sobota, 12 listopada 2016

[Recenzja książki] Joanna Stańda - "Bankiet wysuszonych kasztanów"

Autor: Joanna Stańda
Tytuł: Bankiet wysuszonych kasztanów
Gatunek: Literatura współczesna
Wydawnictwo: Pyschoskok
Liczba stron: 144

Opis: Historia dzieje się w sali szpitalnej, gdzie spotyka się pięć przypadkowych kobiet o przeróżnych profilach osobowościowych i doświadczeniach życiowych. Tytuły rozdziałów są chronologicznym zaprezentowaniem kim i kiedy ta szpitalna sala się wypełniała. 

Po opisie „Bankietu wysuszonych kasztanów” spodziewałam się grona starszych, wesołych pań, które wpadną na pomysł zorganizowania bankietu, żeby umilić sobie pobyt w szpitalu geriatrycznym – to właśnie dlatego chwyciłam za tę książkę. Jestem osobą, która panicznie boi się starości. Chciałam w tej lekturze znaleźć pokrzepienie dla duszy,  jakąś dobrą wiadomość, że bycie człowiekiem w podeszłym wieku nie musi być złe, nudne czy pozbawione barw. Czy znalazłam to, co chciałam? Po części i tak i nie, wszystko zależy od punktu widzenia i nastawienia. Morał nie jest oczywisty. My sami go sobie musimy dopowiedzieć.
„Bankiet…” to przede wszystkim książka, która ukazuje realia życia starczego. Choroby, samotność, przyzwyczajenia, wspomnienia z lat młodzieńczych i ułomności, przeszkadzające w życiu codziennym. Ukazane w niej bohaterki zasługują na miano dosyć dobrze wykreowanych postaci. Choć pań jest sporo, z łatwością je zapamiętamy, właśnie ze względu na charakterystyczne cechy.
Jako pierwsza do szpitala przybywa pani Kuruc – typowa, samotna, wiecznie narzekająca na wszystko babcia, która interesuje się cudzym życiem, potem dla kontrastu witamy na oddziale panią Kobel – energiczną panią z gestami nastolatki, która nie chce przebywać w szpitalu, bo ma dużo roboty w ogródku. Następna jest pani Mirela – nienagannie dbająca o siebie babcia, która chwilami zachowuje się jak diva, wokół której każdy ma skakać. Do pań dołącza w pewnym momencie Anastazja – wykształcona babcia z bogatego domu. Na końcu niespodzianka – zaledwie czterdziestoletnia Oliwia, mocno kontrastująca z resztą pań charakterem i przysposobieniem do życia. Myślę, że jest znaczącą postacią w fabule – autorka najwyraźniej chciała pokazać, jak wielkie są różnice w postrzeganiu świata przez starszych ludzi i tych odrobinę młodszych.
Mimo dobrze wykreowanych postaci i ich historii, muszę jednak przyznać, że fabuła chwilami nudzi. Tu tak naprawdę nic się nie dzieje. Babcie rozmawiają o życiu, przeżywają wizyty pielęgniarek, lekarzy, smęcą, narzekają, czasem się pokłócą. Muszę przyznać, że czułam się, jak podczas spotkań starszyzny w rodzinie. Lubię je, naprawdę, ale czy nadają się one na to, aby stworzyć z nich całą książkę? Powątpiewam. Uważam, że mimo wszystko, przydałoby się tej lekturze odrobina akcji. Niedużo, bo to jednak starsze panie, ale wzbogacić to jakimś smaczkiem można by było, bo przez cały czas mam wrażenie, że czegoś tutaj brakuje.
Jeżeli chodzi o motyw bankietu. Okazał się on być zaledwie wąskim wątkiem przy końcu książki i to wcale niezorganizowanym przez nasze starsze bohaterki. Czułam się zawiedziona. Na dodatek nagła przemiana Oliwii, która miała wpływ na bankiet, nie była dla mnie wiarygodna.
Przejdźmy teraz do stylu autorki. Tu nie mam większych zastrzeżeń. Pani Jańda naprawdę zaskakuje swoim stylem! Pisze ładnie, przejrzyście i dobrze opisuje – wielki plus za porównania, jednak za błędy – mały minus. Gdzieś w tekście dostrzegłam brak poszczególnych znaków interpunkcyjnych, np. okazuje się, że cudzysłów potrafi znikać, gdzieś mógł również umknąć jakiś akapit, przecinek. Błędów ortograficznych nie było, ale znalazłam dwa niuanse, które mnie zastanawiały. Dlaczego autorka nie użyła polskiego określnika angielskiego słowa „gadget”? I zdanie, które poraziło mnie jak prądem: „– Pani… – ordynator – kurdupelek podszedł…”. Co nie gra? Chociażby to, że po wielokropku słowo ordynator nie zaczyna się z dużej litery (a zdanie nie było przecież kontynuowane). Na dodatek „ordynator – kurdupelek” to uraza dla ortotypografii. Takie stwierdzenia pisze się z dywizem, nie półpauzą i bez spacji, czyli: ordynator-kurdupelek. Takich niuansów jest w całości kilka i niestety rażą w oczy.
Podsumowując. Jeżeli chodzi o postacie, styl autorki, prostą okładkę, a także tytuł – plus, jeżeli zaś chodzi o fabułę i błędy – minus. Jestem raczej osobą, dla której styl pisania autora jest już w samym sobie wielką piątką w dziesiątce. Lubię zabawę słowem i uważam, że w tym przypadku ratuje to wątłą fabułę. Tak więc nie pozostaje mi nic innego jak wydać werdykt:

Ocena: 5/10

STREFA DOBRYCH CYTATÓW:

– Nie mam czasu na chorowanie! – jęknęła do samej sie­bie, a po namyśle dodała filozoficznie: – Nie mam czasu na starość!

– Muszę wrócić do domu! Muszę wrócić. Zostawiłam
otwarte okno!
– Może pomylili oddziały i przywieźli ją tutaj zamiast do
psychiatryka! – pomyślała pani Kuruc.

Za ebooka, dziękuję 
wydawnictwu:

6 komentarzy:

  1. Nie czytałam nic tej autorki, ale chętnie spróbuję czegoś nowego :)

    Buziaczki! ♥
    Zapraszam do nas 😍
    Świat oczami dwóch pokoleń

    OdpowiedzUsuń
  2. Boisz się starości? Naprawdę? Ja tam się bardziej boję tego, że obudzę się w trakcie własnego pogrzebu i wystraszę wszystkich, doprowadzając parę osób do śmiertelnego zawału. To jest dopiero strach! :D
    Ale teraz tak na serio.
    Pierwszy raz słyszę o tej książce i muszę przyznać, że jakoś nie jestem nią zainteresowana. Czytanie o szpitalnych perypetiach starszych pań jakoś do mnie nie przemawia. Zazwyczaj przez okres wakacyjny miewam pod oknem kreatywne rozmowy sąsiadek, których w większości nie chciałabym słyszeć, także wiesz... Odpuszczam sobie ten tytuł.
    Pozdrawiam. <3
    #Ivy z Bluszczowych Recenzji

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, to chyba tytuł nie dla mnie. Jeśli nudzi, to jak na razie mam dosyć takich książek. Ale przyznam, że też obawiam się starości i wręcz przeraża mnie myśl, że czas płynie tak szybko i nim się obejrzymy, a całe życie będzie już za nami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawsze robi mi się smutno, kiedy myślę o starości. Niemniej nieraz sięgam po powieści poruszające ten temat - jednak "Bankiet wysuszonych kasztanów" zupełnie nie intryguje mnie, gdyż nie trawię nudnych historii.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta przygoda czytelnicza jeszcze przede mną. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarz :)