczących ich spotkań. Ten romans wydawał mi się dziwnie sztuczny i nijaki. Myślę, że to kwestia niektórych schematycznych zdarzeń czy opisów. „Była piękna, chciałem dotknąć jej włosów”, „dla mnie była najważniejsza, chciałem ją uratować, nieważne jakie konsekwencje poniosę”, „spadł deszcz, jej łzy mieszały się z jego kroplami” (dlaczego pada akurat zawsze wtedy, kiedy ktoś płacze?!) – to wyglądało mniej więcej tak. Na dodatek obydwoje straszliwie komplikowali swój związek. Szczególnie mocno nie podobało mi się zachowanie Emily. Koniecznie chciała grać niedostępną i była straszliwie niezdecydowana. Miałam chwilami szczerą ochotę zatłuc ją młotkiem. Na szczęście ta sadystyczna chęć nie trwała długo. Do samego końca nie polubiłam tej dwójki, ale przynajmniej w pewnym momencie zaczęłam na nich patrzeć bardziej obojętnie, a nie ze zdenerwowaniem. Osobiście uważam, że gdyby książka była pozbawiona ich „dramatycznych” miłostek, o wiele lepiej przyjęłabym całą historię i oszczędziłoby mi to nerwów. 
Na początku Projektu królowa było o wiele więcej dramatycznego przeżywania związanego z mroczną przeszłością bohaterów, niż jakiejś większej akcji i wyjaśnień. Ten wstęp wydawał mi się zbyt długi i zwyczajnie nudny. Nie mogłam się wczuć. W pewnym momencie prawie całkowicie straciłam wiarę w to, że zacznie dziać się coś konkretnego i przez historię szłam ociężale, niechętnie, co chwila przewracając oczami. Na szczęście nie było tak do końca i tu muszę przyznać, że tu zostałam zaskoczona. Nigdy nie czytałam jeszcze książki, która byłaby tak… nierówna, skrajna w mojej własnej opinii. Chwilami miałam problem z racjonalną oceną. Bo o ile do połowy książki mogę mówić o nudzie, braku akcji i bezwyrazowych bohaterach, tak w drugiej wszystko to, co mi się nie podobało, zostało naprawione. To tak, jakby autorka sama zapoznawała się ze swoimi bohaterami w trakcie pisania, nadając im coraz bardziej barwne cechy, jakby w trakcie miała coraz lepsze pomysły na fabułę. Może sama potrzebowała się rozkręcić, żebyśmy i my zostali rozkręceni? Jej styl wyraźnie się zmieniał. Bo o ile na początku byłam zirytowana, kiedy próbowała nam na siłę tłumaczyć rzeczy oczywiste, jak to, czym są halucynacje bądź na czym polegają szachy, tak później te tłumaczenia stały się naprawdę niezbędne, a przy okazji interesujące.
Na początku niektóre zagadki były oczywiste, a bohaterowie wyciągali wnioski tak naprawdę znikąd, potem nagle wszystko stawało się oczywiste i kiwaliśmy z uznaniem głową, domyślając się wszystkiego razem z bohaterami. Często pojawiały się wzniosłe i mądre opisy przyrody, które zakańczane były niepasującym do całości mądrym cytatem wziętym z życia, potem już tego nie było. Najpierw nie odczuwało się żadnych emocji, potem obgryzało się z nerwów paznokcie. Bohaterowie mówili, jakby byli w jakimś dramacie: „nasz dom tonął we łzach”, „poczucie straty mnie obezwładnia”, potem te wypowiedzi przepełnione tragizmem zniknęły. Istnieje oczywiście możliwość, że przestałam dostrzegać niektóre przywary z tego powodu, że fabuła w końcu mnie zainteresowała lub po prostu się do nich przyzwyczaiłam. Wiadomą rzeczą jest, że kiedy coś nam się podoba, trudniej jest się do czegoś przyczepić i zaślepieni akcją, dostrzegamy coraz mniej błędów.
Pierwsze, co spodobało mi się w książce po długim ciągu bezwiednej nudy były rozgrywki szachowe. Kto by pomyślał, że ich opisy połączone z wizualizacją obrazkową będą potrafiły zaciekawić człowieka, który nigdy do szachów nie mógł się przekonać? Co prawda motyw ludzkich szachów nie był czymś nowym – pojawiał się on m.in. w Harrym Potterze – ale to nie szkodzi, i tak jestem skłonna pokłonić się autorce za tak dobrze wykreowaną i emocjonująca grę.
Drugą największą zaletą Projektu królowa jest motyw psychologiczny. Uważam, że wplecenie w fabułę chorób psychicznych i wszystkich wyjaśnień z nimi związanymi było naprawdę dobre. Dzięki nim ta otoczka stworzona z halucynacji i wspomnień zyskała niepowtarzalny klimat.
Na oklaski zasługuje sam projekt o nazwie królowa. Uważam, że intrygująca postać, jaką jest doktor Stone, bardzo dobrze go poprowadziła. Samo rozwiązanie tego, co działo się z bohaterami może nie było jakoś szczególnie zaskakujące, ale uważam, że zostało to przedstawione w ciekawy sposób i wszystko skończyło się tak, że nie chciałabym niczego dodać czy poprawić.
Podobały mi się również zagadki dotyczące historii postaci, które stopniowo zyskiwały rozwinięcia. Każdy miał jakąś ciekawą „dolegliwość” i interesujące, życiowe doświadczenia. Bardzo podobał mi się George ze swoją historią, zainteresowała mnie również Britta.
Pozwolę sobie jeszcze wrócić do wyjątkowości Emily. O ile na początku wszystko skupiało się wokół jej postaci, tak z czasem zaczęto od niej powoli odchodzić i ostatecznie okazało się, że przytłumił ją geniusz innych bohaterów, dlatego z ulgą odetchnęłam. Na końcu bardziej skupiono się na Matthew i Alexandrze, których umysły, jak dla mnie, mogły zasłużyć na miano wybitnych. Poza tym Emily ostatecznie zapunktowała u mnie swoim buntem i sarkazmem.
Projekt królowa to książka rozwijająca się powoli, która ostatecznie wzbija się na wyżyny gatunku, jednak uważam, że gdyby ukrócić niektóre sceny z początku, łatwiej i przyjemniej byłoby przez nią przejść. Powieść ma przede wszystkim swój własny, niepowtarzalny klimat. Jestem ewidentnie zakochana we wszystkim, co dotyczy psychiki człowieka, dlatego w pewnym momencie musiałam zacząć się zachwycać. Dużo tu filozofii dotyczącej natury i życia człowieka, na którą musiałam pokiwać głową z uznaniem. Przyznam szczerze, jestem ciekawa jak autorka przedstawi całą trylogię. Nie mam pojęcia, co może wydarzyć się w drugim tomie, ale wiedzcie, że będę czekać na niego z niecierpliwością.


Ocena: 6/10

STREFA DOBRYCH CYTATÓW:

Czasami marzenia senne to niekończące się piekło, po którym sam Dante nie pokusiłby się wędrować.

Jakie to typowe dla nas, ludzi. Tak bardzo skupiamy się na swoich problemach, że nie zauważamy, jak inni skrywają się w cieniu własnych tajemnic.

To, że mamy nierówny start wynikający z ograniczeń środowiskowych czy genetycznych, nie decyduje o tym, kim się staniemy w przyszłości.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję:

5 komentarzy:

  1. Jak ja nie lubię schematycznych głównych bohaterek. Jeżeli taka postać jest idealna, że zachwycają się nią nawet hydranty czy dzwony kościelne (to już moje stwierdzenie) to aż się odechciewa czytać. A jak jeszcze dochodzi sztywny wątek romantyczny to już w ogóle. I chociaż ci mówiłam, że być może odpuszczę sobie lekturę to jakiś trybik w mojej głowie naciska na myślenie o tej książce jak o potencjalnym zapychaczu czasu. Chyba chce sprawdzić, jak ja - jako całokształt, a nie tylko ten trybik - zareaguję na treść [Projekt Królowa]. No bo przecież fabuła jakoś mnie intryguje, korci jak dziecko włożenie widelca do kontaktu. I nie, wcale nie piszę tego dlatego, że delikatnie kojarzy mi się z [Alive/Żywi]... :)
    Poza tym piękna sesja fotograficzna. Oddaj mi swój talent! :D
    Pozdrawiam. <3
    BLUSZCZOWE RECENZJE

    OdpowiedzUsuń
  2. Według mnie książka ma rewelacyjny klimat. Przyznaję, że jestem nią zachwycona :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że opinie o tej książce są bardzo podzielone. Cóż, chyba muszę sama sięgnąć i się przekonać czy mi się spodoba. Co prawda widzę, że nie mogę się spodziewać po niej wiele.. ale ze względu na samą fabułę i to, że jestem jej ciekawa z chęcią dam jej szansę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoja recenzja jakoś specjalnie mnie nie przekonuje, ale chyba muszę wyrobić sobie własne zdanie, bo opis mnie intryguje. Do tego autorka ma na imie tak samo jak ja i może nie powinno mnie to zachęcać, to jednak tak jest xD
    zaczytana-w-fantastyce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Z jednej strony, historia brzmi intrygująco, ale z drugiej to nie do końca coś, co teraz chciałabym przeczytać. I widzę, że sporo tu też wad, które raczej by mnie denerwowały w trakcie lektury, więc chyba sobie jednak odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarz :)