niedziela, 26 lutego 2017

[Recenzja książki] Veronica Roth - "Naznaczeni śmiercią"

Autor: Veronica Roth
Tłumacz: Zuzanna Byczek
Tytuł: Naznaczeni śmiercią
Tytuł oryg.: Carve the mark
Cykl: Naznaczeni śmiercią
Tom: 1
Gatunek: Literatura młodzieżowa, science-fiction
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 17 stycznia 2017 r.
Ilość stron: 534

Opis: Na jednej z planet w odległej galaktyce żyją dwa nienawidzące się wzajemnie i walczące o władzę ludy. Losy Cyry i Akosa splatają się brutalnie. Początkowa wrogość przeradza się we wzajemne ukojenie. Kiełkujące uczucie wymaga zaprzeczenia dawnym relacjom, obsesjom, wyobrażeniom. Naznaczeni śmiercią, naznaczeni stratą. Wyzwoleni przez miłość.

Czy zastanawialiście się kiedyś, co byście zrobili, gdybyście znali swoją przyszłość? Gdyby wasz los był z góry ustalony i zawarty w jednym, krótkim zdaniu i na dodatek nie moglibyście go zmienić? Właśnie taka czarna przyszłość rysuje się przed Cyrą i Akosem – dwójką młodych ludzi, którzy pochodzą z wrogich sobie ludów. Obydwoje łączy to, że są niewolnikami okrutnego Ryzeka Noaveka. Cyra jest jego bronią, asem w rękawie, wystarczy jeden jej dotyk, żeby sprawić człowiekowi ogromne cierpienie czy nawet go zabić, Akos służy jako ten, który ma koić jej ból, spowodowany przepływającym przez nią nurtem. Początkowo nieufni i wrodzy, w końcu stają się dla siebie kimś ważnym. Czy razem będą w stanie podjąć walkę przeciwko swojemu przeznaczeniu? Czy uwolnią się spod władzy bezwzględnego Ryzeka?
Są takie książki, które nie wymagają od nas wielkiego skupienia i takie, które trzeba czytać powoli i uważnie, aby niczego nie pominąć, czy po prostu się nie zgubić.  Na takie lektury trzeba mieć czas i chęci. Zazwyczaj do tej kategorii zaliczamy książki fantastyczne z rozbudowanym, alternatywnym światem i fabułą. Spotykamy się z tym, co było nam do tej pory obce, a co zgłębiamy z każdą następną stroną, próbując się do tego przyzwyczaić. Tworzenie nowej rzeczywistości jest ryzykowne. Nie każdy będzie jej zwolennikiem, niektórzy będą mogli ją szczerze znienawidzić lub uznać, że jest przekombinowana.
„Naznaczeni śmiercią” to książka, którą nie mogę do końca racjonalnie ocenić, gdyż w pewnych kwestiach nawet nie mogłam wyrobić sobie o niej opinii. Znacie to uczucie, kiedy czytacie coś zupełnie nowego, czego do tej pory nie było i nagle głupiejecie, bo nawet nie macie pojęcia, co o tym wszystkim sądzić? I nieważne, że przeczytacie jedną stronę pięćdziesiąt razy pod rząd, z każdym następnym razem będziecie mieli w głowie coraz większy mętlik.
W swoim życiu przeczytałam naprawdę mało książek związanych z kosmosem, ale wystarczająco dużo, żeby uznać, że we wszechświecie może dziać się zupełnie wszystko. W „Naznaczonych...” naprawdę dzieje się… wszystko. Nie zrozumcie mnie źle, jestem zachwycona odmiennością świata wykreowanego przez Veronicę Roth, ale jednocześnie uważam, że tego wszystkiego jest aż za dużo. Z jednej strony mamy pięknie wykreowany świat, skupienie się na szczegółach, zwyczajach i poszczególnych planetach, a z drugiej strony zbyt wiele informacji, które przytłaczają kiepską fabułę. Jeżeli mam być szczera, nie pamiętam już co dokładnie działo się z bohaterami, za to mogę przywołać w głowie różne obrazy, o których pisała autorka. Myślę, że w pewnym momencie za bardzo skupiła się na kreowaniu świata, choć rozumiem, że intencje były dobre i całkiem nieźle zaowocowały.
Gdy zaczęłam czytać „Naznaczonych…”, byłam lekko zdezorientowana poszczególnymi imionami bohaterów. Myślałam, że po pewnym czasie do większości z nich się przyzwyczaję, ale gdy tylko zaczynałam czytać je na głos – sama wielokrotnie wybuchałam śmiechem. Dwójka głównych bohaterów – Cyra i Akos, nie mają tak dramatycznych imion (choć Cyra kojarzy mi się z syrą i nic na to nie poradzę), ale Ryzek, Zosita Surukta, Zetsyvis, Yma i inne dziwactwa, przypominały mi jakieś dzikie plemiona ukryte w dżungli, które wykrzykują do siebie to, co im ślina na język przyniesie. Spróbujcie usiąść i wykrzyczeć dziwne zlepki liter, które przyjdą wam do głowy. Nie brzmią podobnie?
Długo nie mogłam się wciągnąć w historię, ale gdy w końcu mi się to udało, książkę czytało się nawet przyjemnie. Po prostu przyjemnie, bo żadnych ekscesów nie było. Brakowało mi trochę emocjonującej akcji, brakowało mi spójności w fabule i oryginalności zdarzeń. Miałam wrażenie, że akcja została rzucona na wiatr – i niech się dzieje wola nieba! Tu zrobimy tak, tam tak, o, tu coś się jeszcze dorzuci. Nie zrozumcie mnie źle. Były momenty świetne, przy których nawet się uśmiechałam, ale były też takie, których nie mogłam zrozumieć i zastanawiałam się: po co?
Trudniej jest polubić książkę, kiedy nie masz w niej bohaterów, których po prostu lubisz. Do połowy lektury nie miałam żadnego faworyta, potem choć trochę udało mi się polubić Akosa – chłopca, który był łagodny i całkiem zwyczajny, uroczo naturalny i prawdziwy. Nienawidził zabijać, choć czasem musiał to robić i tu plus dla autorki za to, że nie uczyniła z niego super zabójcy, a po prostu nastolatka, który straszliwie przeżywał każdego zabitego przez siebie człowieka. Za Cyrą nie przepadałam chyba do samego końca, chociaż muszę przyznać, że jej kreacja była ciekawa. Mniemam, że specjalnie została wykreowana na kogoś takiego, kogo ciężko będzie polubić – w końcu pełniła rolę zabójczej broni brata. Irytowało mnie chwilami, że autorka co rusz stara się pokazać, że Cyra bardzo, ale to bardzo cierpi – z drugiej strony rozumiem, że było to konieczne, w końcu na tym opierała się jej moc – na cierpieniu. Na szczęście szybko się do tego przyzwyczaiłam.
Reszty bohaterów już prawie nie pamiętam, po prostu byli, mieli jakieś cechy i tak naprawdę czytałam o nich z obojętnością. Nawet Ryzek, który kreował się na potężnego władcę Shotet pozostał dla mnie obojętny. Jedyne co mocno zapamiętałam, to moce poszczególnych bohaterów, bo naprawdę były genialne!
Sama relacja pomiędzy Cyrą a Akosem wydawała mi się być początkowo bardzo sztuczna. Były momenty, kiedy się uśmiechnęłam, ale ostatecznie nie polubiłam ich jako pary i w sumie uważam, że książka obeszłaby się bez tych romantycznych wstawek między nimi. Całe szczęście, że przynajmniej zmiany, które w nich zaszły były dobrze opisane.
Jeżeli miałabym przypisać „Naznaczonym śmiercią” kolor, byłby to szary. Mimo przedstawienia niektórych rzeczy jako barwnych, ja wciąż przed oczami miałam szarość. Myślę, że to właśnie kwestia dosyć słabej fabuły. Samo zakończenie sprawiło, że usiadłam na krześle i ze zmarszczonym czołem zastanawiałam się: dlaczego to się tak kurna kończy? Nie można było przedstawić tego jakoś inaczej? Nie można było czegoś jeszcze dodać? Mocno się zawiodłam.
Książka ostatecznie nie była zła, spędziłam z nią całkiem miłe chwile, jednak mam wątpliwości co do tego, czy chciałabym się brać za następne części tej serii. Może zrobię to z ciekawości – w końcu pierwszy tom mógł służyć właśnie temu, aby dogłębnie zapoznać nas ze światem, w drugim akcja może gonić akcje, ale tylko... może, bo nie przewidzimy jak będzie.
Nie będę jej polecać, bo nawet nie wiedziałabym komu, jedyne co mogę zrobić to zostawić swoją i tak dosyć wysoką ocenę z mętną recenzją w komplecie. Szóstka – głównie za wykreowany świat i uroczego Akosa.

Ocena: 6/10


STREFA CYTATÓW:

 Nie wybierałam krwi, która płynie w moich żyłach – odparłam. – Tak jak ty nie wybierałeś swego losu. Ty i ja jesteśmy tym, czym nas uczyniono.

 Nie ma miejsca na honor, gdy chodzi o przetrwanie.

 Cóż, każdy z nas czasem czuje strach. – Westchnęłam. – Ci gniewni nawet częściej niż pozostali.

6 komentarzy:

  1. Nie wiem czy ja też nie pogubiłabym się w natłoku wydarzeń i wątków. Ale nie mówię nie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jest to powieść, którą bardzo chciałabym przeczytać, więc bez żalu sobie ją daruję, jeśli nie jest angażująca. Dobrze, że autorka skupiła się na przedstawieniu świata, ale o emocjonującej fabule też powinna pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam jeszcze ale jakoś nie ciągnie mnie do niej. Myślę, że ją kiedyś przeczytam ale nie w najbliższym czasie :)

    Pozdrawiam Agaa
    http://ilovetravelingreadingbooksandfilms.blogspot.com/2017/02/13-recenzja-skam.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Veronica Roth wywołuje u mnie mieszane uczucia po tym, jak przeczytałam trylogię "Niezgodna". Dlatego dosyć sceptycznie podchodzę do tej książki. Jednym się podoba, drugim nie. Myślę jednak, że ostatecznie po nią sięgnę, aby wyrobić sobie własną opinię.
    Pozdrawiam xx
    http://absolutnamaniaczka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm, ocena mieszana, ale sięgnąć i tak sięgnę, bo wygrałam ją niedawno w konkursie i jednak ciekawi mnie ta historia. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moją opinię na temat tej książki już znasz, więc nie będę ci jęczała o tym raz jeszcze. Ale powtórzę ci to, co już pisałam do Ciebie prywatnie: gdybyś znała inne dzieła Roth to zapewne zmieniłabyś zdanie pod względem kreacji bohaterów i świata. ^^
    Pozdrawiam! <3
    BLUSZCZOWE RECENZJE

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarz :)