niedziela, 27 listopada 2016

[Recenzja filmu] Doktor Strange

Tytuł: Doktor Strange
Tytuł org.: Doctor Strange
Reżyseria: Scott Derrickson
Gatunek: Fantasy, przygodowe
Premiera: 26 października 2016 (Polska), 20 października 2016 (świat)
Czas trwania: 1 godz. i 55 min

Opis: Marvel Studios przedstawia film „Doktor Strange” opowiadający historię światowej sławy neurochirurga, dr Stephena Strange’a, którego życie odmienił tragiczny wypadek samochodowy, odbierając mu sprawność w rękach. Kiedy tradycyjna medycyna zawiodła, w poszukiwaniu uzdrowienia i nadziei, Strange trafia do tajemniczej samotni zwanej Kamar-Taj. Tam szybko orientuje się, że nie jest to jedynie ośrodek kuracyjny, ale przede wszystkim miejsce walki z niewidzialnymi, mrocznymi siłami dążącymi do zniszczenia naszej rzeczywistości. Wkrótce – uzbrojony w nowo nabytą magiczną moc – zmuszony będzie wybierać pomiędzy powrotem do dawnego życia w bogactwie i sławie, a próbą obrony świata jako najpotężniejszy czarodziej w historii.
[https://multikino.pl/pl/filmy/doktor-strange]

Wszyscy wiemy kto to jest Hulk, kapitan Ameryka czy Iron Man, a czy ktoś z nas wiedział, że istnieje taki superbohater jak doktor Strange? Postać, która nie walczy o dobro i pokój na świecie, a rozprawia się z siłami zła w zupełnie innej rzeczywistości, niewidocznej gołym okiem dla człowieka. Osoba, która nie jest owiana sławą jak Avengersi i prawdopodobnie nie będzie. Czy choć trochę im dorównuje?
Stephen Strange to znany neurochirurg. Dba tylko o własny byt i pieniądze, jest zadufany w sobie i pewnie niejeden z nas chciałby go na początku fabuły walnąć czymś ciężkim w łeb. Jego życie zmienia się w momencie, gdy ulega wypadkowi samochodowemu. Ma na tyle uszkodzone nerwy dłoni, że nie jest w stanie pełnić już roli chirurga. Stephen uparcie szuka rozwiązania. Po wielu nieudanych  próbach znalezienia lekarza, który przywróciłby go do dawnej świetności, natrafia na świątynię znajdującą się w Tybecie. Tyle, że ludzie, którzy tam zamieszkują nie chcą go wyleczyć, a… otworzyć jego umysł na inny świat, znajdujący się poza przestrzenią zwyczajnych ludzi. Tak oto doktor (byle nie mistrz!) Strange, zaczyna szkolenie. Już w niedługim czasie przyjdzie mu się zmierzyć z mrocznym Dormammu pochłaniającym światy.
Pierwszym co zachwyciło mnie w tym filmie były efekty specjalne. To dla nich głównie idzie się do kina na Doktora Strange'a. Chyba jeszcze nigdy wcześniej nie widziałam tak znakomitej gry efektów! Te zmieniające ułożenia miasta, lustrzane światy, skoki pomiędzy wyrwami w budynkach, rozpadające się na kawałeczki budowle i dynamiczne walki, świetlista magia, wybuchające kolory! To naprawdę robi niesamowite wrażenie! Jeżeli zaś chodzi o fabułę, jest już trochę gorzej. Nie zrozumcie mnie źle. Film dosyć mi się podobał, szczególnie na samym początku, kiedy to wszystko płynęło powoli i mogliśmy wdrożyć się z odpowiednią prędkością w dziejącą się akcję. Dopiero potem wszystko nagle… przyspieszyło. Aż za bardzo. Wyobraźcie sobie gościa, który nie chce już dłużej walczyć ze złem. Krzyczy i denerwuje się, czuje się oszukany. Nagle doktor Strange rzuca do niego jedno zdanie, a on bez słowa idzie walczyć z wrogami. Nie dyskutuje. Już dawno nie widziałam filmu, w którym akcja tak szybko pędzi do przodu! To odejmuje trochę klimatu, bo sceny robią się nagle mało logiczne w przejściach. Jak to bywa również w filmach o superbohaterach, było wiele zadziwiających momentów, na które ludzie wokół nie zwracali uwagi. Przykładowo: czy to nie dziwne, że w jednej z sal operacyjnych znajdujących się obok recepcji coś wybucha? Nie, gdzieżby znowu! To przecież szpitalna codzienność.


Podróż do kina w Głogowie na seans 3D, dobre towarzystwo, popcorn i nachosy!

Humor filmu. Myślicie, że mnie zadowolił? Nie, wręcz zawiódł. Wiele z żartów było po prostu niepotrzebnych i dziwnych. Na dodatek często pojawiały się w nieodpowiednich momentach, niszcząc nastrój fabuły. Na szczęście humoru nie było tam tak wiele, więcej mieliśmy akcji. Całe szczęście, bo przynajmniej oglądając ten film nie mogłam się nudzić!
Muzyka. Tu chyba nikogo nie zaskoczę, bo zazwyczaj soundtracki filmowe stoją na wysokim poziomie. Ja jednak nie zwracam uwagi na tło muzyczne, kiedy dzieje się prawdziwa akcja. Tu było zupełnie inaczej. Nie omieszkałam wyrazić swojego zachwytu nad oprawą dźwiękową!
Sami bohaterowie odwalili kawał świetnej roboty. Nie wyobrażam sobie nikogo innego w roli Strange’a jak Benedicta Cumberbatcha. Wystarczy spojrzeć na komiksową wersję tego superbohatera! Podobieństwo jest uderzające.  Bardzo podobała mi się również Tilda Swinton w roli Przedwiecznej. Do żadnego aktora nie mam zastrzeżeń, może to dlatego, że nie jestem mistrzem wyłapywania błędów aktorskich!  Jeżeli chodzi o ulubionych bohaterów, przywołuję tutaj… pelerynę. Tak, peleryna Strange’a będąca reliktem służącym w walce, ewidentnie niszczy system. Każdy z was chciałby mieć takiego przyjaciela!
Czy „Doktor Strange” jest wart obejrzenia? Jeżeli potrzebujesz się rozerwać przy niezłym filmie akcji i nie przeszkadzają ci nagłe i niewyjaśnione zwroty w fabule – dlaczego nie! Jeżeli dodasz do tego miłość do magii oraz alternatywnych, genialnie wykreowanych światów – tym bardziej! Mogę cię zapewnić, że klimat tego filmu jest niepowtarzalny, ale pamiętaj, że to jednak wciąż film o superbohaterze, czyli… wszystko działa według określonego schematu. Jeżeli jesteś fanem marvelowskiego uniwersum – koniecznie musisz oglądnąć „Doktora Strange’a”!

7/10

6 komentarzy:

  1. Strasznie chciałam zobaczyć go w kinie, ale jak zawsze nie miałam kiedy. Ale na pewno go obejrzę. Uwielbiam Marvela.:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jako fanka Benedicta muszę obejrzeć, a że i z superbohaterami mam wiele do czynienia (oglądanie komiksów na Targach zawsze spoko) od kilku lat i te spotkania sobie cenię, z przyjemnością obejrzę. Choć pewnie będę bardziej surowa w ocenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że obejrzę. Muszę tylko mieć więcej czasu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszyscy wiemy kto to jest Hulk, kapitan Ameryka czy Iron Man, a czy ktoś z nas wiedział, że istnieje taki superbohater jak doktor Strange? *chrząka wymownie* Mam całkowicie na odwrót. Wiem kto to Strange (tylko dlatego, że głównego bohatera gra Cumberbach), ale z Iron Manem, Hulkiem itp. Mam problemy...

    Fanem marvelowskiego uniwersum nie jestem (abstrahując nie wiem też o co chodzi z ciepłymi kłótniami DC vs Marvel), ale dla Bena i tak obejrzę ten film :D
    Pozdrawiam, Wielopasja

    OdpowiedzUsuń
  5. Marvel to nie moje klimaty, za Benedictem raczej nie przepadam, więc film zupełnie nie dla mnie. ;/

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarz :)