środa, 30 listopada 2016

[Recenzja książki] Abbi Glines - "Przypadkowe szczęście"


Autor: Abbi Glines
Tłumaczenie: Agata Żbikowska
Tytuł: Przypadkowe szczęście
Tytuł oryg.: Twisted Perfection
Seria: Rosemary Beach, Perfection
Tom: 1
Wydawnictwo: Pascal
Gatunek: literatura współczesna, New Adult
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 320
   
Opis: Życie poza domem jest dla Delli Sloane nowym doświadczeniem. Mroczne sekrety jej przeszłości nie były czymś, czym miała ochotę się dzielić z kimkolwiek. Nigdy by nie zrozumieli. Woods Kerrington nigdy nie był tym, którego przyciągały słabe kobiety. Wydawało mu się, że z nimi trzeba obchodzić się jak z jajkiem. A jemu nie chodziło o zaangażowanie, tylko o przyjemność. Noce pełne niegrzecznych zabaw to dokładnie to, co chciał, kiedy lustrował wzrokiem każdą gorącą laskę jaką spotkał na swojej drodze. To, z czego nie zdawał sobie sprawy to to, że ona była krucha od pierwszego spotkania. Beztroska dziewczyna, która nie przejmuje się tym, co świat o niej myśli, była bardziej krucha niż mógłby sobie kiedykolwiek wyobrazić…
                                                                   (źródło opisu: bookgeek.pl)

  Miłość potrafi przyjść niespodziewanie i w postaci kogoś, kogo na pierwszy rzut oka nie podejrzewalibyśmy o to, że może stać się obiektem naszych najgłębszych uczuć. Miłość jest niby prosta, a tak wiele komplikuje. Co się stanie, jeśli pokocha się kogoś, kogo poznało się właściwie przypadkowo, a znajomość zaczęła się od przygodnego seksu? Czyjeś życie z pewnością wywróci się do góry nogami.
     Chciałabym móc powiedzieć, że poczułam się zaciekawiona pierwszymi zdaniami
i wydarzeniami książki, ale byłoby to wierutne kłamstwo. Prawdę mówiąc, po szesnastej stronie zatrzasnęłam ją z głośnym westchnięciem kogoś, kto już wie, że pewnie będzie się męczył podczas dalszej lektury. Nie potrafiłam wczuć się w głównych bohaterów  za to oni wczuli się w siebie  dodatkowo płytkie dialogi skutecznie mnie zniechęciły. Nie jestem jednak osobą, która potrafi porzucić książkę na wieki wieków, dlatego po wzięciu głębszego wdechu i chwili na zregenerowanie serca, powróciłam do tego literackiego dzieła.
     Nie mogę napisać, że powieść zyskała moją sympatię i aprobatę. Po przeczytaniu opisu chciałam dać szansę Abbi Glines i na własnej skórze przekonać się, że nie jest to namiastka Pięćdziesięciu twarzy Greya. I choć Della, główna bohaterka, nie ma życia podobnego do Any, dla mnie jest do niej bardzo podobna i to wywołuje u mnie westchnięcie. Postać ze swoją przeszłością miała potencjał na naprawdę dobre i dość głębokie pod względem psychologicznym sceny, ale niewiele z tego wyszło. Poza tym cholernie (przepraszam za słowo, ale ono najczęściej oddaje moje negatywne uczucia) denerwujące było to niezdecydowanie co do uczuć dla Woodsa. Z jednej strony Della twierdziła, że jest jej przyjacielem, z drugiej, że przecież się nie znają i łączy ich tylko seks. No kurde no! Strasznie mnie tym irytowała, na tym polu pan Kerrington wypadał lepiej  po pierwszej fazie, kiedy to ewidentnie zależało mu na jej ciele (a dokładnie na "ciasnej cipce"), do tego pragnienia doszła także chęć poznania jej i bycia przy niej, z nią, w związku. On też mnie denerwował, zwłaszcza swoją zaborczością, ale cóż  polubiłam go nieco bardziej niż Dellę Sloane, choć to ona mogła być gwiazdą tej historii. Wood był arogancki i często myślał nie tym organem, co trzeba, ale jakoś umiał się ukierunkować, jego głowy nie zaprzątały myśli "co by było, gdybym zechciał inaczej".
      Myślałam, że nie będzie tu akcji niczym z Pięćdziesięciu twarzy Greya, jak widać w powyższym akapicie, jest ona, ale tak właściwie to jest znacznie gorzej. Nie ma tu jedynie podobnych postaci - wspomnę, że pojawiają się prawie że identyczne dialogi jak w powyższym dziele. Do tego dochodzi też klimat niczym ze Zmierzchu. Myślałam, że powieść czymś się wyróżni, ale nie. Nawet wśród drugoplanowych postaci nie ma kogoś naprawdę ciekawego, choć dwoje bohaterów próbowało się wyłamać z tego schematu. Więzi międzyludzkie nie są dość silne ani interesujące, bym jakikolwiek wątek obserwowała z bijącym sercem i wstrzymanym oddechem. A przechodzenie z jednej sceny w kolejną miejscami przypominało skakanie palcem po mapie. Nie lubię takich zabiegów, więc myśl o porzuceniu książki ponownie się pojawiła, choć nie została spełniona.
     Język jest prosty, kolokwialny, a wszelkie afery i skandale opisane tak, że nie każą się zastanowić nad tym, jak bardzo są poważne i jakie mogą mieć konsekwencje. Przez Przypadkowe szczęście przechodzi się z beznamiętnym wyrazem twarzy, a przy scenach seksu unosi się brew i ze zwątpieniem pyta: "to naprawdę tak wygląda?". Osobiście podziwiam osoby, które nie boją się wziąć za erotyki i stworzyć coś wywołującego porządne rumieńce na twarzy czytelnika, ale jeśli nie potrafi się realistycznie i z zachowaniem umiaru, bez patosu opisywać intymnych aspektów ludzkiego życia, to czy w ogóle warto?
     Nic w Przypadkowym szczęściu zbytnio mnie nie zaskoczyło. Jedynym ciekawym wątkiem wydawała mi się choroba matki Delli i to, jak bardzo wpłynęła ona na życie dziewczyny, która będąc w końcu wolną, wyrusza w samotną podróż po kraju. Nie mam zamiaru zbytnio pomstować nad tym, że kto to widział dziewiętnastolatkę przemierzającą w pojedynkę Stany Zjednoczone, bo pewnie jest to w jakimś stopniu prawdopodobne, ale żałuję, że nie poświęcono tejże przeszłości więcej uwagi. Poza koszmarami i budzeniem się z krzykiem chętnie poczytałabym o jeszcze innych wpływach traumy.

(źródło: http://ksiazka-od-kuchni.blogspot.com/)

     Podsumowując, powieść Abbi Glines to książka, po którą sięgnąć mogą ci, którym nie zależy zbytnio na czymś głębszym, a na chwili oderwania się od innych, cięższych lektur. Jeśli nie zrażają was liczne sceny seksu ani płytkość, ukazanie amerykańskiej rodzinki niczym z filmu, to książkę polecam. Wszystkim innym proponuję popukanie się w głowę i odłożenie powieści na bok. Gdybym mogła cofnąć czas, przeznaczyłabym go na coś innego.

Ocena: 3/10

STREFA DOBRYCH CYTATÓW:

Wiedziałem, że Tripp nie żałował nawet jednej spędzonej na grze minuty. Miałem tylko nadzieję, że zebrał odpowiednią ilość wspomnień, by wystarczyły mu na resztę życia, bo to jedyny raz, kiedy przebywał z nią sam na sam.

Czasami nasze niedoskonałości sprawiają, że stajemy się wyjątkowi.

Jedyną rzeczą, jakiej powinniśmy się bać, jest sam strach.

Jest na świecie ktoś, kto cię pokocha. Kto będzie cię pragnął dla samej ciebie. Nie zadowalaj się czymś gorszym.

Nie potrafisz kalkulować i zachowywać się egoistycznie. Sprawiasz, że chcę stać się lepszy.

3 komentarze:

  1. Czyżby przyszło mi dodać pierwszy komentarz pod tą recenzją? Dziwne...
    Ja dopiero niedawno odważyłam się sięgnąć po powieść erotyczną, ale to ze względu na odmienność występującą w fabule (motyw homoseksualny). Co jak co, ale sceny seksu opisywane niczym z automatu raczej nikomu nie służą, co można zauważyć po Twojej recenzji. Automatycznie wyczuwa się Twoje zniesmaczenie tym tytułem. Jakby nie patrzeć mamy podobny gust, więc będę omijać to cudo szerokim łukiem. Nie chcę przechodzić przez taką udrękę i strasznie ci współczuję, że Ty byłaś zmuszona to znosić.
    Pozdrawiam. :)
    #Ivy z Bluszczowych Recenzji

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bym nawet nie sięgnęła po tę historię po samym opisie od wydawcy. Takie historie to zupełnie nie moje klimaty, a jak widzę, też i nie Twoje, skoro książka Ci się nie spodobała. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, oj jak nisko. Ja uwielbiam książki Abbi, ale o tej jeszcze nie słyszałam i muszę się z ciekawości dowiedzieć na własnej skórze czy rzeczywiście tak źle.

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarz :)